• facebook
  • rss
  • Przypatrzcie się liliom polnym

    Marta Deka Ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:15

    Za obecność krzyży w szkole gotowe były wiele zapłacić, i zapłaciły. Było to niemal 55 lat temu.

    Marianna Bugno i Alfreda Chmielewska zostały aresztowane. Maria Szafrańska – wtedy w zaawansowanej ciąży – została ukarana wysoką grzywną. – Nie żałuję tego. Bardzo się cieszę, że podniosłam rękę, by pomóc zawiesić krzyż. Może dlatego ta ręka pozwoliła mi potem wyżywić moje dzieci – mówi Maria Szafrańska, jedyna żyjąca bohaterka wydarzeń nazwanych „Wrzeniem przedborskim”.

    Tamten wrzesień

    Pamiątką tamtych wydarzeń jest tablica wmurowana w ścianę Urzędu Miejskiego. To tu po II wojnie światowej mieściła się szkoła. A oto treść napisu: „W tym budynku we wrześniu 1958 roku w Szkole Podstawowej nr 1 miał miejsce protest rodziców i uczniów, gdy po remoncie szkoły usunięto krzyże z sal lekcyjnych. Protest zwany »Wrzeniem przedborskim« spacyfikowali funkcjonariusze MO i SB, a jego najbardziej aktywne uczestniczki Marianna Bugno, Alfreda Chmielewska i Maria Szafrańska zostały poddane represjom. Mieszkańcy Przedborza i ówcześni uczniowie. Przedbórz, wrzesień 2012 r.”.

    Ten lakoniczny tekst z tablicy w pamięci pani Marii wciąż jest żywym wspomnieniem, w którym radość przeplata się z bólem, a odwaga ze strachem. – Jeszcze w starym roku szkolnym 1957 bez przerwy była mowa o tym, że krzyże muszą zniknąć ze szkoły. Nam, rodzicom, a miałam wtedy dziecko w pierwszej klasie, wciąż mówiono, że najlepiej by było, żeby ktoś się odważył i te krzyże sprzątnął. Ale te krzyże dowisiały do końca roku szkolnego – wspomina Maria Szafrańska. W czasie wakacji zaplanowano malowanie szkoły. Rodzice byli świadomi tego, że będzie to dogodna okazja do zdjęcia krzyży. Trzeba było coś robić. – Zmówiłyśmy się we trzy: Marianna Bugno, Alfreda Chmielewska i ja, i uprosiłyśmy dozorcę szkolnego, żebyśmy przed malowaniem w każdej sali krzyże schowali do szuflady stołu, a kiedy po malowaniu będzie w szkole sprzątanie, to może uda się je z powrotem powiesić. Bo co to za szkoła, żeby krzyży nie było! – opowiada pani Maria. Gdy zbliżał się początek roku szkolnego, kobiety postanowiły udać się do szkoły i, jeśli się uda, powiesić krzyże. – Zmawiałyśmy się tylko we trzy, skąd się wzięło więcej osób, nie wiem. Mówiłyśmy sobie, że raz dwa wpadniemy do szkoły, powiesimy krzyże i już. Wchodzimy na korytarz, a tam już jest milicja i nie wolno nam wejść do sal ani wyjść na dwór. Po jakimś czasie, gdy prosiłyśmy, by nas wpuścili, jeden z milicjantów odzywa się tak: „A róbta, co chceta!”. I wtedy weszłyśmy do klas. Ja z Bugnową weszłam do jednej sali. Podsunęłyśmy stół, a na stole postawiłyśmy krzesło. Ona na nie weszła, bo ja byłam w ciąży. Ona wieszała krzyż, a ja trzymałam krzesło. Jak się okazało, w tym czasie przyjechała milicja, dokładnie nie wiem skąd, z Końskich czy z Radomska. Aresztowali Bugnową i Chmielewską, a reszcie, w tym także mnie, podniesionym, niedobrym i podłym głosem nakazali opuścić budynek – wspomina pani Maria.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół