• facebook
  • rss
  • Dali mi dwie wiary

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:00

    Ta pierwsza to wiara w siebie, ta druga, ważniejsza, to wiara w Boga. Obie są bezcenne.

    Szymon jest dziś dorosłym człowiekiem. Opuścił dom dziecka, ale wraca, bo jest wdzięczny alumnom, którzy wówczas – odwiedzając placówkę co tydzień – dali mu te dwie wiary. – Za to, co zrobili w moim życiu, kłaniam im się nisko – mówi. Dziś kolejne pokolenie radomskich kleryków nadal odwiedza domy dziecka. – Bardzo lubimy, gdy przychodzą. Zaprzyjaźniliśmy się z nimi. Ostatnio byliśmy na przyjęciu prymicyjnym ks. Wojciecha Pawłowskiego. I my, opiekunowie, i dzieci, byliśmy zachwyceni – mówi Barbara Lisek, wychowawca w placówce opiekuńczo-wychowawczej „Słoneczny Dom” z ul. Wydmowej.

    W domu dziecka przy Wydmowej są dzieci starsze, bliskie dorosłości. W drugiej placówce, przy ul. Dzierzkowskiej, są młodsi. Obie od lat odwiedzają radomscy alumni. – Pomagają nam odrabiać lekcje, gramy w siatkówkę, rozmawiamy też o wierze, bo te pytania nurtują wielu z nas – mówi Paulina, mieszkanka domu. Emilian mieszka w domu dla młodszych dzieci. – Klerycy odwiedzają nas co tydzień. Jest z nimi świetnie! Gramy w kosza, odrabiamy lekcje. Oni też zapraszają nas do seminarium. Teraz będzie przerwa, bo wakacje. Już za nimi tęsknimy – mówi.

    Seminarium kojarzy się z instytucją zamkniętą. I jest tak w istocie, ale to nie znaczy, że jest miejscem zamkniętym totalnie. – Klerycy po święceniach, już jako księża, pójdą do ludzi. Muszą więc nie tylko formować się duchowo i studiować filozofię oraz teologię, ale też poznawać różne formy pracy duszpasterskiej. Jeździmy więc w różne miejsca. Odwiedzamy oratoria, spotykamy się z podopiecznymi ośrodków, gdzie przebywają uzależnieni, jeździmy na turnusy dla niepełnosprawnych, systematycznie gościmy w domach dziecka. Podopiecznych z tych ostatnich placówek zapraszamy do siebie, do seminarium. Organizujemy też spotkania z innymi grupami. To pozwala nam budować autentyczne więzi, które są dłuższe niż tylko czas seminaryjnej formacji – mówi Krzysztof Kołtunowicz, alumn V roku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół