• facebook
  • rss
  • Przystań dla bezbronnych

    dodane 14.11.2013 00:00

    Paulusa wyciągnął z budy, Pankracego babcia rzuciła mu na stół. Nasz misjonarz pomaga osieroconym dzieciom.

    Ksiądz Andrzej Cieszkowski na misjach w Namibii pracuje już od 2001 r. Od siedmiu lat nieprzerwanie jest w Andarze. Problemów ma dużo, jak choćby brak kaplic, gdzie mógłby odprawiać Msze św. Mieszkańcy, którzy znajdują się pod opieką misji, są ubodzy i potrzebują wsparcia. – Teraz to się nasiliło. Była ogromna susza. Straciłem 22 hektary grochu. Nie zebrałem nawet jednego ziarnka. Gorzej jest w buszu, dokąd transport z żywnością nie dociera – mówi misjonarz.

    Ubóstwo i AIDS, które zabijają młodych mieszkańców, spowodowały, że w Andarze przybywało sierot, którymi nie miał się kto zająć i które niejednokrotnie były pozostawiane same sobie. W Namibii aborcja jest zakazana, a każda kobieta, która zajdzie w ciążę, musi zgłosić się na badania. Niektóre to prawo omijają, a nowo narodzone dzieci porzucają na śmietniskach. Ks. Andrzej doszedł do wniosku, że musi stworzyć miejsce, w którym niechciane maluchy znajdą bezpieczną przystań, a każdy będzie mógł zostawić dziecko. Zwrócił się z prośbą o pomoc do dyrektora radomskiej diecezjalnej Caritas, ks. Grzegorza Wójcika. Otrzymał ją. I tak w dalekiej Andarze powstało Okno Życia Miłosierdzia Bożego. W tej chwili w ośrodku przebywa 15 dzieci. Trafiały tu w różny sposób. Niektóre przynosili krewni, zrzekając się praw do nich. Małego chłopca, Paulusa, ks. Andrzej wyciągnął z budy dla psa. – W jego oczach widziałem straszliwy lęk i pytanie, czego ten biały chce ode mnie. Po kilku dniach pobytu u nas to już było zupełnie inne dziecko. Miał krzywicę. Nie potrafił chodzić. Lekarze i przyjaciele poradzili mi, żebym zakładał mu prawy but na lewą nogę, a lewy na prawą. Odżywiliśmy go. To pomogło Teraz Paulus ma trzy lata, biega i czuje się u nas bezpiecznie, a to jest najważniejsze – opowiada misjonarz.

    Przejmująca jest też historia innego chłopca – Pankracego. Do okna życia przyniosła go babcia. Rzuciła go na stół i powiedziała: „Róbcie z nim, co chcecie”. Chłopiec miał rok i dwa miesiące. Ważył tylko 5 kg. To za sprawą diety, którą mu serwowała. Karmiła go mieszanką mąki kukurydzianej, wody, cukru i drożdży. Gdy tylko zapłakał, podawała mu ją. Dzięki takiemu pokarmowi malec pijany był 24 godziny na dobę. Misjonarz zawiózł go do szpitala. Tam dostał kroplówki. Teraz już wydobrzał. W ośrodku dziećmi zajmują się cztery opiekunki. Wraz z ks. Andrzejem organizują im zabawy, starszym pomagają w odrabianiu lekcji, zabierają na wyprawy do pobliskich parków. Ale podopieczni mają też swoje obowiązki, pomagają między innymi przy farmie, którą prowadzi misja. Chodzi o to, by nauczyli się życia. – Nie mam z dziećmi specjalnych problemów, oprócz psychologicznych z dwójką, które chorują na AIDS. One są świadome, że umrą. To strasznie działa na ich psychikę. Ale staram się im pomóc – mówi ks. Cieszkowski.

    Misja stara się sama utrzymać i wyżywić przebywające w ośrodku dzieci. Ma swoją farmę, na której hoduje zwierzęta i uprawia rośliny. Ale pomoc jest potrzebna. Ks. Andrzej Cieszkowski ostatnie trzy miesiące spędził w Polsce. Zapraszany był do różnych parafii w naszej diecezji. W kościołach opowiadał o swojej misji. Wierni przekazywali datki na wsparcie jego działań. – Dziękuję bp. Henrykowi Tomasikowi, diecezjalnej Caritas i kapłanom za wszelką pomoc oraz moim przyjaciołom za wsparcie – powiedział.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół