• facebook
  • rss
  • Naprotechnologia, Majdan i cień Putina

    Krystyna Piotrowska

    dodane 25.03.2014 16:13

    Bardzo trudno być katolickim ginekologiem w obecnej rzeczywistości - i w Polsce, i na Ukrainie.

    Katoliccy lekarze ginekolodzy, położnicy i naprotechnolodzy dwa razu z ciągu roku mają spotkania formacyjno-naukowe. Tym razem przyjechali do ośrodka „Promień” w Mariówce koło Przysuchy, prowadzonego przez siostry Służki NMP Niepokalanej. Na spotkanie zaprosiła i zorganizowała je s. Barbara Pełszyńska, lekarz neurolog i balneolog. Chciała, żeby lekarze przyjrzeli się, w jaki sposób można pomóc kobiecie poprzez rehabilitację, wykorzystując wszystkie nowe dane dotyczące balneologii. Doktorzy przyjechali do Mariówki ze swoimi rodzinami.

    Zawsze życzliwe siostry zapewniły lekarzom spokój podczas wykładów, biorąc na siebie opiekę nad dziećmi. Zapewniły też gościom możliwość skorzystania z leczniczych i relaksacyjnych zabiegów, które oferuje ośrodek swoim pacjentom. Nas też - bo do Mariówki pojechałam z Małgorzatą Lisak, koleżanką z zaprzyjaźnionego z naszą redakcją Radia Plus Radom - siostry przyjęły z otwartymi ramionami. Kawa, herbata, a potem smakowity obiad. W ciągu zaledwie kilku minut usiadły z nami przy stole cztery panie doktor, w tym jedna w zakonnym habicie. Opowiadały o świętości życia i jego wartości od samego poczęcia, o parach, które przeszły koszmar in vitro i teraz, jeśli udało się im przetrwać w związku, leczą poranioną psychikę. Mówią o radości tych par, które dzięki naprotechnologii szczęśliwie doczekały się potomstwa. Poruszanych tematów jest dużo, dużo więcej.

    - Bardzo trudno być katolickim ginekologiem w obecnej rzeczywistości, to znaczy pracować zgodnie z nauką Kościoła. Co to znaczy? Przede wszystkim problemy dotyczą antykoncepcji, in vitro, oczywiście w tej chwili terminacji, bo mówi się mniej o aborcji, czyli zabijaniu dzieci we wczesnych etapach rozwoju, ale bardzo często w tych etapach dużo większych - dwadzieścia parę tygodni, gdy dzieci są chore, zdefektowane. Wiadomo, tu nasza postawa jako katolików musi być jednoznaczna - stanowczym głosem mówi Maria Szczawińska, specjalista w zakresie ginekologii i położnictwa, przewodnicząca Ogólnopolskiej Sekcji Ginekologiczno-Położniczej Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich.

    Wśród rozmawiających z nami pań doktor jest Zoresława Horodenchuk, ginekolog, położnik i naprotechnolog. Przyjechała z Lwowa. Tak, jak jej tu obecni koledzy lekarze, potrzebuje wsparcia, bo i tam, na Ukrainie, nie jest łatwo być lekarzem katolickim i postępować zgodnie z nauką Kościoła. Opowiada o swojej pracy, doświadczeniach i w jakiś naturalny sposób przechodzi do wydarzeń na Ukrainie. Korzystając z naszej obecności, prosi o przekazanie podziękowań dla wszystkich Polaków, za wsparcie, jakie Polska okazała Ukrainie w czasie tych krytycznych miesięcy. Za wsparcie, jakiego się nie wyczuwało od żadnego innego kraju. Opowiada też, jak to w krytyczną noc z 18 na 19 lutego, kiedy to kilka setek ludzi było na Majdanie, modlono się i przepraszano za grzechy popełniane przez naród ukraiński, między innymi za dziesiątki tysięcy aborcji. - Ratować musimy kraj nie tylko tym, że ktoś tam występuje, coś działa, a też tym, żeby chronić, to nieurodzone dziecko, aby się urodziło - podkreśla.

    Wtedy jakoś samo nasunęło się pytanie, czy mieszkańcy Ukrainy mają w sobie więcej nadziei czy lęku, myśląc o swojej przyszłości i czy nie boją się Putina?

    - Miesiąc temu był prawdziwy cud. Do ostatniej chwili chyba już nikt nie wierzył, że to wszystko ocaleje. Ale ocalało. I teraz mamy rząd, może nie najlepszy, ale taki, jaki jest. Jest nasz. Mamy wojsko, które nie jest najlepsze, ale jest nasze, i mamy teraz całą Ukrainę. Właściwie to, co zrobił Putin, to on zjednoczył Ukrainę. Wschód teraz jest ukraiński. Niezależnie od tego, kto, w jakim języku rozmawia. Na Majdanie zginęli chłopcy z różnych rejonów kraju. Ci, którzy rozmawiali po rosyjsku, ukraińsku, po polsku i po tatarsku. Był też Ormianin. Wszyscy teraz odczuwają, że żyją w jednym kraju i są rodakami. Putin jest straszny, ale wiemy, że musimy walczyć, że z Bożą pomocą przetrwamy. Już byliśmy raz uratowani i będziemy się modlić, żeby skończyło się dobrze dla Ukrainy i całego świata – drżącym głosem dopowiada pani Zoresława.

    Za chwilę rozpoczyna się kolejny wykład dla lekarzy, a my wracamy do Radomia z większym chyba niż zwykle przeświadczeniem o sile modlitwy i potrzebie tej za Ukrainę i o pokój na świecie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół