• facebook
  • rss
  • Naszą polityką jest miłość

    Marta Deka, Krystyna Piotrowska

    |

    Gość Radomski 22/2015

    dodane 28.05.2015 00:00

    150. rocznica urodzin świętej. Duchowe córki św. Urszuli Ledóchowskiej pracują w noszącej jej imię parafii na radomskim Dzierzkowie. – Siostry są od świętej i najmądrzejszej kobiety – mówi proboszcz ks. kan. Roman Majchrzyk.

    Zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego oficjalnie zamieszkały przy parafii w 1992 r. Wcześniej katechizowały na tym terenie, gdy przed wydzieleniem nowej parafii należał on do parafii na Glinicach. Obecnie wspólnotę tworzą trzy siostry: Marlena Sommer, Krystyna Lewalska i Małgorzata Binkowska. – Nie wyobrażam sobie funkcjonowania parafii bez nich. Zajmują się wieloma sprawami. Potrafią wszystkiego dopilnować, o wszystko zadbać, a jak potrzeba – doradzić. Przygotowują liturgię. Są niezastąpione. Bez nich nie byłoby tego klimatu. Siostry modlą się w intencji kapłanów i parafialnej wspólnoty. To jest bardzo cenne, chociaż może mniej widoczne. Obficie korzystamy z owoców tej modlitwy – mówi ks. Majchrzyk.

    Wesoła święta

    Julia Urszula Ledóchowska, założycielka Zgromadzenia Sióstr Urszulanek SJK, pochodziła z bardzo zasłużonej dla Kościoła i Polski rodziny. Urodziła się 17 kwietnia 1865 r. w austriackim Loosdorf jako drugie z siedmiorga dzieci Antoniego Ledóchowskiego i Józefiny Salis-Zizers. „Aż do 16. roku życia byłam wesołym łobuziakiem, wdrapywałam się na wszystkie drzewa w ogrodzie, a na spacerach szalałam jak głupia. Myślę, że coś mi jeszcze z tego pozostało w upodobaniu do śmiałych hazardowych wyczynów. Jestem nadal wesoła, ale bardzo spoważniałam, odkąd bardziej zainteresowałam się mym życiem wewnętrznym” – napisała matka Urszula. W 1883 r. Ledóchowscy przenieśli się na ziemie polskie. Zamieszkali w dworku w Lipnicy Murowanej, niedaleko Krakowa. Trzy lata później Julia wstąpiła do klasztoru urszulanek w Krakowie. W 1907 r. z błogosławieństwem papieża Piusa X wraz z dwiema siostrami wyjechała do Petersburga, aby objąć kierownictwo internatu dla dziewcząt. Wspólnota sióstr rozrastała się i w końcu stała się autonomicznym domem urszulanek z własnym nowicjatem, a matka Urszula została jego przełożoną. W czasie I wojny światowej siostry wyjechały do Szwecji, a potem do Danii. Po kilkuletniej wędrówce, dwa lata po odzyskaniu niepodległości, petersburska wspólnota urszulanek osiedliła się w Pniewach. Powstał pierwszy dom szarych urszulanek – dom macierzysty. Stolica Apostolska dała pozwolenie na przekształcenie wspólnoty klasztoru petersburskiego w apostolskie Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, żyjące duchowością urszulańską sięgającą korzeniami św. Anieli Merici. „Szczególną misją zgromadzenia w Kościele jest głoszenie Chrystusa – miłości Jego Serca, poprzez wszelkie formy działania mające na celu szerzenie i pogłębienie wiary, zwłaszcza przez nauczanie i wychowanie młodzieży oraz przez służbę najbardziej potrzebującym i pokrzywdzonym” – pisała matka Urszula. Pod koniec życia mówiła, że miała jedno pragnienie: służyć Bogu i ojczyźnie. „Naszą polityką jest miłość” – przypominała swoim siostrom. Matka Urszula zmarła 29 maja 1939 r. w Rzymie. 50 lat później jej ciało zostało przewiezione do Pniew i złożone w kaplicy domu macierzystego. Jan Paweł II kanonizował ją 18 maja 2003 r.

    Nie trap się

    – Nasz charyzmat to praca opiekuńcza z dziećmi, młodzieżą i ludźmi potrzebującymi. Polega na pomocy w kształtowaniu charakterów, uczeniu dzieci pracy nad sobą. Św. Urszula podkreślała, że człowiek jest całością. Trzeba dbać o ducha i o ciało. W taki sposób ona kształtowała dzieci i młodzież. Zwracała uwagę, że w rodzinie tworzy się klimat, dzięki któremu dziecko rozwija się religijnie, moralnie, patriotycznie – wyjaśnia s. Marlena Sommer, przełożona radomskiej wspólnoty. Siostra Marlena przy parafii prowadzi spotkania z grupą Eucharystycznego Ruchu Młodych. Jego początki związane są ze św. Urszulą. Przeniosła go z Francji na teren Polski. – Jest to ruch formacyjny, w którym podstawą są cztery zasady: czytaj Ewangelię, żyj Mszą św., kochaj bliźnich, bądź trzynastym apostołem. To jest praca formacyjna, w której pomagamy dzieciom, by same poznawały w inny sposób niż na katechezie zasady wiary oraz dbały o swój rozwój religijny – wyjaśnia. W szkole podstawowej s. Marlena uczy katechezy. – To nie jest lekcja, gdzie przekazuje się tylko wiedzę, to jest dzielenie się wiarą. Praca z dziećmi mobilizuje. To radość, kiedy się widzi, jak one się rozwijają i coraz dojrzalej patrzą na Boga i drugiego człowieka. Towarzyszenie dzieciom w tym wzrastaniu jest piękne – mówi. Siostra Krystyna Lewalska katechizowała przez 30 lat. Do dziś utrzymuje kontakty z niektórymi swoimi wychowankami. Teraz to ludzie dorośli, którzy mają swoje rodziny. – Widzę i cieszę się, że w nich ta moja praca zaowocowała, bo wiarę przekazują teraz swoim dzieciom – mówi. W Świetlicy Socjoterapeutycznej Caritas Diecezji Radomskiej pracuje s. Małgorzata Binkowska. Zgromadzenie o pomoc w prowadzeniu tej placówki poprosił bp Jan Chrapek. Do świetlicy przyjechała wtedy s. Barbara Marciniak. Wypracowała model pracy oparty na systemie św. Urszuli. Według niego, jedną z głównych zasad wychowania jest pobudzenie podopiecznych do refleksji nad swoim życiem. Jeżeli dziecko zostanie zainspirowane do myślenia i aktywnej pracy nad sobą, podejmuje właściwe i odpowiedzialne decyzje. – Św. Urszula mówiła, że jeżeli stworzymy właściwą atmosferę wokół wychowania dziecka – atmosferę miłości, ciepła, pokoju, wówczas to dziecko będzie się rozwijało prawidłowo. Mówiła też, że atmosfera jasnego szczęścia jest tym, czego duszy dziecięcej najbardziej potrzeba. Dlatego robimy wszystko, żeby nasi podopieczni w świetlicy czuli się jak w domu. W myśl św. Urszuli, dziecku najbardziej potrzebny jest Pan Bóg. Jeśli mu Go damy, to damy mu wszystko – radość, pokój, poczucie bezpieczeństwa – wyjaśnia s. Małgorzata. Do świetlicy przychodzą różne dzieci z różnymi potrzebami. Jedne oczekują miłości, bliskości, inne chcą, żeby się nimi zaopiekować, jeszcze inne przychodzą, bo chcą, by zagwarantować im podstawowe potrzeby. Niełatwo temu wszystkiemu sprostać i czasem pojawiają wątpliwości. – Wtedy sięgam do myśli zapisanej przez naszą założycielkę: „W takich chwilach nie zniechęcaj się. Trzeba zrobić, co można – dobrocią, łagodnością. A co się teraz pozornie nie zrobiło, to może kiedyś z małego, przez długie lata niewidzialnego ziarenka wyrośnie, więc odważnie, mężnie, nie trap się, zawsze wesoło naprzód i zawsze ufnie. Ty nic nie zrobisz, ale Pan Bóg wszystko zrobi”. To mnie utwierdza w tym, że ta praca ma sens i jest bardzo ważna – przyznaje s. Małgorzata.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół