Nowy numer 16/2018 Archiwum

Po słonecznej stronie

Za to, że była w AK, musiała – przez kogoś zadenuncjowana – półtora roku siedzieć w więzieniu.

Tym razem gościem cyklicznych spotkań „Powróćmy do przeszłości” organizowanych przez Samorząd Uczniowski i świetlicę szkolną w radomskim PG nr 10 przy ul. Długojowskiej była Zofia Sztachelska „Zośka”, uczestniczka powstania warszawskiego, sanitariuszka. Uczniowie, którzy przyszli na spotkanie, mieli za sobą lekcje przybliżające im wiedzę o powstaniu. Pani Zofia opowiedziała kilka faktów, które szczególnie utkwiły jej w pamięci z tamtego czasu. Pochodzi z warszawskiego Żoliborza i wyjaśniła, dlaczego w tej dzielnicy powstanie rozpoczęło się o 13.00, a nie o 17.00, czyli o godzinie „W”. Otóż z placu Wilsona jechał przez ul. Krasińskiego czołg. Koledzy z PPS-u nieśli worki z bronią od placu Lelewela.

W tym momencie zaczęła się strzelanina z czołgu. Wszyscy byli zdumieni, bo do 17.00 miało się nic nie dziać. Żoliborz się nie wyłamał, to był po prostu przypadek. – Do dziś w naszym społeczeństwie funkcjonuje dwoistość poglądów na temat zasadności wybuchu powstania warszawskiego. Myśmy musieli to powstanie wywołać. Okupacja była tak straszna, że każdemu codziennie groziło nieszczęście. Każdy oczekiwał wolności. Powstanie musiało się rozpocząć. Inaczej byśmy wszyscy wyginęli. Jeślibyśmy nie wyginęli z rąk hitlerowców, to prawdopodobnie bardzo dużo osób umarłoby z głodu – wyjaśnia. Pani Zofia po wojnie za przynależność do AK przez półtora roku siedziała w więzieniu. Dziś ma 95 lat i podpowiada swoją receptę na życie – trzeba zawsze chodzić po jego słonecznej stronie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma