• facebook
  • rss
  • Przechodniu, powiedz Polsce

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 35/2014

    dodane 28.08.2014 00:00

    Nasi pod Monte Cassino. Trudno powiedzieć, ilu żołnierzy pochodzących z terenu naszej diecezji walczyło w tej bitwie. Na polskim cmentarzu pod klasztorem spoczywa ich osiemnastu.

    Swą walkę o wolną Polskę rozpoczęli w 1939 r. podczas kampanii wrześniowej. Internowani i aresztowani przez Sowietów, zaznali zsyłki i Sybiru. A potem z armią gen. Władysława Andersa przez Bliski Wschód ruszyli – jak im się marzyło – do Polski. Dziś na cmentarzu, gdzie spoczęli ci, co polegli, przybywających witają dwa wymowne napisy: „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie” oraz: „Za naszą i waszą wolność my żołnierze polscy oddaliśmy Bogu ducha, ciało ziemi włoskiej, a serca Polsce”.

    Trzy śmierci

    Był 17 maja 1944 roku. Kapral Bartłomiej Kwapisz jechał na rozpoznanie. W jego wozie towarzyszyło mu trzech żołnierzy. Najechali na niemiecką minę pułapkę. Ranny z urwaną nogą stoczył się po pochyłości na drogę, po której jechały czołgi. Został najechany. Zginął. Pośmiertnie awansowano go do stopnia plutonowego, a potem sierżanta. Urodził się 24 sierpnia 1915 roku w Bielowicach k. Opoczna. W 1937 r. powołano go do zasadniczej służby wojskowej. U jej końca wybuchła wojna. Walczył koło Pińska. Internowany przez Sowietów i wywieziony na daleki wschód Rosji, wrócił stamtąd i rozpoczął służbę w armii gen. Andersa. Podobnie wyglądały losy sierżanta Józefa Kluzia. Urodził się 28 maja 1911 roku w Jaścach (parafia Jedlnia k. Radomia). Był zawodowym żołnierzem. Służył w wojskach saperskich. We wrześniu 1939 roku brał udział w wojnie obronnej. Po 17 września dostał się do sowieckiej niewoli. Zwolniony stamtąd, wstąpił do tworzącej się w ZSRR Armii Polskiej gen. Władysława Andersa.

    Z tą armią przeszedł szlak bojowy przez Iran, Irak, Syrię i Palestynę aż do Włoch. 18 maja 1944 roku cieszył się ze zdobycia Monte Cassino. Ale nazajutrz przyszła niespodziewana śmierć. Gdy jego pluton rozminowywał i zabezpieczał drogi wokół wzgórza, artyleria niemiecka ostrzelała niespodziewanie ten rejon. Kilka pocisków trafiło w znajdujący się w pobliżu skład amunicji. W promieniu 40 metrów wszystko uległo zniszczeniu. Śmierć poniosło wówczas aż 18 saperów. Niewielu bohaterów, którzy polegli pod Monte Cassino, znalazło należyte uszanowanie. Jednym z nielicznych jest strzelec Józef Puchała. Od ponad dwudziestu lat w jego rodzinnym Gorzałkowie (dziś dzielnica Opoczna) znajduje się ulica jego imienia. Urodził się tam 22 czerwca 1915 roku. W armii Andersa służył w 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Zginął miesiąc przed zdobyciem Monte Cassino. Zgłosił się do prac przy zniszczonej linii wysokiego napięcia. Tamtędy, po usunięciu szkód, miały pojechać alianckie czołgi. Podczas prac ich teren dostał się pod silny artyleryjski ostrzał. Podmuch po silnym wybuchu odrzucił kable będące pod napięciem. Żołnierz został śmiertelnie rażony prądem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół