• facebook
  • rss
  • Kościół, który cierpi

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 10/2016

    dodane 03.03.2016 00:00

    Kirche in Not. Ze wspólnoty, której się pomaga, 10 lat temu staliśmy się wspólnotą, która pomaga.

    Jeszcze latem ubiegłego roku ks. Marcin Dąbrowski był wikariuszem w starachowickiej parafii pw. MB Nieustającej Pomocy. Obronił doktorat, w którym wiele było o innych wspólnotach chrześcijańskich i religiach. Nie przypuszczał, że tak szybko teoria tej pracy zacznie przydawać mu się niemal każdego dnia w praktyce. Został bowiem mianowany pracownikiem polskiej sekcji Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie” (Kirche in Not). Z bliska dotknął spraw uchodźców i tych, którzy cierpią prześladowanie za wierność Chrystusowi.

    Co właściwie znaczy „Not”?

    Dwa lata po zakończeniu II wojny światowej w Belgii o. Werenfried van Straaten, holenderski norbertanin, w imię jedności chrześcijan i zabliźniania ran rozpoczął dzieło duszpasterskiej i materialnej pomocy katolikom w pokonanych Niemczech. Z czasem, gdy Niemcy podniosły się gospodarczo, katolicy tego kraju podjęli dzieło pomocy innym. Powstała organizacja „Kirche in Not”, która od lat ma swoją centralę w Niemczech i wspiera dziś 130 krajów na kilku kontynentach. Od 1957 r. zaczęła pomagać Kościołowi w Polsce. Niemiecki rzeczownik „Not” ma w sobie szerszą treść niż tylko „potrzeba”. Pojawia się np. na samochodach pogotowia, gdzie posiada sens „ratunek”. Można odnieść wrażenie, że nazwa organizacji – czego nie da się oddać żadnym jednym polskim słowem – obejmuje i tych, którzy pomocy potrzebują, i tych, którzy ją niosą. – Jeśli spojrzymy na nazwy naszej organizacji w innych krajach niż Niemcy, tłumaczenie idzie najczęściej w stronę potrzeby, a nawet cierpienia. Na przykład włoska brzmi: „Chiesa che soffre”, tzn. Kościół, który cierpi – mówi ks. Dąbrowski, a wracając do początku idei, której stowarzyszenie chce być wierne, dodaje: – Chodzi tutaj o to, że to Kościół pomaga Kościołowi. Nie czekamy na pomoc ze strony państwa, innych religii czy ateistów. Kapłan przybliża też najczęstszą procedurę, która kończy się wsparciem. – Dostrzegamy potrzebę i śpieszymy z ratunkiem. I jest to pomoc, która jest dobrze skoordynowana, a wszystko zaczyna się od dobrego rozpoznania. Np. w jakimś miejscu na świecie uboga czy cierpiąca wspólnota katolików potrzebuje szkoły, kaplicy czy szpitala. Powstaje projekt, który zatwierdza miejscowy biskup. Wówczas całość trafia do centrali naszego stowarzyszenia w Niemczech. Stamtąd, jeśli jest taka potrzeba, zostaje przekazana do którejś z sekcji krajowych, a te decydują, w jaki sposób mogą konkretnie pomóc. W miarę możliwości istnieje także konieczność wniesienia jakiegoś wkładu własnego, choćby w postaci pracy. Stowarzyszenie funduje też stypendia na kształcenie księży, sióstr zakonnych i świeckich misjonarzy. Wydaje książki religijne w wielu językach, wspiera katolickie stacje radiowe i telewizyjne. Ważnym elementem działalności jest także pomoc uchodźcom, poszkodowanym na skutek kataklizmów i wojen.

    Polska sekcja

    Kościół katolicki w naszym kraju ze wsparcia „Kirche in Not” korzystał przez prawie pół wieku. W okresie komunizmu pomoc otrzymywały seminaria duchowne, klasztory, a także duchowni, którzy mieli odbywać specjalistyczne studia na Zachodzie. Pieniądze przekazywano na wydawnictwa katolickie i – w mniejszym zakresie – na budowę i remonty kościołów. W 2006 r. przyszedł moment, gdy Kościół w Polsce stał się wspólnotą, która mogła dołączyć do wielkiej rodziny dobroczyńców. – Od 10 lat, pomagając, możemy spłacać wieloletni dług wdzięczności. W chwili, gdy powstała polska sekcja „Kirche in Not”, byliśmy 16. organizacją krajową – wyjaśnia ks. Dąbrowski. W 2011 r. organizacja stała się stowarzyszeniem na prawie papieskim, a polska sekcja nosi nazwę: Stowarzyszenie „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”. – Przez pierwsze niemal 10 lat mieliśmy jedną siedzibę, w Warszawie. Dzisiaj, od niespełna roku, obok biura przy ul. Wiertniczej na warszawskim Wilanowie, działają dwa kolejne biura – w Krakowie i Poznaniu – mówi ks. Marcin. Przez dziesięciolecia „Kirche in Not” wypracowało stałe sposoby zdobywania pieniędzy. – W wielu krajach są to wyjazdy do parafii połączone z głoszeniem kazań i konferencji o działalności stowarzyszenia. Tak robimy także w Polsce. Wówczas nie tylko przeprowadzamy zbiórki, ale też zyskujemy stałych czy okolicznościowych dobroczyńców. Tych stałych mamy w Polsce ok. 30 tys. Obok tego wiele sekcji krajowych ma swoje indywidualne praktyki docierania do wiernych. U nas w Polsce od 7 lat są to 2. soboty listopada przeżywane jako Dzień Solidarności z Kościołem... w jakimś konkretnym miejscu na ziemi – opowiada ks. Dąbrowski. W ostatnim roku, ale też i w poprzednim zbierane pieniądze zostały przeznaczone na pomoc cierpiącym chrześcijanom w ogarniętej wojną Syrii.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół