• facebook
  • rss
  • Cudowny dotyk świętości

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 19/2014

    dodane 08.05.2014 00:00

    Po powrocie z kanonizacji często jestem pytany o największe z moich przeżyć.


    Było ich bardzo dużo. Rozmawiałem z całym mnóstwem ludzi. Uczestniczyłem w szeregu spotkań. Pierwsza rozmowa z nuncjuszem apostolskim w Polsce abp. Celestino Migliore miała miejsce jeszcze w Warszawie na lotnisku. Potem, na Watykanie, było spotkanie z prefektem Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhardem L. Muellerem i rozmowa w jego biurze. Przez te sześć dni pobytu w Rzymie były dziesiątki rozmów i spotkań z ludźmi z wielu krajów, a wśród nich te bardzo miłe ze spotkanymi diecezjanami. Jak choćby to z wieczornego czuwania Polaków w przeddzień kanonizacji, gdy na Piazza Navona zagadnął mnie mężczyzna, czy dobrze poznaje księdza z radomskiego „Gościa Niedzielnego”. 


    Jednakże tym, co zostawiło we mnie najgłębsze wspomnienie i było wielkim przeżyciem, stała się konferencja w centrum prasowym w czwartek 24 kwietnia, kiedy to odbyło się spotkanie ze świadkami cudownych uzdrowień, które otworzyły drogę do kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II.
Rozpoczęło się dla mnie dość osobliwie. Siedziałem obok dziennikarza, mniejsza o to, z jakiego kraju. W pewnej chwili zagadnął mnie: „Ksiądz z Polski. Muszę powiedzieć, że robimy tu materiał o Polakach, którzy przyjechali do Rzymu na kanonizację swego rodaka. Ale mam pytanie: Jak nazywa się ten drugi papież, Paweł XXIII?”. Sprostowałem grzecznie, starając się zachować powagę, a potem już słuchałem świadectw.


    Pierwsza mówiła Włoszka, s. Adele Labianca, szarytka. Opowiadała o wydarzeniach sprzed pół wieku, gdy pracowała w Szpitalu im. Umberto I w Fasano, niedaleko Brindisi na południu Włoch. To tam leczona była jej współsiostra Caterina Capitani, młoda 25-letnia zakonnica. Śmiertelna choroba żołądka nie dawała żadnych szans na ratunek. Umierała. Był maj 1966 r. Obok wysiłków lekarzy trwał wielki szturm modlitewny szarytek za przyczyną zmarłego trzy lata wcześniej papieża Jana XXIII. I tu wydarzył się ów cud. Powiem, że nie tyle wspomnienie samego momentu uzdrowienia wywołało moje poruszenie, ile mały detal. 
– Konająca s. Caterina usłyszała głos: „Teraz już się nie bój! Wszytko się skończyło, czujesz się dobrze”. Zobaczyła obok łóżka postać papieża Jana XXIII, uśmiechniętego, który mówił jej o modlitwach współsióstr zanoszonych za jego przyczyną. Wspomniał też, że szczególnie dużo tych modlitw zaniosła jedna z nich – opowiadała s. Adele i dodała ciszej: – Chodziło o mnie. S. Caterina żyła potem jeszcze 36 lat i zmarła w podeszłym wieku, dziesięć lat po beatyfikacji Jana XXIII.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół