• facebook
  • rss
  • Modlitwa przy mogiłach

    dodane 18.07.2013 00:15

    Odwiedzili miejsca, gdzie 70 lat temu Ukraińcy wymordowali tysiące osób tylko dlatego, że były Polakami.

    Wycieczkę na Kresy radomskie Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich organizuje co roku. Tym razem miała wyjątkowy charakter. Jej uczestnicy mówią, że była raczej pielgrzymką pełną modlitwy i zadumy. – Odwiedziliśmy głównie ziemię wołyńską, ponieważ w tym roku przypada 70. rocznica dokonanej tam rzezi. 11 lipca 1943 r. nastąpiło apogeum tych zbrodni. W tym dniu Ukraińcy napadli na 99 miejscowości jednocześnie i wymordowali 4,5 tysiąca Polaków. Historycy szacują, że w latach 1939–1947 zamordowano około 200 tys. Polaków – wyjaśnia Bogusław Stańczuk, prezes towarzystwa. Jedną z miejscowości, którą odwiedzili, było Przebraże. Tu Polacy zorganizowali samoobronę. Na cmentarz, by pomodlić się przy mogiłach pomordowanych Polaków, musieli iść spory kawałek przez las.

    – Dzieci wskazywały nam drogę. Dorośli witali nas serdecznym pozdrowieniem, rozmawiali z nami, chociaż wiedzieli, po co przyjechaliśmy. Nie czuliśmy niechęci ze strony Ukraińców – mówi pan Bogusław. W pielgrzymce uczestniczyły osoby związane z Wołyniem. Jedną z nich była Anna Załęcka. Pochodzi z miejscowości położonej niedaleko Włodzimierza Wołyńskiego. Kiedy w 1943 r. Ukraińcy napadli na tę miejscowość, miała trzy lata, jej siostra pięć, a brat półtora roku. Mama zmarła przy porodzie. Pani Anna jako jedyna ocalała z rzezi. Wspominała, że tatę oprawcy owinęli drutem kolczastym i podpalili żywcem. To samo zrobili z siostrą, a brata przepiłowali piłą. Ją uderzyli siekierą w głowę. Uważali, że już nie żyje. Kuzyn wziął ją na ręce. Okazało się, że oddycha. Przez dwa tygodnie leżała nieprzytomna w szpitalu. Ukraińcy dokonywali mordów nie tylko na terenie Kresów Wschodnich, ale też obecnego Podkarpacia i Lubelszczyzny. W pielgrzymce uczestniczył Bronisław Komadowski, który pochodzi z Niemirowa pod Lwowem. Po ucieczce jego rodzice zatrzymali się koło Bełżca. Jego mama miała jechać pociągiem w kierunku Lwowa, by sprzedać tytoń. Na szczęście nie wsiadła do pociągu, bo zasłabła. Ukraińcy przebrani w niemieckie mundury napadli na pociąg i wymordowali jego pasażerów. Dziś w Bełżcu stoi pomnik upamiętniający tamto wydarzenie.

    Na trasie wycieczki znalazł się też Lwów, gdzie pielgrzymi uczestniczyli we Mszy św. sprawowanej przez abp. Mieczysława Mokrzyckiego. Modlili się też przy mogiłach Orląt Lwowskich, a na cmentarzu Janowskim uporządkowali ich groby. – Po drodze do Lwowa zawsze odwiedzamy kościół w Kulikowie. To jest miejscowość, którą się opiekujemy. Świątynię, która tam się znajduje zbudowano w 1538 r. Za czasów sowieckich były tam magazyn i hala produkcyjna. Kościół został całkowicie zrujnowany. W tej chwili jest odbudowywany. Zawsze przywozimy tam paczki żywnościowe i dajemy ofiarę na jego odbudowę – mówi prezes towarzystwa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół