• facebook
  • rss
  • Biedni, ale szczęśliwi

    dodane 11.04.2013 00:15

    W Ugandzie opiekowała się osieroconymi dziećmi. Chce tam wrócić, ale – jak zaznacza – wszystko w rękach Boga.

    Paula Włoskiewicz ma 23 lata. Jest radomianką. Studiuje pedagogikę wczesnoszkolną z oligofrenopedagogiką. Od najmłodszych lat czuła sentyment do Afryki. Jeszcze nie wiedziała, gdzie ona leży. – Jak ptaki odlatywały do ciepłych krajów, wyobrażałam sobie, że to jest gdzieś daleko, na końcu świata. Wtedy już pragnęłam tam wyjechać – mówi. Marzenia się spełniły za sprawą Allana, małego chłopca z Ugandy.

    Lista, której nie ma

    Wszystko zaczęło się od misjonarzy Honoraty i Piotra Wąsowskich, którzy pomagają organizacji „Bringing Hope To The Family”. Prowadzi ona domy dziecka i szkoły w Ugandzie. Przyjechali na jej uczelnię. Opowiadali o swojej pracy i warunkach życia mieszkańców tego afrykańskiego kraju, o panującej tam biedzie i wielu małych sierotach potrzebujących wsparcia. – Tego samego dnia wysłałam mejla do Honoraty. Podziękowałam jej, że u nas byli. Zainteresowałam się też adopcją na odległość.

    Weszłam na stronę internetową, którą założyła Honorata. Tam znalazłam listę dzieci, które można adoptować. Były tam ich zdjęcia, imiona i nazwiska oraz wiek, nic poza tym. Pomodliłam się do Ducha Świętego, by mnie natchnął, które dziecko mam wybrać, bo może któreś z nich szczególnie potrzebuje wsparcia. Gdzieś pod koniec listy było zdjęcie Allana, który miał – jak napisano – trzy lata – opowiada Paula. Zainteresowała się tym chłopcem. Napisała do Honoraty. Ta była zdziwiona, bo dawno wykasowała z internetu tę listę. Ale powiedziała, że jeśli chce, może go adoptować. – Gdy mi wysłała historię życia Allana, okazało się, że ma 11 lat. To mnie zdziwiło, ale nie zraziło. A w Ugandzie okazało się, że mój Allan ma 8 lat – śmieje się Paula. Adopcji na odległość podjęła się ze swoją przyjaciółką. W maju tego roku miną dwa lata odkąd się nim opiekują. Dostały od niego kilka listów, więc zdążyły go trochę poznać. – Od razu się z nim emocjonalnie związałam. Bardzo chciałam go zaprosić do siebie na wakacje. Jednak Honorata poradziła mi, że lepiej będzie, gdy ja polecę do Ugandy. Gdyby Allan przyjechał do Polski, musiałabym opłacić nie tylko jego pobyt, ale też opiekuna – wspomina wolontariuszka.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół