Nowy numer 16/2018 Archiwum

Bałwochwalczy bohomaz

Telefony i mejle, jakie odebrałem, były jednym głosem smutku, dowodzącym, że to określenie obraziło uczucia religijne wielu. Byli i ci, którzy odnosili się do wartości artystycznej i historycznej jasnogórskiej Ikony.

Mnie jednak zaintrygowało coś jeszcze. W trakcie dwudziestominutowej konferencji usłyszałem całą „świecką” litanię zarzutów pod adresem Kościoła. Znam ją na pamięć, jak Litanię loretańską. Tej drugiej nauczyłem się jeszcze w dzieciństwie, chodząc na majówki, a tę pierwszą słyszałem i poznawałem jako chłopak i student teologii, gdy zgłębiałem historię Kościoła. Te zarzuty to stare tematy, jakimi epatowało sowieckie pismo „Biezbożnik”, które wychodziło przed II wojną w Związku Sowieckim. To także niby naukowe i historyczne wywody, o których czytałem w „Argumentach”, wydawanym w PRL-u piśmie Towarzystwa Krzewienia Kultury Świeckiej. Ale nie tylko. Usłyszałem także dowodzenie, które w czasie stalinowskim było motywem skazywania duchownych na wieloletnie wyroki więzienia, jeśli nie śmierci – rzecz o byciu obcą agenturą wrogiego Watykanu.

Można by nad każdym się zatrzymywać, by polemizować z tymi odgrzewanymi kotletami. I myślę, że trzeba, bo nowe pokolenia łykają te sensacje jako nowość i najprawdziwszą prawdę.

A ponieważ jestem biblistą, chcę zatrzymać się nad jedną z poruszanych kwestii. Usłyszeliśmy bowiem, że kult na Jasnej Górze jest bałwochwalstwem, bo przeczy zapisanemu w Biblii drugiemu przykazaniu, które zostało wyrzucone z Dekalogu. Oto jego brzmienie: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył…” (Wj 20,4-5a).

Biblijny Dekalog, który czytamy w Księdze Wyjścia, został spisany po hebrajsku około X w. przed Chr. Powstał w kulturowym środowisku, gdzie posąg czy wizerunek bóstwa był tożsamy z nim samym. Zakaz sporządzania wizerunków był podyktowany ochroną obrazu prawdziwego Boga, który jest czymś więcej i Kimś więcej niż tylko ociosanym kamieniem czy pomalowanym drewnem.

Dzisiejsza treść Dekalogu, znana z katechizmu czy pacierza, ukształtowała się około V w., w czasie, gdy tamta starożytna mentalność ludzi Bliskiego Wschodu odeszła w niepamięć. Zakaz sporządzania wizerunków był więc czymś niezrozumiałym. I tak to zapis biblijny pozostał nienaruszony, jak nienaruszone są opisy setek przepisów rytualnych i porządkowych, zapisanych w Starym Testamencie (dla przykładu zabraniające mieszania ze sobą dwóch rodzajów przędzy w jednej tkaninie czy łączenia dwóch gatunków bydła). Natomiast Dekalog katechizmowy rozłączył ostatnie z biblijnych przykazań w dwa ostatnie.

Dla nas wizerunek nie jest tożsamy z osobą, którą przedstawia. On jedynie pomaga nam w przeżywaniu duchowej łączności, pokazywaniu przywiązania i miłości. To tak jak zdjęcie matki czy dziecka, które nosi się w portfelu, stawia na szafce czy wiesza na ścianie.

A tak na koniec. Podobno człowiek, który chciał sprofanować jasnogórski Wizerunek – tak usłyszeliśmy w czasie tej konferencji – zrobił to być może z gorliwości o czystość i dosłowność rozumienia Biblii. Odpowiem pewnym wspomnieniem. Jakiś czas temu o sprawie przykazania o zakazie obrazów rozmawiałem z młodym człowiekiem, który – będąc po kilku spotkaniach w jednej z sekt – zarzucał  nam, katolikom, że nie rozumiemy Biblii dosłownie, a szukamy jakichś przenośni. Zaproponowałem mu wtedy, byśmy to przykazanie przeczytali z dosłownym zrozumieniem. No i zaczęliśmy. „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko”. – Co jest na niebie wysoko, ale dosłownie? – zapytałem. – Gwiazdy, słońce, ptaki, chmury, samoloty – ustaliliśmy obaj, rzucając kilka przykładów. „Ani tego, co jest na ziemi nisko”. – A tutaj mamy ludzi, psy, koty, węże itd., itp. – przypominaliśmy sobie dosłowne obrazy. A w wodach pod ziemią? – Ot, choćby borsuki. – Czy my, katolicy, ale też i prawosławni, sporządzamy takie wizerunki i oddajemy im cześć? To pytanie zakończyło rozmowę, choć nie mam pewności, czy przekonałem mego rozmówcę.

Miałem napisać komentarz, a powstał miniwykład. Ano, wyszła ze mnie natura belfra. Coś jak na tej konferencji, gdzie z pozy nowoczesnych liberałów wyszedł obraz piewców minionego systemu.

A co do bohomazu... może jakiś historyk sztuki – może być ateistą, byle był fachowcem – odniesie się do walorów artystycznych jasnogórskiego Obrazu?


 

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • MOSCARDI
    13.12.2012 21:10
    +Poruszył ksiądz bardzo ważny problem dyskusji. Ja, choć jestem historykiem trafiam często na problem nie do przeskoczenia: jak młodym mówić o inkwizycji, o wyprawach krzyżowych... Skąd czerpać rzetelne informacje na ten temat..?
    doceń 1
  • dsalik
    13.12.2012 21:43
    Lekko, trafnie, mądrze. Chapeau bas!
    doceń 4
  • jurek
    14.12.2012 09:07
    1. Oczywiście pan z RP gada straszne głupoty i bardzo mi się to nie podoba.
    2. Warto jednak byc konsekwentnym - wczoraj P Kaczyński mówił "iż nie damy sobie narzucić poprawności politycznej" podobnie wypowiadają się inni publicyści (np. Terlikowski) - albo uważamy, iż tzw "poprawność polityczna" jest nic nie warta, albo sie jej jednak trzymajmy. Przecież to co mówi ten poseł od Palikota to właśnie brak poprawności politycznej (czyli wyraża bardzo ostro swoje zdanie).
    doceń 0
  • teleranek
    14.12.2012 10:11
    +Tak,my katolicy sporządzamy takie wizerunki,najgorsze,że już za zycia tych ludzi(JP2),pomniki,obrazy,modlimy sie do nich(dosłownie)nosimy ,przenosimy,uznajemy za cudowne,zamieniamy Boga Zywego i jego moc,na przedmioty,Ksiądz dobrze zaczął ale marnie skończył swój wywód,obraz jako dzieło sakralne tak,jako pamięć tak,ale my czcimy je jak Boga,przykład,piosenka o figurze ze świebodzina"zasiejemy ci trawke bedziesz miał jak w niebie",jezeli Maryja patrzy na ciebie z obrazu a jej oblicze zasłaniamy to biedaczka niedługo oslepnie.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma