• facebook
  • rss
  • Siema, ksiądz!

    Krystyna Piotrowska

    |

    Gość Radomski 33/2013

    dodane 15.08.2013 00:15

    Bywa, że ktoś z tłumu podbiega, przytula się do sutanny i odchodzi bez słowa.

    Przystanek Jezus to alternatywa dla młodzieży, która przyjeżdża na Przystanek Woodstock i czasem gdzieś się życiowo pogubiła. Pomysłodawcą Przystanku, który w tym roku miał miejsce po raz czternasty, jest biskup koszalińsko-kołobrzeski Edward Dajczak. Po raz drugi na Przystanek Jezus wybrał się kleryk Wojciech Pawłowski z Wyższego Seminarium Duchownego w Radomiu. Pojechało tam jeszcze jego kilkunastu kolegów i kilku księży z naszej diecezji. Ich zadaniem było towarzyszenie obecnej na woodstockowym polu młodzieży i dotarcie do niej z orędziem Ewangelii – jako propozycją na wartościowe życie. Wcześniej, zanim wyruszyli ze swoją misją ewangelizatora, spotkali się na rekolekcjach – w sumie około 700 osób: księża, klerycy, siostry zakonne, osoby świeckie.

    Rekolekcje prowadził bp Dajczak, a pomagał mu ks. Artur Godnarski ze Wspólnoty Świętego Tymoteusza z Gubina. Przystanek Jezus jest gościem Przystanku Woodstock i musi zająć takie miejsce, jakie wyznaczą mu organizatorzy. A z roku na rok jest ono coraz mniejsze i coraz bardziej oddalone. – Rok temu mieliśmy miejsce przy samych toaletach, a stało ich tam 600. Smród niesamowity, ale przynajmniej wszyscy tam przychodzili i przy okazji patrzyli, co się u nas dzieje. W tym roku wyznaczono nam miejsce w jakichś krzaczorach, na uboczu, za supermarketem Lidl, który tam się rozstawił.

    Na wyznaczonym terenie mieliśmy namiot z małą sceną, a obok sześciometrowy biały krzyż. Pod krzyż zapraszamy chętnych na wspólne modlitwy. Msza św. i adoracja są tam zabronione przez organizatorów – opowiada Wojciech Pawłowski. Preferowani są krisznowcy i oni dostają coraz większe i coraz lepsze miejsce. To spychanie ewangelizatorów na ubocze sprawiło, że zdecydowano, iż mają oni chodzić po całym placu. Wyruszali dwójkami, nikogo nie zaczepiali tylko szli. Ich obecność odbierana była bardzo różnie – od obojętności, przez niegrzeczne uwagi, po życzliwe zawołania typu: „Cześć ksiądz”, „Siema, ksiądz” „O, plebani już są”. – Media tego nie pokażą, a młodzież tam przyjeżdża już nawet dwa tygodnie wcześniej przed rozpoczęciem głównego koncertu. W tym roku przed koncertem zginęły cztery osoby. Modliliśmy się za nie.

    Szczególnie przeraża widok niepełnoletnich pijących alkohol. Najgorzej jest przed wieczorem, kiedy woodstockowicze są już podpici. Leżą i siedzą na chodniku, widać ich smutne twarze. Poraża na przykład widok dziewczyny z kartonową tabliczką z napisem: „Jestem do wynajęcia”. Chłopaki na swoich tabliczkach piszą na przykład: „Jestem do wypożyczenia na noc”, „Sex za darmo” – opowiada kleryk Wojciech. W tym roku zgłosił się do dwudziestoosobowej grupy, która nie opuszczała na noc wyznaczonego dla Przystanku terenu. Spali w namiotach, dzień i noc pilnowali, żeby nikt nie znieważył krzyża, nie zniszczył namiotów ewangelizatorów. Przyjęte obowiązki nie były łatwe, choćby ze względu na ograniczoną ilość snu. – Ale zapomina się o zmęczeniu, gdy jest radość, że można coś zrobić dla drugiego człowieka. Zrobiłem sobie napis na sutannie „Ja jestem”. Szedłem tak, a niektórzy krzyczeli: „Ja jestem, proszę księdza, ja też jestem”. Wtedy się odwracałem i mówiłem: „Tak, jesteś kochanym dzieckiem Pana Boga”. Bywało, że rozpoczynała się rozmowa. Bo oni zaczepiają, chcą porozmawiać. Mówią o swoich życiowych zakrętach. Zaczynamy razem się modlić, wtedy często są łzy i prośba o sakrament spowiedzi, a ksiądz zawsze czeka w naszej bazie. To są niesamowite widoki. Chłopaki w irokezach czy punkowcy po takiej spowiedzi przychodzą do krzyża, obejmują go, modlą się i płaczą jak dzieci. Bywało że w tym tłumie ktoś podbiegał do nas, przytulał się do sutanny, nic nie mówił i odchodził. Dla takich widoków warto tam być, poświęcać się. Zaproszony na Woodstock Kuba Wojewódzki twierdził, że nie należy czytać Biblii, bo tam jest bardzo dużo przemocy. Mówił: „Zobaczcie Stary Testament”. Potem młodzież przychodziła na Przystanek Jezus. Pytała, jak to jest – opowiada kleryk. Oczywiście na Przystanek Woodstock nie przyjeżdża tylko młodzież, której zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Przyjeżdżają tu bardzo dobrzy ludzie dla świetnych koncertów. – Ks. Artur Godnarski powiedział do nas, ewangelizatorów, że Przystanek Jezus nie był jednorazową akcją. Rozjeżdżamy się do naszych środowisk, tam jest co robić i ten Przystanek ma żyć w nas przez cały rok. Każda parafia ma młodzież woodstockową – opuszczoną, pozostawioną samą sobie. Stoją z piwem na ulicach i czekają, aż się do nich podejdzie, wyciągnie rękę, zaproponuje, że może spróbują poznać Jezusa i żyć inaczej – podsumowuje Wojciech Pawłowski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół