• facebook
  • rss
  • Nie byłoby w złem miary...

    Marta Deka, ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 09/2015

    dodane 26.02.2015 00:00

    Obrzęd ludowy. W Jedlińsku koło Radomia przynajmniej od połowy XVII w. każdego roku ścinają Śmierć. A teraz chcą, by ten obrzęd został wpisany na listę dziedzictwa UNESCO.

    Widząc aparat fotograficzny, chłopcy ustawiają się do zdjęcia. – Ja gram Żyda – mówi pierwszy. – A ja czerwonego diabła – dodaje drugi. Pytani, skąd pomysł, by wziąć udział w widowisku, zgodnie odpowiadają: – Chcemy podtrzymać tradycję. Okazuje się, że w widowisku grał tata jednego z nich i starszy brat drugiego.

    Bez garnka z popiołem

    „Ścięcie Śmierci” to obrzęd ludowy, który opowiada o tym, jak to pewnego dnia Kanty, pełniący obowiązki kościelnego w Jedlińsku, przyniósł mieszkańcom miasteczka niecodzienną wiadomość: Śmierć się upiła i zgubiła kosę na okolicznych łąkach. Jest więc niegroźna. Mieszkańcy ruszyli, by ją pojmać i osądzić za wyrządzone krzywdy. Sąd wysłuchuje oskarżenia i wydaje wyrok skazujący. Pojawia się kat, który ucina głowę Śmierci. Po wykonaniu wyroku Śmierć zostaje włożona na drabiniasty wóz i zawieziona na plebanię, gdzie ksiądz proboszcz dokonuje pokropku. „Śledząc z ciekawością cały ten dramat, nic w nim przeciwnego dobrym obyczajom nie znalazłem, dlatego więc nie tamuję tej zabawy” – pisał w 1860 r. ks. Jan Kloczkowski, ówczesny proboszcz w Jedlińsku. Co więcej, ten historyk z zamiłowania zostawił w kronice parafialnej pełny tekst widowiska, które grane jest do dzisiaj. Nie brakuje w nim wierszowanych pouczeń, jak choćby takie: „Bo gdyby nie było kary, nie byłoby i w złem miary” albo: „Lepiej za młodu upominać, niż na starość głowę ścinać” czy też: „Bo gdzie nie ma wiary w Boga, tam do złego prosta droga”. – Te pouczenia to fragmenty mowy kata. Gram go od co najmniej 25 lat i stwierdzam, że te słowa są wciąż bardzo aktualne – mówi Witold Makulski, najstarszy z aktorów. A pytany, dlaczego wciela się akurat w tę postać, odpowiada: – To tradycja rodzinna. Kata grał brat mojego dziadka, potem jego syn, a teraz ja. Proboszcz to jedyna osoba, która w widowisku gra samego siebie. W obrzędzie pojawia się przy drzwiach plebanii i zezwala na pochowanie Śmierci na cmentarzu. Od 1987 r. robi to ks. prał. Henryk Ćwiek. – Bardzo istotne w tym widowisku jest końcowe przemówienie anioła, który mówi, że w dalszym ciągu śmierć istnieje. Żaden człowiek nie może się od niej wykupić. Ale ważne jest, by się nawrócił, odrzucił grzech. Temu służy Wielki Post i posypanie głowy popiołem. Anioł zachęca do nawrócenia i pokuty, byśmy przez Wielki Post stali się nowymi, odmienionymi ludźmi – mówi. W widowisku przez lata zmieniają się drobne szczegóły. Jeszcze w latach 70. ub. wieku Śmierć miała na głowie garnek pełen popiołu, a pod pachą trzymała kota. Gdy ścinano jej głowę, garnek tłukł się, a zamiast krwi wysypywała się jego zawartość. Z kolei uciekający kot był symbolem duszy Śmierci. Dziś garnka i kota już nie ma, ale za to, co zaznacza ks. Ćwiek, są o wiele bogatsze stroje.

    Spór o pochodzenie

    Nad genezą obrzędu zastanawiał się już ks. Kloczkowski. „Sądziłem, że to jest zabytek czasów pogańskich, ale po bliższym zbadaniu rzeczy przekonałem się, że nie; jest to pamiątka krwawych egzekucji tych czasów, kiedy w Jedlińsku ścinano zbrodniarzy, o których akta kościelne wspominają. Miasteczko Jedlińsk od założenia swojego w roku 1530 przez Mikołaja Jedlińskiego rządziło się prawem magdeburskim i miało prawo miecza” – pisał. Na pogańskie pochodzenie widowiska starano się wskazywać w latach 50. ub. wieku. Chodziłoby w nim o ścięcie Śmierci uosabiającej kończącą się zimę. Jednakże ta hipoteza nie wytrzymuje krytyki, bo „Ścięcie Śmierci” wystawiane jest w Jedlińsku zawsze we wtorek przed Środą Popielcową. Czasem wypada to na początku lutego, a wtedy do wiosny przecież bardzo daleko. Ciekawą rzecz zauważa Adam Zieleziński, dyrektor Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Szukając genezy jedlińskiego widowiska, zwrócił uwagę na istnienie w tym mieście najpierw szkoły ariańskiej, a potem liceum dozorowanego przez Akademię Krakowską. Dzięki nim było tam dużo żaków, którzy organizowali przedstawienia teatralne o charakterze moralitetowym i być może wtedy zrodziło się widowisko „Ścięcie Śmierci”. Stąd też może pochodzić tradycja, że w obrzędzie do dzisiaj grają wyłącznie mężczyźni i chłopcy. W ostatnich latach badacze sugerują, że na powstanie tego obrzędu ludowego mogły też wpłynąć nękające Jedlińsk w XVII wieku epidemie. Etnografowie pokazują niejedno miejsce w Europie (np. w Niemczech), gdzie aby podnieść na duchu mieszkańców dotkniętych dżumą, organizowano obrzędy uśmiercania Śmierci. Wiadomo z zapisków ks. Jana Wiśniewskiego, historyka i regionalisty z przełomu XIX i XX w., że Jedlińsk padał ofiarą zarazy w latach 1660, 1831, 1867, 1873 i 1894. Być może żakowskie misterium z XVII w. powstało po to, aby ściąć tę, która podczas zarazy zbierała obfite żniwo. Potem obrzęd zaczęto powtarzać, aby uniknąć nawrotu nieszczęścia. Z kolei wracające epidemie zachęcały mieszkańców, by wracali do odgrywania spektaklu.

    Pod ochroną

    Obecnie obrzęd nie odstrasza epidemii. Tym, co go napędza, jest zapał mieszkańców i przyjeżdżający tu często z bardzo daleka turyści. – Dla Jedlińska „Ścięcie Śmierci” ma ogromne znaczenie. Jest to jedyny taki obrzęd w Polsce. On wyróżnia nas spośród innych gmin. W organizacji przedstawienia nie zmieniamy wielowiekowej tradycji. Ten fakt pomoże nam ubiegać się o wpisanie obrzędu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Państwowe Muzeum Etnograficzne, z którym współpracujemy od kilku lat, przysłało do nas informację, że to widowisko jak najbardziej wpisuje się w ideę dziedzictwa niematerialnego i może zostać umieszczone na liście UNESCO. Jeśli nam się to uda, będzie to bardzo istotna rzecz dla promocji tego widowiska, a także i Jedlińska, nie tylko w kraju, ale także za granicą – mówi Agnieszka Gryzek, dyrektor Gminnego Centrum Kultury i Kultury Fizycznej w Jedlińsku. Lista Światowego Dziedzictwa UNESCO (agendy Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. oświaty, nauki i kultury) obejmuje ochroną obiekty materialne, przyrodnicze i kulturowe o szczególnej, a często unikatowej wartości. Do ubiegłego roku znajdowało się na niej 1007 obiektów ze 161 krajów, w tym 779 obiektów dziedzictwa kulturowego. Na liście znajdują się np. „Pochód olbrzymów i smoków” w Belgii i Francji, Sycylijski Teatr Lalek czy Festiwal Pieśni i Tańca Bałtyku.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół