• facebook
  • rss
  • Życie w organistówce i stodole

    Marta Deka, Krystyna Piotrowska

    |

    Gość Radomski 07/2016

    dodane 11.02.2016 00:00

    Stowarzyszenie „Serca dla serc”. Jego działalność bardzo dobrze wpisuje się w trwający Rok Miłosierdzia. W prowadzonym przez nie Środowiskowym Domu Samopomocy podopieczni odrywają się od szarości codziennych dni, a ich życie nabiera sensu.

    Jasionna to wieś malowniczo położona w południowo-zachodniej części województwa mazowieckiego w powiecie białobrzeskim. W jej centrum stoi drewniany kościół z drugiej połowy XVII wieku, ale parafia swoje początki miała tu już ok. roku 1400. Od 2011 roku proboszczem parafii pw. Zwiastowania NMP jest ks. Sławomir Matyga. To duszpasterz, który czuje i realizuje misję pomagania ludziom, szczególnie tym jakoś naznaczonym przez los. Uczył w schronisku dla nieletnich, a teraz dojeżdża dwa razy w tygodniu (do pokonania ma – bagatela – 60 km w jedną stronę) do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Kolonii Szczerbackiej. Jako absolwent resocjalizacji dobrze rozumie podopiecznych tych placówek i wie, jak im pomóc.

    Budynki, które żyją

    Od chwili, kiedy bp Zygmunt Zimowski mianował w 2008 roku ks. Matygę administratorem parafii w Jasionnie, ten zastanawiał się, w jaki sposób zagospodarować należące do niej budynki – dawną organistówkę i znajdującą się obok stodołę. Jako człowiek czynu założył Katolickie Stowarzyszenie „Serca dla serc”. To ono wpadło na pomysł, jak wykorzystać te parafialne nieruchomości. – Gdy udało się założyć stowarzyszenie, skorzystaliśmy z projektu utworzenia Środowiskowego Domu Samopomocy z wykorzystaniem tych budynków. Użyczyłem ich jako proboszcz w nieodpłatne korzystanie przez ŚDS przez 20 lat. Dzięki temu one teraz żyją – mówi ks. Matyga, prezes Katolickiego Stowarzyszenia „Serca dla serc” w Jasionnie. Budynki zostały wyremontowane. Dawna organistówka – biały parterowy dom z artystycznie oprawionymi oknami – wygląda trochę jak z bajki. Przed drugim stoją niewielkie ceramiczne rzeźby – dzieła podopiecznych, wykonane pod okiem instruktorów. Stowarzyszenie, otwierając ŚDS – dzienny dom pobytu dla osób niepełnosprawnych – stworzyło im w pewien sposób drugi dom. Tu doświadczają ciepła, serdeczności, czują, że są potrzebni, odkrywają pasje, o których nie mieli pojęcia, otwierają się na świat i ludzi, nabierając chęci do życia. Dom, ze względów lokalowych, może przyjąć tylko 30 osób, a chętnych jest więcej. Przyjeżdżają tu z całego powiatu białobrzeskiego, bo do tej pory to jedyny taki dom w okolicy. Pensjonariusze do swojej dyspozycji mają 4 pracownie: informatyczną, kulinarną, manualną i – do niedawna – pracownię witrażu. Ta, ze względów finansowych, została zastąpiona pracownią muzyczną. Jej zalążki stworzył już wcześniej Dariusz Religa, kierownik ŚDS. Muzyka jest jego pasją. Gra na instrumentach klawiszowych, gitarze, akordeonie, również śpiewa. Niemal rok temu założył zespół muzyczny NARA, w którego składzie znalazło się 7 podopiecznych placówki. Zespół ma na swoim koncie pierwsze sukcesy. Występował w kilku miejscach w Polsce na festiwalach i przeglądach. W styczniu poza konkursem koncertował na I Festiwalu Kolęd i Pastorałek Środowiskowych Domów Samopomocy Województwa Mazowieckiego. Stowarzyszenie „Serca dla serc” było pomysłodawcą i organizatorem tej imprezy. – Nasi podopieczni odrywają się od szarości życia codziennego. Są tu wśród ludzi, a w domu praktycznie spędzaliby czas przed telewizorem. Korzystają tu m.in. z różnych terapii, wyjazdów, wycieczek, zajęć sportowych. Gwarantujemy im gorący posiłek, który jest przygotowywany w ramach działań terapeutycznych prowadzonych w pracowni kulinarnej. Przygotowujemy ich do tego, by mogli w miarę samodzielnie funkcjonować – wyjaśnia D. Religa. Ks. Sławomir zdaje sobie sprawę z tego, że ŚDS jest dla niektórych jego podopiecznych przejściowym etapem w życiu. – Naturalnym procesem już po trzech latach terapii jest osiągnięcie przez nich zdolności do wykonywania pracy w Zakładzie Aktywności Zawodowej. Mogą tam pracować pod okiem odpowiedzialnych osób, wykonując usługi na rzecz społeczności. Staramy się o utworzenie ZAZ. Nasi podopieczni mogliby tam znaleźć zatrudnienie bez rezygnowania ze świadczeń, które mają przyznane. Dla nich to kolejny awans – mówi proboszcz.

    Papier jak wiklina

    W organistówce w godzinach zajęć panuje nieustannych ruch. Z kuchni pachnie przygotowywana na obiad zupa. Obok, w przestronnym pomieszczeniu, przy dużych stołach wre praca. Pod okiem instruktorów i terapeutów pensjonariusze w miarę swoich możliwości i zdolności wykonują różne użyteczne prace. Dwie osoby do małych koszyczków wkładają porwane na kawałki papierki. Tak ćwiczą mięśnie rąk i koordynację ruchową. Chłopak z zespołem Downa pokazuje, jak zwijać i sklejać kawałki gazety, posługując się drutem, aby zrobić z nich cienkie rurki. Tak powstaje materiał, który służy do wyplatania, niczym z wikliny, różnych ciekawych rzeczy, np. pudełek czy dzwoneczków. Ten chłopak, gdy trafił do ŚDS, nie mówił. Teraz jest w stanie wypowiedzieć kilka słów. Jest bardzo uczynny, pomaga, gdzie tylko może. Widać, że jest szczęśliwy i czuje się potrzebny. Ale nie on jeden może pochwalić się niemal życiowymi postępami, które były możliwe dzięki obecności w tej wspólnocie i prowadzonej tu skutecznej terapii. Zajęcia plastyczne odbywają się obok, w drugim budynku – dawnej stodole. Prowadzi je plastyk. Na półkach stoją gotowe prace. Trudno uwierzyć, że w większości ich autorami są osoby niepełnosprawne. Zajęcia w ŚDS trwają od poniedziałku do piątku. Ale gdyby odbywały się w soboty i niedziele, to jego podopieczni stawialiby się na nie w komplecie. Oni są tu jak jedna wielka rodzina. Według przepisów obowiązujących w ŚDS, na trzech podopiecznych musi przypadać jeden opiekun. Niepełnosprawni w Jasionnie mają ich więcej. To dzięki wolontariuszom, którzy przychodzą tu, gdy tylko mogą. – W październiku 2014 roku przy naszym stowarzyszeniu udało się zawiązać Centrum Wolontariatu Strefa Młodych „Razem ponad Niebo”. Młodzi nie są członkami stowarzyszenia. Mają swój zarząd. To była ich wewnętrzna potrzeba utworzenia czegoś, co będzie ich łączyło, gdzie będą wspólnie działać. Mamy z nimi podpisane prawne umowy wolontariackie, stanowiące podstawę do tego, by kiedyś w CV mogli wpisać sobie tę działalność jako staż pracy. Oni chcą bezinteresownie pomagać. Mają już na swoim koncie imponujące osiągnięcia. Są zapraszani do organizowania i prowadzenia różnych spotkań z dziećmi – mówi ks. Matyga.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół