• facebook
  • rss
  • Opłatek jak 70 lat temu

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 51-52/2014

    dodane 18.12.2014 00:00

    – Dobrze, że jesteście, bo trzeba dobrze uczyć historii, a z jej uczeniem nie jest za ciekawie. Podtrzymujcie tę robotę i wciągajcie w nią młodszych od was, bo my odchodzimy – mówił rekonstruktorom Marian Podgóreczny.

    Odkłamywać historię, pokazywać poświęcenie i bohaterstwo partyzantów i tych, którzy im pomagali – ta idea przyświeca organizatorom partyzanckiej wigilii, będącej wspomnieniem tej, która odbyła się w 1944 r. w niewielkiej wiejskiej szkole w Libiszowie. – Organizujemy ją od 5 lat. Są partyzancki marsz grup rekonstrukcyjnych, kolędy i łamanie się opłatkiem z miejscową ludnością, potomkami tamtych mieszkańców. Ze szwadronu por. Adolfa Pilcha „Doliny”, który wówczas przybył z Kraśnicy do Libiszowa, a którego komuniści po wojnie oskarżali o faszyzm i współpracę z Niemcami, żyje jeszcze dwóch – Marian Podgóreczny i Ryszard Bielański.

    Pierwszy mieszka w Sopocie, drugi – w Warszawie. Obaj po 70 latach stawili się na naszą wigilię, by wspominać i znów łamać się opłatkiem – mówi Tomasz Łuczkowski, dyrektor Muzeum Regionalnego w Opocznie, jeden z głównych organizatorów wigilii. W przygotowaniu przedsięwzięcia wspierają go koła gospodyń wiejskich, dyrekcje szkół oraz rekonstruktorzy. – Dobrze, że jesteście, bo trzeba dobrze uczyć historii, a z jej uczeniem nie jest za ciekawie. Podtrzymujcie tę robotę i wciągajcie w nią młodszych od was, bo my odchodzimy – mówił rekonstruktorom M. Podgóreczny, a ci pozwalali uczniom zapoznawać się z partyzancką bronią i opowiadali im o czasach wojny.

    O niezwykłej wieczerzy sprzed 70 lat opowiadali uczniowie Szkoły Podstawowej w Libiszowie w programie artystycznym. Wspominał ją także R. Bielański. – W lasy opoczyńskie przedarliśmy się po klęsce powstania warszawskiego. Nasz szwadron był częścią 25. Pułku Armii Krajowej. Początkowo mieliśmy spędzić Wigilię u pani Bąkowskiej w Kraśnicy, ale gdy okazało się, że tu będzie stacjonować dowództwo naszego pułku, przeszliśmy marszem do Libiszowa. Pani Bąkowska zapakowała wiktuały i poszliśmy. Pamiętam małą szkółkę, nauczycieli i mieszkańców, którzy urządzili nam wcale nie taką skromną wieczerzę. Wciąż w oczach mam kolegów, a w uszach mi brzmi tamten śpiew: „Przyjdź, Dzieciątko Boże, pod rodzinną strzechę. Zanieś nam nadziei promień i pociechę” – wspominał R. Bielański.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół