• facebook
  • rss
  • Madagaskar i Niemcy

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 42/2012

    dodane 18.10.2012 00:15

    Pytany, gdzie bardziej czuje, że jest na misjach, odpowiada: – Chyba tu, w Europie, chociaż…

    Po święceniach kapłańskich w 1995 r. pracował osiem lat w Niemczech. Potem sześć lat spędził na Madagaskarze. Od 2010 roku znów duszpasterzuje za naszą zachodnią granicą. Ks. Bernard Goworek, kapłan ze zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny, pochodzi z podopoczyńskiego Ostrowa. Jest proboszczem Billigheim – jednostki duszpasterskiej należącej do diecezji Freiburg. Razem z ks. Stefanem Amielawskim, pochodzącym z Mazur, mają pod opieką sześć parafii.

    Kwestia zamożności

    Wohlstand – znaczy dobrobyt. To słowo w Niemczech tłumaczy wiele. Jest powodem dumy, bo ten stan jest skutkiem przysłowiowej pracowitości naszych zachodnich sąsiadów. Ale dobrobyt niesie też ze sobą sporo trudności. Jedną z nich jest kłopot z konfesjonałem. – Dobrobyt rodzi brak pokory. Stąd wielu nie chce klękać przy konfesjonale, by mówić o swych grzechach i słabościach. Złe strony mego życia, jeśli są, to moja prywatna sprawa. Na zewnątrz, jako człowiek sukcesu, nie mogę opowiadać o tym, że w czymś nie domagam – mówi misjonarz i dodaje: – Na Madagaskarze nasi parafianie spowiadali się chętnie, bo wiedzieli, że nie są doskonali i duchowo, i materialnie.

    Dobrobyt rodzi też problem docierania do człowieka. W Afryce misjonarz, oprócz nauki katechizmu, niósł wieloraką pomoc materialną. W misji można było otrzymać konkretne wsparcie: ubranie, żywność. Misja kojarzyła się też z pomocą medyczną i ze szkołą. Ale czym w tym względzie można zaskoczyć bogatych i zorganizowanych Niemców? Komputer i komórka to dla Malgasza coś niezwykłego; tutaj, w Europie, te rzeczy są czymś tak normalnym jak obfity posiłek. – Ale Niemcy bardzo sobie cenią świadectwo życia. To nieprawda, jak czasem można tu i ówdzie usłyszeć, że dla tych, którzy jeszcze chodzą tu do kościoła, wystarczy Msza św. celebrowana mniej lub bardziej pobożnie. Nasi parafianie cenią sobie to, jak celebrujemy Eucharystię. Doskonale też wyczuwają, czy my, duszpasterze, stanowimy zgrany, szanujący się zespół – opowiada ks. Bernard. Choć nie jest łatwo zgromadzić przy parafii młodzież, to jednak można. Może niewielu, ale można. Po roku Wielkiego Jubileuszu powstała w Niemczech grupa Jugend 2000, Młodzi 2000. Co dwa miesiące spotykają się na regionalnych zjazdach. Z angielska zwą je prayerfestival – festiwalami modlitwy. Te zjazdy dla misjonarza są ładowaniem akumulatorów, stąd systematycznie jeździ tam z młodzieżą z Billigheim. – W jednym miejscu na weekend spotyka się około pół tysiąca młodych Niemców. W szkolnej sali gimnastycznej czy w wielkim namiocie wystawiany jest Najświętszy Sakrament. Obok konferencji i dyskusji jest czas na modlitwę. Adoracja trwa całą noc. Modlitwa młodych dodaje sił. Wtedy też wielu z nich się spowiada – mówi duszpasterz.

    Płacę i wymagam

    Kościół katolicki w Niemczech jest uporządkowany – jak i wszystko w tym kraju. Wierni deklarują swą przynależność nie tylko osobistą pobożnością, ale też oświadczeniem podatkowym. – To ułatwia wiele spraw. Pensje, remonty świątyń i kościelnych obiektów są czymś oczywistym i przewidywalnym. Ale to swoiście usypia. Kościół staje się urzędem dla zapisanych. Płacę podatek i wymagam. Płacę, należy mi się ślub czy pogrzeb. A co z tymi, którzy nie płacą? Można powiedzieć prosto – nie należy się. Co więc z misją Kościoła, co z ewangelizowaniem zagubionych owiec? Czy Kościół nie jest wówczas tylko zimną usługową instytucją? – pyta ks. Goworek. Z drugiej strony owo finansowe uporządkowanie niesie też pewien spokój i zaangażowanie niemieckich katolików w dzieło misji. Nadal placówki misyjne w Afryce i na innych kontynentach, prowadzone tam szkoły i szpitale w poważnym procencie istnieją dzięki niemieckiemu porządkowi i dobrobytowi. Ks. Goworek korzystał z materialnej pomocy, pracując na Madagaskarze. Także i teraz wspiera swój Madagaskar, bo jego parafianie czynnie angażują się w akcje na rzecz wspierania misji. O młodzież przy parafii nie jest łatwo. Ale za to cenną praktyką niemieckich parafii są kluby seniorów istniejące przy niemal każdej z nich. – To podpowiedź dla nas w Polsce, bo i do nas dotarł niż demograficzny, a społeczeństwo się starzeje. Starsi w tych klubach czują się potrzebni. Podejmują też wiele cennych inicjatyw. Choć i te grupy w Niemczech dotyka swoisty kryzys. Ludzie żyją dłużej. Dłużej są zdrowi i silni. Doświadczają swoistego kultu młodości. Nie chcą być identyfikowani z grupami starszych i chorych – wyjaśnia ks. Bernard.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół