• facebook
  • rss
  • Gniazdo prymasa Drzewickiego

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 46/2015

    dodane 12.11.2015 00:00

    Jubileusz 700-lecia. „Król Stanisław August Poniatowski, jadąc z Opoczna, przybył do Drzewicy, oglądał tamtejszy kościół, starożytny, jeszcze za czasów Władysława Łokietka założony”.

    Taką notatkę z datą 18 lipca 1787 r. zostawił Adam Naruszewicz, poeta i historyk oświecenia, jezuita i biskup smoleński, a potem łucki. Towarzyszył królowi w podróży na Ukrainę. Dzisiejsza Drzewica w XIII w. jako osada została nadana komesowi Gosławowi przez księcia Konrada Mazowieckiego, tego samego, który do Polski sprowadził Krzyżaków. O ile ta ostatnia decyzja przyniosła krajowi niemało problemów, których książę nie mógł przewidzieć, powstanie osady zapoczątkowało jej długą i bogatą historię.

    Drzewiccy herbu Ciołek

    – Nasz kościół został rozbudowany 100 lat temu staraniem ks. Franciszka Sobótki, ówczesnego proboszcza. Prace rozpoczęły się w 1908 r. Wyburzono dawne prezbiterium i zakrystię, nawę wydłużono o dwa przęsła. Dobudowano transept i nowe prezbiterium. Z pierwotnego kościoła pozostała spora część, a przede wszystkim wieża. Jest na niej kamienna tablica z łacińskim napisem, który wieści, że dwaj duchowni – Jan i Mikołaj Drzewiccy – proszą o modlitwę. Tablica pochodzi z 1321 roku. Budowa kościoła – od razu z ciosów kamiennych, a nie drewnianego, co wówczas nie było częstą praktyką – rozpoczęła się 700 lat temu. Gdy na wieży umieszczano kamienną tablicę, erygowana była tutejsza parafia – mówi ks. kan. Adam Płuciennik, proboszcz drzewickiej parafii. Ów komes Gosław stał się protoplastą rodu Drzewickich herbu Ciołek, od których pochodzi nazwa miasta. Drzewiccy stali się ważnym rodem I Rzeczypospolitej, a w XVI w. jeden z nich był prymasem Polski. To abp Maciej Drzewicki. – W tym roku obchodzimy 480. rocznicę jego śmierci, i ta okoliczność to także jeden z elementów naszych rocznicowych obchodów – wyjaśnia ks. Płuciennik. Maciej Drzewicki urodził się 22 lutego 1467 r. w Drzewicy. Był synem Jakuba Drzewickiego, późniejszego kasztelana żarnowskiego. Dobrze wykształcony, nauki pobierał także u Filipa Kallimacha, jednego z luminarzy renesansu.Stał się zaufanym doradcą króla Jana Olbrachta. Odgrywał także ważną rolę na dworze Zygmunta Starego. I choć był przeciwnikiem kanclerza Jana Łaskiego, królowa Bona wspierała Drzewickiego jako kandydata na biskupią stolicę w Gnieźnie, złączoną z godnością prymasa. Mimo że abp Drzewicki żył w kręgu wielkiej polityki, także międzynarodowej, bo przyczynił się na przykład do wyboru Karola V Habsburga na cesarza rzymskiego we Frankfurcie, dbał i pamiętał o rodzinnym gnieździe.

    Zamek i herma św. Jana Chryzostoma

    Abp Michał w rodzinnej Drzewicy wybudował zamek, dziś drugą – obok kościoła – wizytówkę miasta. Stanął na skraju miasta, nad rzeką Drzewiczką. Otaczały go dwie fosy i wał ziemny, a w systemie obronnym ważną rolę pełniły cztery wieże. Zamek spłonął w 1814 r. i od tamtej pory nie był już nigdy zamieszkany. Ale mimo tej straty, dzięki temu, że obiekt nie był odbudowywany ani przebudowywany, jest jedną z najlepiej zachowanych polskich rezydencji z XVI w. W XVIII w. w zamku, po pożarze swego klasztoru, zamieszkały zakonnice z kontemplacyjnego zakonu bernardynek. Mniszki opuściły Drzewicę po zniszczeniu zamku na początku XIX w. i osiadły w Świętej Katarzynie, u stóp Świętego Krzyża, gdzie do dziś mają swój klasztor. Dla rodzinnego kościoła abp Drzewicki sprowadził wyjątkową relikwię – hermę św. Jana Chryzostoma. Jan Złotousty (bo to znaczy greckie słowo chryzostomos) był na przełomie IV i V w. biskupem Konstantynopola. Jest doktorem Kościoła, uznawanym za największego kaznodzieję Wschodu. Herma, czyli relikwiarz w kształcie głowy, mający zawierać czaszkę świętego, unikat w skali światowej, stała się łupem Szwedów podczas potopu. Na szczęście wróciła do Drzewicy i do dziś wrześniowy odpust ku czci św. Jana cieszy się wielką popularnością. Wspomniany czas potopu to okres, który – podobnie jak w wielu miejscach Rzeczypospolitej – zostawił po sobie miasto w ruinie. Początki odrodzenia Drzewicy przyniosła decyzja króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który potwierdził dawne przywileje miasta i nadał nowy, pozwalający sprowadzać rzemieślników. Ta decyzja zaowocowała rozwojem przemysłu. Jeszcze w XVIII w. powstała w Kuźnicach Drzewickich fabryka, która związała swoją nazwę z rodem późniejszych właścicieli – Gerlachów. Ale i ten wymiar życia drzewiczan miał bolesną cenę. Po upadku powstania styczniowego władze carskie w 1869 r. za pomoc powstańcom, a przede wszystkim za zaopatrywanie ich w broń produkowaną w miejscowych zakładach, odebrały Drzewicy prawa miejskie. Te przywrócono dopiero w 1987 roku. – 700-lecie naszego kościoła to okazja do wyrażenia wdzięczności wszystkim pokoleniom mieszkańców Drzewicy, którzy tutaj dbali o naszą świątynię i budowali miejscową społeczność, zawsze bliską sprawom Boga i ojczyzny – mówi burmistrz Janusz Reszelewski.

    Ornaty, kielichy, księgi...

    Z okazji 700-lecia drzewickiego kościoła pw. św. Łukasza parafia, miejscowy samorząd, placówki szkolne, wielu ludzi zaangażowanych w życie miasta i Regionalne Centrum Kultury zwarły szyki, przygotowując rocznicowe obchody. Jubileuszowej Eucharystii przewodniczył bp Henryk Tomasik, który potem odwiedził rocznicową wystawę we wspomnianym centrum. Dwie z trzech części to ekspozycja prac nadesłanych na konkursy „Życie religijne mojej parafii” oraz „Świątynia drzewicka w fotografii i malarstwie”. Trzecia część to ekspozycja wyposażenia kościoła. Znalazły się tu między innymi zabytkowe ornaty, kapy, kielichy, obrazy i kadzielnice. – Te wszystkie skarby na co dzień są w naszym kościele. Ale do świątyni przede wszystkim przychodzimy na modlitwę i mniej się rozglądamy po całym budynku. Sporo z tych eksponatów widać też z daleka, a tutaj są na wyciągnięcie ręki. No i jest takie przyzwyczajenie, że w kościele mamy swoje ulubione miejsce i nie oglądamy całości. Wystawa umożliwia zapoznanie się z pięknem detali wyposażenia kościoła. Myślę, że po zakończeniu wystawy już bardziej świadomie będziemy oglądać jego wnętrze – mówi Krzysztof Kowalski, dyrektor RCK. Na widok publiczny wystawiono także to, co zawiera parafialne archiwum – nieużywane już księgi liturgiczne oraz stare księgi kancelaryjne. Wystawa to również mnóstwo fotografii. – Są tu między innymi stare reprodukcje pokazujące kościół przed rozbudową sprzed wieku. Jest też pewien „smaczek”, który pokazuje, jak wiele jest jeszcze do odkrycia. Wiemy, że nasz kościół ma podziemia, ale od czasów remontu, jaki przeprowadził ks. Antoni Boratyński (drzewicki proboszcz w latach 1963–1980), nie ma do nich dostępu. Jednemu z naszych fotografów przez wąską szczelinę udało się włożyć aparat i zrobić wiele zdjęć. Efekt imponujący: na zdjęciach można oglądać kościelne piwnice, a w nich trumny – dowód tego, że pod kościołem grzebano zmarłych. Bez wątpienia członków rodziny Drzewickich i Szaniawskich (późniejszych właścicieli Drzewicy). Wiemy też, że pochowano tam powstańca styczniowego, rannego pod Ossą, a zmarłego w Drzewicy. Kogo jeszcze? Tu potrzeba badań. Nasza Drzewica kryje jeszcze wiele intrygujących zagadek – uśmiecha się proboszcz.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • wojciechański
      21.04.2016 15:45
      O wczesnym świcie, latem roku 1961 wraz z moim kolegą Jędrkiem zeszliśmy przez małe okienko z lewej - północnej strony za wieżą kościoła w Drzewicy do jego podziemi. Wpadliśmy dosłownie do niewielkiego pomieszczenia – krypty zastawionego dziecięcymi trumienkami różnej wielkości. Trumny były już wcześniej naruszone. Pootwierane i poprzestawiane. Za nimi znajdowała się obszerna krypta wyposażona w drugie okno na ścianie południowej. Dawało ono tyle światła, że nie musieliśmy używać latarek. Pod ścianą zachodnią wymurowaną z surowego kamienia stało wprost na ziemi kilka trumien. Zapamiętałem z nich zmumifikowaną postać kobiety odzianej w bogate suknie oraz mężczyzny ubranego w wojskowy strój przypominający generalski. Z uwagi na odległy czas nie bardzo zapamiętałem jego kolor, a pamiętam jedynie liczne szamerunki złotem. Na ramionach miał piękne epolety znane z licznych obrazów epoki Stanisława Augusta i Napoleona. Przyznam, ze wbrew sobie zabrałem jedną taką ‘sprężynkę’ z tego epoletu. Nie znaleźliśmy w tych podziemiach tajemnego podziemnego przejścia do zamku lub domu sąsiadującego z dawną szkołą, do których to miał prowadzić. We wschodniej części krypty znajdowały się zaś szerokie schody do głównej nawy kościoła przykryte jednolita kamienną płytą. Kiedy byłem dzieckiem, a był to początek lat 1950-tych zapamiętałem niecodzienną uroczystość pogrzebową w drzewickim kościele. Byliśmy tam z całą rodziną Janiszewskich gdyż był to ktoś im znany i ważny. Wystrój kościoła był wtedy zupełnie inny. Ławki stały bliżej środkowej osi nawy. W ich uchwytach znajdowały się chorągwie w pokrowcach, jakieś znaki na drzewcach i krzyże tworząc rodzaj alei. W transepcie pomiędzy nawami bocznymi ustawiono czarny katafalk, na którym spoczywała trumna. Dalej przed prezbiterium uniesiona była duża kamienna płyta wyposażona w koliste stalowe uchwyty odsłaniając otwór w podłodze, z którego prowadziły schody do podziemnej krypty. Właśnie te schody oglądaliśmy zszedłszy do podziemi. Kogo wtedy chowano? Nie wiem. Byłem zbyt mały, ale dysponując dobrą pamięcią zapamiętałem ten pogrzeb. Pewnie odnotowany jest w parafialnych księgach. Wydostaliśmy się z tych podziemi po przystawionym do okna solidniejszym wieku dziecięcej trumny. Oczywista, że się tym nie chwaliłem nawet własnej matce. Z jednej strony jest mi do dziś trochę wstyd że naruszyłem spokój tamtym zmarłym, z drugiej mogę to teraz opowiedzieć tym ciekawskim, którzy już tam zejść nie mogą. I dobrze. Co do podziemnego przejścia, to mogło ono zostać zamurowane. Ściana zachodnia krypty wyraźnie różniła się od reszty. Zbudowana została byle jak, po partacku pop prostu. Być może tylko po to aby zablokować wejście od strony wieży kościelnej, a może i z jakiegoś innego powodu. I jeszcze słowo wyjaśnienia. Dlaczego tak naprawdę tam zeszliśmy? Naszą ciekawość pobudził drzewicki pastuch. Mieszkał kątem u kogoś w szopie nieopodal krzyża. Każdego ranka od wiosny do jesieni z wyjątkiem niedziel i świat zbierał miejscowe krowy i pędził śmierdzącą ulicą i dalej przez most na łąki na Ciecierzu. Był to mały, zasuszony człowiek bez wykształcenia, ale o umyśle nieprzeciętnym. Miał dar rymowania wszystkiego co mówił. Przychodził do nas za stodołę przy dawnej ul. Polnej /potem Szkolna/ na papieroska. Zbierałem dla niego papierosy od znajomych i rodziny by go przyciągnąć na pogaduchy. Ten człowiek opowiadał wierszem historię Drzewicy. A co ciekawe po latach, kiedy dotarłem do materiałów na ten temat to wszystko się zgadzało. Szkoda ogromna, że nie było wtedy w powszechnym użyciu magnetofonów oraz to, że uważano go za miejscowego głupka. Może tym wpisem oddam mu należny honor chociaż nie zapamiętałem nawet jak miał na imię.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół