• facebook
  • rss
  • Spodnie ze skóry chrześcijanina

    ks. Zbigniew Niemirski

    dodane 07.10.2015 23:15

    To nie drastyczne trofeum państwa islamskiego, które w ostatnich dniach po torturach ukrzyżowało 12-latka, ale zdobycz rewolucji, co wciąż napędza myśl oświeconej Europy.

    Najpierw cytat tylko dla ludzi o mocnych nerwach. "Zwłoki obdzierane były ze skóry w połowie, bo zdejmowano skórę poniżej pasa, potem wzdłuż każdego uda aż do pięt. W ten sposób, że po zdjęciu spodnie były już częściowo uformowane. Trzeba było jeszcze skóry wygarbować i zeszyć”. A potem spodnie z ludzkiej skóry były już gotowe. Nosili je żołnierze rewolucji francuskiej, którzy pacyfikowali chłopskie powstanie w Wandei. To ta rewolucja, która dziś jest punktem odniesienia dla wszystkiego, co na naszym kontynencie nowoczesne i europejskie".

    Skąd i dlaczego ten cytat? Przede wszystkim dlatego, że niemal 50 księży diecezji radomskiej rozpoczęło studia specjalistyczne, otwierając swoje badania doktorskie z teologii.

    Kilka lat temu zabrałem ze sobą na urlop książkę "Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea departament zemsty". Lektura historyka Rernalda Sechniera otworzyła przede mną świat prześladowań chrześcijan, których w formie i metodach nie powstydziłby się cesarz Neron. Te w okresie rewolucji francuskiej, która nadal jest punktem odniesienia dla wieszczenia budowania nowoczesnej Europy, miały tworzyć nowy lepszy porządek, gdzie nie będzie miejsca dla opresywnej religii, a wszędzie zakwitnie ateistyczny dobrobyt. Próby podjęto. Sukcesy tego projektu to dzisiaj choćby Albania w Europie czy Korea Północna w Azji, państwach, które ogłosiły sukces modelu ateistycznego. Projekt się nie udał. Państwa te dziś są jednymi z najbiedniejszych krajów świata.

    A wracając na nasz grunt. Autor monografii o powstaniu wandejskich chłopów we Francji doby rewolucji podkreśla, że tamci księża, bezwzględnie prześladowani, męczeni, mordowani bez litości, zachowali wierność Kościołowi, płacąc za to cenę męczeństwa. Skąd czerpali siłę? Historyk stawia tezę, że ich wierność była pochodną solidnej formacji teologicznej.

    I tutaj lokujemy nasze pytanie o sens specjalistycznych studiów dla księży. Trzeba mieć nadzieję, że pogłębione studium teologii przyniesie nie tylko wiedzę, ale też gotowość świadectwa. To nie jest łatwe, bo i ja sam jestem teologiem. Nie mam pojęcia, czy wytrwam w godzinie próby. Do tej pory godzina świadectwa była czymś łatwym, bo odległym. Ale w kontekście nowej wędrówki ludów godzina świadectwa zdaje się być bardziej bliska niż się nam to wydaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • chordad
      08.10.2015 20:41
      "wierność była pochodną solidnej formacji teologicznej" - osobiście nie wierzę...
      jakoś trudno mi wyobrazić sobie, że ktoś oddaje życie (na dodatek torturowany) za naukę / zdobytą wiedzę...

      już bardziej jestem skłonny uwierzyć, że ta siła pochodziła z "osobistej relacji z Chrystusem" - z traktowania Go jako rzeczywiście żyjącą Osobę, Mistrza i Przyjaciela...

      btw jeśli to moje założenie jest prawdziwe, to znaczyłoby, że obecne "ruchy odnowy" tak na prawdę nie głoszą nic nowego, bo "spotkanie Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela" było obecne też przed SVII i to nie w sposób hipotetyczny, jak dzisiaj, a jak najprawdziwszy, bo zweryfikowany męczeństwem...

      chyba, że ta siła pochodziła jeszcze z czegoś innego...
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół