• facebook
  • rss
  • Sakra na Watykanie

    Ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 01/2013

    dodane 03.01.2013 00:15

    Przed 20 laty w bazylice św. Piotra w Rzymie nasz ordynariusz otrzymał święcenia biskupie.

    Pamiętam entuzjazm z wy- boru ks. Henryka na biskupa. Zarówno ja, jak i inni młodzi wówczas księża potrzebowali biskupa, który byłby młody duchem. Gdy odchodził od nas do Radomia, bardzo zapadły mi w pamięć jego słowa wypowiedziane do nowych diecezjan: „Proszę, przyjmijcie mnie!” – mówi ks. kan. Bogusław Bolesta, proboszcz parafii św. Alberta w Łukowie.

    Tamta radość

    Ksiądz Roman Siłuch, który jest obecnie wikariuszem w parafii w Jedlance, wspomina: – Byłem na drugim roku studiów w seminarium. To, że ojciec święty mianował naszego profesora filozofii biskupem, ogłosił nam ksiądz rektor. Bardzo ciekawym doświadczeniem dla nas, ale chyba także i dla samego ks. Tomasika, był ten okres, kiedy jeszcze jako biskup nominat prowadził dla nas wykłady.

    Był to dla nas wszystkich czas wielkiej radości, ale i oczekiwania na dzień jego sakry. Pamiętam zwłaszcza jeden moment. W czasie wigilii seminaryjnej klerycy wystawiali jasełka, w trakcie których św. Mikołaj, który był jedną z postaci tego przedstawienia, przekazał symbolicznie ks. Henrykowi swój pastorał, co przyjęte zostało przez wszystkich z wielką radością i gromkimi brawami. W nieco innych okolicznościach o biskupiej nominacji dowiedział się ks. Zygmunt Głębicki, dziś proboszcz w Staninie. – Moment, w którym dowiedziałem się, że ks. Henryk Tomasik został biskupem pomocniczym naszej diecezji, pamiętam doskonale. Przebywałem wówczas na konferencji dekanalnej, na której obecny był nasz ówczesny ordynariusz bp Jan Mazur. W południe ksiądz biskup zaproponował, byśmy zrobili przerwę na modlitwę „Anioł Pański”, po której poprosił o włączenie wiadomości Radia Watykańskiego. Niestety, odbiornik radiowy odmówił posłuszeństwa, więc ksiądz biskup osobiście oznajmił nam, ku wielkiej radości wszystkich, że oczekiwanym przez nas sufraganem naszej diecezji mianowany został przez ojca świętego ks. Henryk Tomasik. Był to moment autentycznej radości dla nas wszystkich – opowiada.

    W rodzinnej diecezji

    Nasz ordynariusz urodził się 4 stycznia 1946 r. w Łukowie. 31 maja 1969 r. z rąk bp. Jana Mazura przyjął święcenia kapłańskie, a potem jako wikariusz pracował w Radoryżu Kościelnym. Po dwóch latach został skierowany na studia specjalistyczne, które odbył na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Tam też obronił doktorat, który napisał pod kierunkiem ks. prof. Tadeusza Stycznia. Po powrocie do diecezji rozpoczął pracę jako wykładowca w seminarium siedleckim. Był także duszpasterzem akademickim i kapelanem Klubu Inteligencji Katolickiej w Siedlcach. „Miło mi powiadomić, że jego Świątobliwość Jan Paweł II mianował Czcigodnego Księdza biskupem pomocniczym Diecezji Siedleckiej. Nominacja ta zostanie ogłoszona 21 listopada 1992 r. o godz. 12.00” – pisał 7 dni przed tą datą do ks. Tomasika abp Józef Kowalczyk, nuncjusz apostolski w Polsce. – Pamiętam doskonale moment, kiedy dowiedziałem się, że ks. Tomasik został biskupem pomocniczym naszej diecezji. Mogę powiedzieć, że była to zarówno dla nas, księży, jak i dla tych, którzy znali ks. Henryka wielka radość, wręcz eksplozja radości, dużej satysfakcji i zarazem dumy dla nas wszystkich. Obecnie jestem proboszczem w rodzinnej parafii księdza biskupa Henryka. Chociaż jego rodzinny dom dzisiaj znajduje się na terenie innej parafii, to jednak tutaj w kościele Świętego Krzyża bp Henryk przyjął chrzest święty i inne sakramenty. Tutaj sprawował swoją Mszę św. prymicyjną. Wiele razy odwiedzał swoją rodzinną parafię. Czasem spotykam księdza biskupa na parafialnym cmentarzu, gdzie modli się przy grobie swoich rodziców – mówi dziekan dekanatu Łuków ks. prał. Tadeusz Dzięga, a zarazem proboszcz parafii Świętego Krzyża. S. Mirosława Protasiuk pracowała w domu bp. Wacława Skomoruchy. Tu spotykała ks. Tomasika przez szereg lat. – Wiele razy widziałam, jak bp Henryk, jeszcze jako młodziutki student KUL-u, odwiedzał bp. Wacława. Pamiętam również, z jaką troską, już jako biskup pomocniczy naszej diecezji, opiekował się księdzem biskupem, kiedy ten był już bardzo chory. To, co zapamiętałam u bp. Tomasika, to to, że nigdy nie przeszedł obojętnie koło drugiego człowieka, zwłaszcza tego, który przeżywał jakieś zmartwienie, niezależnie, kim ten ktoś był. Rys wrażliwości powraca także we wspomnieniach ks. Stanisława Lewczuka, proboszcza parafii w Tuchowiczu: – Byliśmy na jednym roku studiów i seminaryjnej formacji. O księdzu biskupie jako koledze z jednego roku mogę powiedzieć zarówno ja, jak i pozostali księża, którzy razem studiowaliśmy w seminarium, że był on, jako kolega, niezwykle wrażliwy na czyjąś krzywdę. Problem, który spotykał któregoś z nas, stawał się zawsze również jego problemem. Potrafił dostrzec zarówno duży, jak i ten mały kłopot, z którymś ktoś się zmagał, i nigdy nie przeszedł obojętnie. Takim pozostał również w kapłaństwie i takim go zapamiętałem – wspomina.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół