Nowy numer 21/2018 Archiwum

Syndrom Spiridonowa

Rosyjski siatkarz wygląda z pozoru jak grzeczny młody człowiek. Aż dziw bierze, że potrafi fingować strzelanie z kałacha do kibiców, pluć na nich i zamieszczać obraźliwe wpisy w Internecie.

Wychodziłem z mieszkania, by pojechać do centrum miasta na Apel Młodych. Dopiero co zakończył się mecz o piąte miejsce w siatkarskich mistrzostwach świata. Rosjanie rozgromili Iran. Miałem wrażenie, że realizator najczęściej pokazywał Aleksieja Spiridonowa. Może nie chciał czegoś przeoczyć?

Apel Młodych, który na centralnym deptaku Radomia zgromadził około 6 tys. młodych, pokazał, że wiara dla wielu z nich jest czymś bardzo ważnym, jeśli nie wręcz istotnym. Radośni i rozmodleni nie sprawiali wrażenia, by chcieli nad kimś dominować. Byli rzeszą, która dzieliła się tym, co dla nich ważne i cieszyli się, że obok każdego z nich są rówieśnicy, którzy myślą tak samo. Szybko zapomniałem o tamtym meczu. Spotkanie nabierało tempa i temperatury, a ja miałem też tam co robić. Ale obok tego moją myśl zaprzątał także zbliżający się nasz polski półfinał z Niemcami. Mecz zaczynał się w tym momencie, gdy na deptaku trwała adoracja Najświętszego Sakramentu. Widok niesamowity. Tłum, który dopiero co szalał, tańczył i śpiewał, teraz klęczał na ulicy w ciszy i modlitwie. Potem bp Henryk Tomasik wszedł na podwyższenie i zaczął błogosławieństwo, unosząc wysoko monstrancję. Dosłownie chwilę potem dał się słyszeć okrzyk radości z pobliskiego klubu. „Chyba nasi są górą” - pomyślałem, a za moment mój telefon zaczął wibrować. „Wygrywamy z Niemcami pierwszy set” - przeczytałem SMS-a. Stałem na scenie i szepnąłem o tym biskupowi. A ten ogłosił tę wiadomość przez mikrofon. Rozległa się burza oklasków i radosnych okrzyków. I rozpoczęły się śpiewy, znów te religijne, a przy tym radosne.

I wtedy za sceną ktoś zaczął przeraźliwie gwizdać. Z placu nie było go widać, ani słychać. Słyszałem i widziałem go ze sceny. Sprawiał wrażenie kogoś, kto nie może znieść tego, że po drugiej stronie sceny zebrali się katole, a tym, co mu jedynie pozostało, jest ów pełen bezsilności gwizd. I w tym momencie, nie wiedzieć czemu, przypomniał mi się ów rosyjski siatkarz; zdolny przecież i niewątpliwie utalentowany, a niszczący to wszystko w nieopanowanej nienawiści.


 

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • anita_teolog
    22.09.2014 20:39
    Wiara to piękny dar od Boga dany człowiekowi na Chrzcie Świętym. Nie można zatrzymać jej tylko dla siebie. Aby wzrastała trzeba się nią DZIELIĆ jak Chlebem. Mimo wszystko, znajdzie się gdzieś ktoś, kto jej nie przyjmie i będzie manifestował swoje niezadowolenie z tego, że są chrześcijanie, którzy budują swój kawałek NIEBA już na Ziemi.
    doceń 2
  • jazmig
    28.09.2014 10:27
    Nie zamierzam bronić Spirydonowa, ale nie lubię, kiedy katolicki ksiądz głosi nieprawdę.

    Spirydonow nikogo nie opluł, tylko pokazał język pisowskiemu politykowi, który wrzeszczał do niego po rosyjsku, żeby oddali Krym.

    Tak na marginesie, to prosze napisać, jak ksiądz ocenia zachowanie polskich kibiców podczas otwarcia zawodów, kiedy to polscy kibice gwizdali w trakcie prezentowania rosyjskiej reprezentacji.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma