• facebook
  • rss
  • Pamięci ks. Zdzisława Domagały

    dodane 16.01.2014 00:00

    Otwarty, życzliwy i bezinteresowny – takiego pamiętają go znajomi, przyjaciele i parafianie.

    Minęła 10. rocznica śmierci ks. Zdzisława Domagały. Z tej racji w kościele MB Częstochowskiej przy ul. Wernera można oglądać wystawę, na której znalazły się zdjęcia i dokumenty przybliżające jego życie i posługę. – Inicjatorami powstania ekspozycji są osoby, które były związane z ks. Domagałą poprzez tworzenie pielgrzymki i naszej parafii. Potem też miały z nim ścisły kontakt – wyjaśnia proboszcz ks. Wiesław Lenartowicz.

    – Zajmowałem się organizacją wystawy, bo uważam, że ks. Domagale od nas, parafian, i nie tylko od nas, należało się wspomnienie. Zgromadziliśmy dużą liczbę zdjęć. Znajdowały się w parafiach i u znajomych. Myślę, że ta wystawa odzwierciedla osobę księdza – mówi pan Maciej, jeden z inicjatorów powstania ekspozycji. Ks. Zdzisław Domagała urodził się w 1942 r. w Suliszce koło Wierzbicy. Święcenia kapłańskie przyjął w 1966 r. w Sandomierzu, z rąk sługi Bożego bp. Piotra Gołębiowskiego. Był duszpasterzem akademickim, jednym ze współtwórców radomskiej pieszej pielgrzymki z Radomia na Jasną Górę, uczestnikiem wielu konwojów humanitarnych na Wschód. W grudniu 1986 r. bp Edward Materski mianował go administratorem nowej parafii MB Częstochowskiej, a krótko potem jej pierwszym proboszczem. Organizował ją pomimo sprzeciwu ówczesnych władz państwowych. Równolegle do tych obowiązków nadal spotykał się ze studentami i przewodził pielgrzymom. W 1996 r. ze względu na stan zdrowia ks. Zdzisław poprosił ordynariusza o zwolnienie z funkcji proboszcza. Zmarł 30 grudnia 2003 r.

    Wanda Gotkiewicz z ks. Domagałą spotkała się w Duszpasterstwie Akademickim, kiedy już skończyła studia. Uczęszczała na spotkania dla absolwentów. – Stworzyliśmy taką ścisłą grupę rodzinno-akademicką. Jeździliśmy całymi rodzinami z księdzem na obozy. Ks. Domagała był po prostu bardzo ludzki, serdeczny i życzliwy dla wszystkich, a jednocześnie krytyczny. Później bardzo go brakowało, bo stanowił taki łącznik między naszymi rodzinami. Zawsze nazywałam go katalizatorem; przez sam fakt, że był, mobilizował innych do pracy – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół