• facebook
  • rss
  • Jezus na peryferiach

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 35/2014

    dodane 28.08.2014 00:00

    Pamiętaj, że idziesz tam jak do piekła.

    To zdanie go zmroziło. Usłyszał je przed pierwszym wyjściem na pole woodstockowe. – Idę tam. Rozwalone butelki po alkoholu, piwo, ludzie chodzący z marihuaną, z „krzakami”. Rzeczywiście piekło. Ale potem okazało się, że było też zupełnie inaczej. Owszem, ktoś czasem krzyknął, widząc sutanny, „pedały” czy „ave satan”, ale tego było niewiele. Piotr Gruszka jest diakonem naszego seminarium. Ostatnio przebywał we wspólnocie św. Tymoteusza w Gubinie, a to jej członkowie organizują przy Przystanku Woodstock ewangelizacyjną akcję Przystanek Jezus.

    – Oczywiście, że słyszałem o Woodstocku i o Przystanku Jezus. Ale jakoś nie było okazji wcześniej, by się wybrać. Może trochę brakowało odwagi. Przecież słyszałem wiele o tym spotkaniu i nie były to wiadomości, które przyjmuje się z łatwością – mówi. Ale w końcu jakoś ta impreza stanęła na jego drodze. Do Piotra należało organizowanie zaplecza liturgicznego. Chodził też na samo pole woodsto- ckowe. – Dojść do sceny właściwie nie było szans. I to nie tyle z powodu tłumu, ale  dlatego, że ciągle ktoś nas zatrzymywał. Przytulali się, dotykali i sprawdzali, czy to prawdziwa sutanna. A potem były rozmowy – wspomina. Mimo tej „czułości” rozmowy nie były łatwe. – Kościół to to, Kościół to tamto. Właściwie było tak cały czas. A potem rozmowa, która kończyła się wspólną modlitwą. Bywało, że szliśmy na plac Przystanku Jezus i modliliśmy się razem przy krzyżu – opowiada Piotr. W jego głosie słychać i podniecenie, i wzruszenie. – A czy spotkałeś ludzi skrzywdzonych przez Kościół? – pytam. – Nie – mówi i dodaje: – Ci młodzi ludzie te negatywne opinie przejmowali przede wszystkim z mediów. Chyba nie spotkałem nikogo, kto nie pochodziłby z katolickiej rodziny. Ale porzucili chodzenie do kościoła. Niewiele wiedzą też o samym Kościele. Zasadniczo krytykowali materializm. Opowiadali też dużo o sobie. Po jednej z takich rozmów chłopak powiedział mi, że teraz ja wiem o nim więcej niż jego dziewczyna.

    Piotr wraca z Przystanku Jezus z przekonaniem, że było to dla niego doświadczenie, które osobiście bardzo umocniło jego wiarę i przekonało go o tym, że trzeba iść do ludzi, bo wielu z nich po prostu nie przyjdzie. – Papież Franciszek mówi o konieczności pójścia na peryferie. Jestem przekonany, że Woodstock to takie peryferie, gdzie jesteśmy potrzebni, a właściwie potrzebna jest Ewangelia i Chrystus, którego tam zanosimy i głosimy. Tych ludzi nie wolno tak zostawić. To nasi bracia i siostry. Oni potrzebują jasnej prawdy, że Bóg ich kocha i że wyprowadza z tego, co złe. Z takim podejściem poszedłem – mówi Piotr. Obecność alumnów z naszego seminarium to już poniekąd tradycja. W tym roku, oprócz Piotra Gruszki, byli trzej diakoni: Patryk Hrostek, Łukasz Baranowski Karol Borkowicz oraz kleryk III roku Hubert Skipirzepa. Wszyscy wrócili z bagażem doświadczeń ewangelizacji na peryferiach. – By zyskać dla wiary i Kościoła tych ludzi, musimy wyjść zza biurek. Innej drogi nie ma. Jest to jakaś realizacja słów Pana Jezusa, który mówił, że jest posłany do zagubionych owiec – kończy swoje wspomnienie Piotr.

    Rozmawiamy na Jasnej Górze, tuż przed wejściem do kaplicy Cudownego Obrazu. Piotr po Przystanku Jezus poszedł z pieszą pielgrzymką. – Miałeś już okazję opowiadać o swoich doświadczeniach? – pytam. – Oczywiście. Podczas drogi mówiłem świadectwo i głosiłem konferencję o Kościele jako wspólnocie. Mówiłem, że obok nas żyją ludzie potrzebujący pomocy, że trzeba zacząć być z tymi ludźmi. Będzie to realizacją wezwania Pana Jezusa „Idźcie na cały świat i czyńcie uczniów”. Wezwanie „na cały świat” znaczy też „na peryferie” – dopowiada.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół