• facebook
  • rss
  • Serce zabiło bardzo mocno

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:00

    Do tej pory była kilkaset kilometrów od nich, ale teraz wojna bardzo się przybliżyła. 100 osób z dwóch miejscowości już objęła mobilizacja.

    Przeżywamy każdą informację z Ukrainy, choć przyjechaliśmy do Polski, by spędzić kilka dni w wyciszeniu, odpoczynku i na modlitwie. Ale tak całkiem się nie da. Na przykład Maria, jedna z uczestniczek wyjazdu, dzwoniła dziś do bratanicy Walentyny. Ona mieszkała w Doniecku. Obecnie przebywa w ośrodku dla przesiedleńców w Radzyniu Podlaskim. Wracając na Ukrainę, odwiedzimy ją – mówi ks. Krzysztof Wilk, kapłan naszej diecezji, który pracuje za wschodnią granicą. Najpierw duszpasterzował w Białej Cerkwi niedaleko Kijowa, a obecnie jest proboszczem 5 parafii, na południe od stolicy Ukrainy. Te 5 parafii to 5 miasteczek, gdzie społeczności katolików są bardzo nieliczne i mocno polskie. Nie wszędzie odzyskali kościoły, a te odzyskane są mocno zniszczone.

    – Przyjechaliśmy 9-osobowym busem i to pojazd poniekąd określił liczbę uczestników. Oni reprezentują 3 z tych 5 parafii: Rokitne, Myroniwkę i Bogusław. Są tymi, którzy należą do najbardziej zaangażowanych w parafiach. Maria, o której już mówiłem, organizuje miejsca modlitwy, bo tam jeszcze nie odzyskaliśmy kościoła. Dla niej pielgrzymka do Polski to podróż życia, na którą przygotowywała się od bardzo dawna. Wszyscy są albo Polakami, albo pochodzą z rodzin polsko-ukraińskich – opowiada ks. Wilk. Z mieszanej rodziny pochodzi Kostia, a właściwie Konstantyn, który w rodzinnej Myroniwce jest naczelnikiem straży pożarnej. Do Polski przyjechał z mamą Larysą. – Przeszłość Polaków i Ukraińców miała różne momenty, także bardzo trudne. Teraz, gdy u nas widać, jak bardzo Polacy stoją po stronie wolnej Ukrainy, jest wielka szansa na zbudowanie mocnych podwalin dla dwóch prawdziwie bratnich narodów – mówi Konstantyn. Pytany, czy obecna sytuacja nie zabiła na zawsze takiego braterstwa między Ukraińcami a Rosjanami, mówi: – Rosjanie, tak jak każdy naród, potrzebują wolności. I w Rosji, i na Ukrainie wciąż dużo jest pozostałości po czasach sowieckich. My walczymy o naszą wolność. Wierzę, że przyjdzie czas, gdy Rosjanie zaczną żyć w wolności. Oni żyją w wielkim otumanieniu propagandą, którą robi ich obecna, naprawdę straszna władza. Odbudowa braterstwa jest możliwa, ale w wolności. Walery Skulski z Bogusława nawet się nie spodziewał, że i dla niego przyjazd do naszej diecezji stanie się podróżą życia. – Odwiedziliśmy cmentarz w Radomiu, a na nim kwatery legionistów. I tutaj znalazłem grób Marcina Skulskiego. Tak nazywał się mój pradziadek, który walczył w legionach Piłsudskiego, poszedł na wojnę i z niej nie wrócił. Nie jestem pewien, czy to grób mojego pradziadka, ale serce zabiło bardzo mocno – opowiada. Wszyscy są bardzo wdzięczni za zorganizowanie im pobytu w Polsce. – Serdecznie dziękujemy dla ks. Radosława Walerowicza, dla pana Sebastiana Klochowicza z ośrodka w Turnie i dla wszystkich sponsorów, którzy umożliwili nam pobyt w tym ośrodku – mówi W. Skulski z typową dla Kresowiaków składnią. Nasi goście z Turna odbyli kilka wyjazdów. Byli na Jasnej Górze i w Gidlach. W Radomiu, oprócz kościołów miasta i cmentarza przy ul. Limanowskiego, zwiedzili seminarium. W planach mieli też wyjazd do Krakowa. – Owszem, będziemy zwiedzać zabytki. Ale uczestnicy chcą przede wszystkim odwiedzić znane im ze słyszenia sanktuarium Bożego Miłosierdzia, by tam modlić się o pokój na Ukrainie – mówi ks. Krzysztof.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół