• facebook
  • rss
  • Ziemio moja

    Krystyna Piotrowska

    |

    Gość Radomski 22/2013

    dodane 30.05.2013 00:15

    „Przepióreczka” z Wileńszczyzny. W marcu byli na radomskich „Kazikach”. Teraz „Gość Niedzielny” patronuje ich jubileuszowi.

    Porozumienie (list intencyjny) pomiędzy Radomiem a Samorządem Rejonu Wileńskiego zostało podpisane w 1996 r. Współpraca miasta ze szkołą w Miednikach rozpoczęła się przed czterema laty. – Byłem wtedy w Komisji Edukacji i jechałem na Wileńszczyznę z delegacją ze Starostwa Powiatowego do szkoły w Dziewieniszkach – wspomina Jan Maniak, radny Rady Miejskiej w Radomiu. – Chciałem zobaczyć też inne polskie szkoły na tamtym terenie. Nie interesowały mnie te w Wilnie, bo są one z reguły dobrze wyposażone. Wskazano mi szkołę w Miednikach. Po powrocie do Radomia zorganizowałem zbiórkę książek w Biurze Rady Miasta, po tym, jak zobaczyłem, że w miednickiej szkole polskie książki zajmują na półce niewiele ponad 70 cm.

    Polskie szkoły

    Jan Maniak należy do Stowarzyszenia Przyjaciół Osiemnastki. Działa ono przy PSP nr 18 w Radomiu, a jego głównym zadaniem jest wspieranie macierzystej placówki. Współpracą z Wileńszczyzną zainteresował również innych członków tego Stowarzyszenia. Rzucone ziarno współpracy padło na podatny grunt i zaczęło wydawać owoce. W sierpniu miną trzy lata, odkąd pierwsza grupa uczniów z Miednik przyjechała do Radomia. Ostatnie spotkanie z gośćmi ze Wschodu miało miejsce podczas tegorocznych „Kazików”, święta patrona miasta i diecezji radomskiej – św. Kazimierza.

    Odwiedził nas wtedy i koncertował w Resursie szkolny zespół „Przepióreczka”. Tak się składa, że szkoła w Miednikach nosi imię św. Kazimierza, a i tamtejszy kościół parafialny w swoim wezwaniu obok Trójcy Świętej ma imię świętego królewicza. Kościół fundowany był jeszcze przez Jagiełłę w 1391 r. Potem był niszczony i odbudowywany. Ten drewniany, który teraz skupia okolicznych wiernych, wybudowano w 1931 r. Obecność św. Kazimierza czuje się tam niemal na każdym kroku. Nic dziwnego, bo ten patron Polski i Litwy bywał pod opieką samego Jana Długosza w miednickim zamku. Dziś niewiele po tej warownej budowli pozostało, a o jego wielkości świadczą resztki kamiennych murów. Miedniki (kiedyś były to Miedniki Królewskie), to wieś w rejonie wileńskim, położona przy trasie Wilno–Mińsk, 31 km od Wilna, 2 km od białoruskiej granicy. Na terenie gminy mieszka nieco ponad 1,5 tys. osób, z czego ponad 80 proc. to Polacy. Źródłem utrzymania większości mieszkańców są kilkuhektarowe pola, na odzyskanej lub dzierżawionej ziemi. W przeważającej części gminę zamieszkują ludzie starsi, którzy z pokolenia na pokolenie pozostają wierni ojcowiźnie. Ludzie tu, tak jak wszędzie, borykają się z różnymi problemami. Pojawił się też niż demograficzny, na który nie są w stanie zaradzić nawet bociany, chociaż ich gniazd w tej okolicy jest bardzo dużo. Ale to, co doskwiera najbardziej, to problem narodowościowy. – Ten problem istniał przed laty i na pewno zostanie, ale nie w takiej skali, że musimy walczyć i stale o nim mówić – podkreśla mer Samorządu Rejonu Wileńskiego Maria Rekść. – Polacy żyli na tej ziemi i do tej ziemi mają prawo. Mówią, że my tu wojujemy. Nie wojujemy, tylko bronimy swego. Naród bez swojej tożsamości, kultury i obyczajów jest skazany na wyginięcie. Polacy nie są temu winni, że przesunęły się granice.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół