Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Nie jestem episkopos

Upał doskwiera, a na deszcz czekają nawet pielgrzymi. W każdej grupie idą księża - presbiteroi, a nie episkopoi.

Od trzech dni ruszam na pielgrzymi szlak. Najpierw godziny spotkań z pielgrzymami, szukanie wędrujących grup z aparatem fotograficznym i dyktafonem, a potem wieczorem - po powrocie, gdy obrabiam zdjęcia i piszę reportaże - przy włączonym telewizorze zderzają się dwa (K)kościoły. Ten jeden idzie na Jasną Górę, pokazując, że to wędrowanie jest jakąś ważną metaforą ludzkiego losu, który mówi: Nasze losy nie są bezcelową włóczęgą, jest pielgrzymką, która ma jasny cel - niebo. W tym drugim trwa debata o przepraszanie Pana Prezydenta.

Nie chcę oceniać, czy był to gest słuszny i potrzebny. Dziwię się tylko, że obrońcy swych tez nie publikowali swych stanowisk na łamach swych diecezjalnych kościelnych publikatorów i portali, a uciekli się do miejsc, które Kościołowi raczej nie sprzyjają.

Kocham Kościół pierwotny, tam tyle się zaczęło i zakorzeniło. Na kartach Nowego Testamentu pojawiają się oba terminy: episkopos i presbiteros. Tamten czas nie pozwolił na jasne rozróżnienie funkcji i występują niemal zamiennie. Rozróżnienie obu funkcji pojawiło się w Kościele dopiero w II w. Episkopos to - zgodnie z etymologią - ktoś kto czuwa, patrząc na całość z góry. Jest stróżem, wartownikiem patrzącym np. z wysokości warownej wieży i dba o bezpieczeństwo. Presbiteros etymologicznie znaczy „starszy”, czyli bardziej doświadczony, ktoś, kogo należy szanować ze względu na wiek i zdobytą życiową mądrość.

Dziś, po wiekach, episkopos to biskup, a presbiteros to kapłan.

Nowy Testament ich nie rozróżniał, a nawet jakoś łączył, by nie powiedzieć mieszał. Nie służy budowaniu jedności Kościoła separowanie obu terminów. Zamęt po Mszy św. w intencji Pana Prezydenta i odwołanie się do obu czcigodnych terminów, tak zakorzenionych w kościelnej tradycji, nie służy Kościołowi.

Jestem presbiteros i w strukturze Kościoła mam swojego episkoposa. To tworzy relację posłuszeństwa sięgającą czasów pierwotnego Kościoła. Liberałowie często ją atakują, bo ona - ich zdaniem - ma niszczyć moją wolność. Chętnie lansują jednostki, które wyłamują się z tego schematu i robią z nich bohaterów i celebrytów, którzy tworzą niby prawdziwy Kościół - ten bez episkopoi. Ale Kościół bez episkopoi jest po prostu ułomny i nieprawdziwy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy