• facebook
  • rss
  • Cokolwiek uczyniliście…

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 14/2013

    dodane 04.04.2013 00:15

    Ks. Czesław Wala nie musi nic mówić. Za niego mówią dzieła miłosierdzia, które stworzył pod Świętym Krzyżem.

    Każdy, kogo w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Pani Świętokrzyskiej pytałem o fundamentalny motyw działań kustosza, odpowiadał: wiara.

    Katecheta

    Ksiądz Wala urodził się 23 października 1936 r. w Rudniku nad Sanem. Święcenia kapłańskie przyjął w 1964 r. Jako wikariusz przez rok pracował w parafii Sławno, a potem w Krynkach. To tutaj rozpoczął dzieło, które swym rozmachem zadziwia, a źródło powodzenia każe widzieć dalej i głębiej niż tylko w aktywności społecznika wrażliwego na ludzką biedę. Czesław bardzo wcześnie stracił mamę, a krótko potem zmarła jego siostra. Zaznał biedy i losu sieroty. – Myślę, że to doświadczenie sprawiło, że ks. Czesław był i jest tak bardzo wyczulony na los ubogich, a szczególnie dzieci.

    Gdy jako katecheta uczył religii, wysyłał nas do starszych i chorych. Najpierw sporządzaliśmy listę osób, a potem szliśmy do ich domów. Zanosiliśmy drobne pamiątki od księdza, pomagaliśmy przynieść drewno na opał, sprzątaliśmy i rozmawialiśmy – wspomina Małgorzata Kowalska, dziś przewodniczka w sanktuarium. Wychowała się w Kałkowie. Dobrze pamięta ten czas, gdy zachorowała jej mama. – Codziennie zjawiałam się na plebanii, by zabrać do domu słoik zupy, którą ugotował ks. Wala. A proboszcz sam prowadził swą kuchnię. Potrafił i gotować, i piec placki – mówi, nie kryjąc wzruszenia. Ks. Wala zaczął pracę duszpasterską w Kałkowie pod koniec lat 60. Wówczas wioska była odległym zakątkiem parafii Krynki. Od kościoła dzielił ich i las, i brak drogi. Młody wikariusz zorientował się, że właśnie to było przyczyną słabszej frekwencji tej części parafian na Mszach św. w kościele i dzieci na katechezie. I to on zaczął bywać tam kilka razy w tygodniu. Z najmłodszych stworzył zespół ministrantów, scholę, a potem zorganizował kółko teatralne. Do dorosłych trafiał przez dzieci. Rozpoczął też starania o stworzenie w Kałkowie kaplicy, która miała być zarazem punktem katechetycznym. Odkupił mocno zrujnowaną szopę i rozpoczął jej remont. Nie było to rzeczą łatwą, bo ówczesne władze robiły kłopoty. – Budynek zamykano i nakładano plomby. Ludzie je zrywali i dobudowywali kolejne centymetry muru, pomagając księdzu. Robili to wszyscy, a przecież władze nie mogły ukarać całej wsi – opowiada pani Małgorzata. Ostatecznie wspólnym wysiłkiem stanęła kaplica pw. bł. Maksymiliana Kolbe. Ona stała się zaczątkiem parafii i kościoła, którego budowa rozpoczęła się w szczerym polu między wioskami Kałków i Godów. To tutaj, obok świątyni, wyrosło sanktuarium. Ks. Wala tak wspomina tamten czas: „Kiedy rozpoczynałem budowę świątyni w Kałkowie-Godowie, nawet dla mnie jej pomysł nie był do końca widzialny. Nie wiedziałem, że buduję sanktuarium, choć serce podpowiadało, że to ma być kolejny krok”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół