• facebook
  • rss
  • 2 godziny to 
11 km i 4 Różańce

    Marta Deka


    |

    Gość Radomski 30/2016

    dodane 21.07.2016 00:00

    Radomscy Rycerze Kolumba wyznaczyli Drogę Miłosierdzia.

    W 43 dni pokonali około 1800 km z Rzymu do Krakowa. Szlak, którym pielgrzymowali, nazwali Via Misericordia (Droga Miłosierdzia). – Powstał pomysł, żebyśmy przeszli tę trasę przed Światowymi Dniami Młodzieży, ponieważ – po pierwsze – papież Franciszek zachęcał do pielgrzymowania w Roku Miłosierdzia, a po drugie – zaprosił wszystkich do Krakowa na spotkanie młodych. Otrzymaliśmy patronat kard. Stanisława Dziwisza, logo pielgrzymki zostało oficjalnie zatwierdzone. Nalepki z nim rozklejaliśmy na mijanych drogowskazach czy tablicach informacyjnych, żeby został po nas ślad i informacja jako propozycja pielgrzymowania dla innych – mówi ks. Wiesław Lenartowicz, proboszcz radomskiej parafii MB Częstochowskiej i kapelan Rycerzy Kolumba Rady 14004.


    Na opak


    Z Rzymu do krakowskich Łagiewnik pielgrzymowało 9 rycerzy. Na trasie się wymieniali. Cały szlak pokonali ks. Lenartowicz i Marek Podlewski.
Pielgrzymkę rozpoczęli w Wiecznym Mieście. – Fundamenty Kościoła są w Rzymie, dlatego szliśmy od grobu św. Piotra do grobu s. Faustyny – wyjaśnia ks. Lenartowicz.


    W Rzymie odwiedzili 7 jubileuszowych kościołów. Przeszli przez Bramę Miłosierdzia. Z kościoła Ducha Świętego, czyli rzymskiego sanktuarium Bożego Miłosierdzia, wyruszyli w trasę. Szli istniejącymi od wieków szlakami pielgrzymkowymi, tylko na ogół w odwrotnym kierunku, bo przecież wszystkie one prowadzą do Rzymu.
Szlakiem św. Franciszka dotarli do Asyżu, szlakiem św. Antoniego – do Padwy. Potem przemierzyli Austrię. – Tam jest kilka szlaków pielgrzymkowych – św. Benedykta, św. Emmy. Zetknęliśmy się też z historycznym szlakiem Via Slavorum (Droga Słowian). Doszliśmy nim do Mariazell. Stamtąd do Wiednia prowadzi Via Sacra, Święta Droga dla Austriaków. Zatrzymaliśmy się w Wiedniu. Tam zmieniła się część grupy, bo niektórzy musieli już wracać do pracy. W nowym składzie wyruszyliśmy do Czech – opowiada ks. Lenartowicz.


    Dołączył do nich też Polak mieszkający w Wiedniu. Szedł tylko trzy dni. Nie wytrzymał trudów podróży. – Często powtarzam, że najtrudniejsza jest pielgrzymka do Częstochowy. Po kilku dniach znikają największe problemy. Nie ma śladu po bąblach, buty są rozchodzone i łapie się lepszą kondycję. Wtedy można iść dalej, a pielgrzymka się kończy – uśmiecha się kapelan.


    Przez Czechy pątnicy dotarli do Polski. Ks. Lenartowicz uważa, że najważniejszy etap wiódł z Oświęcimia do Krakowa. – Każdy, kto chce zaliczyć Drogę Miłosierdzia, musi przejść tamtędy szlakiem papieskim. Tkwi w tym głęboka idea duchowa. Najpierw dotykamy zła, które wydarzyło się w nieodległej historii w Auschwitz, potem dotykamy sytuacji Jana Pawła II, który w tych warunkach żył. Idąc dalej drogą, doświadczamy kultu Matki Bożej w Kalwarii Zebrzydowskiej. Ostatecznie dochodzimy do krakowskich świętych, którzy dla papieża byli drogowskazami. Tu odkrył Boże miłosierdzie – mówi.


    W sanktuarium w Łagiewnikach czekali na pątników Rycerze Kolumba i bliscy. Nawiedzili bazylikę Miłosierdzia Bożego i sanktuarium św. Jana Pawła II. Przy relikwiach św. s. Faustyny i obrazie „Jezu, ufam Tobie” ks. Lenartowicz przewodniczył Mszy św. Wspólnie z pielgrzymami odmówili też Koronkę do Bożego Miłosierdzia, która z kościoła w Łagiewnikach transmitowana jest na cały świat. Matka przełożona powiedziała siostrze prowadzącej, by zapowiedziała, że uczestniczą w niej Rycerze Kolumba, którzy przyszli tu pieszo z Rzymu.


    – Ale to nie koniec. Droga Miłosierdzia Bożego otwarta jest dla wszystkich. Dziękujemy tym, którzy z nami pielgrzymowali, udzielali nam gościny i wszystkim, którzy wspierali nas modlitwą. Teraz podejmiemy prace nad opisaniem, tłumaczeniem i publikacją materiałów dla wszystkich, którzy zechcą iść tą drogą – mówi ks. Lenartowicz.


    Małe cuda


    Na szlaku, który przeszli, nie ma domów pielgrzyma. Spali przy parafiach, na kempingach, a nawet na parkingu, gdzie właściciele pozwolili im rozbić namiot. – Musieliśmy prosić o nocleg. Czasem nam odmawiano. Dostawaliśmy wtedy lekcję pokory. Dziękowaliśmy i szliśmy dalej. Taki jest los pielgrzyma – mówi kapelan.


    Na trasie pątnicy spotkali jednak wielu życzliwych ludzi. Jak mówią, doświadczyli małych cudów.


    Już w Rzymie zepsuł im się samochód volkswagen transporter. Wyszli z niego bezradnie. Zaczęli odmawiać „Pod Twoją obronę...”. Pojawił się Polak, który pracuje w serwisie Volkswagena i ma swój warsztat. Kiedy chcieli z kwatery w Rzymie przewieźć swoje bagaże do tego warsztatu, zadzwonili do polskich zakonnic. Te chętnie zgodziły się im pomóc. Obiecały, że będą rano. Nie pojawiały się dłuższy czas.


    – Nie wiedzieliśmy, że dla nich to aż tak duże wyzwanie. Jedna miała 84 lata, druga – 78. Nie jeździły we Włoszech samochodem, słabo mówią po włosku. Pytały o drogę. Spotkały Włocha, który ma żonę Polkę. On wsiadł za kierownicę i przywiózł je do nas. Siostry były szczęśliwe, że mogły pomóc i dojechały do nas. Co z tego, że zajęło im to pół dnia... – mówi ks. Lenartowicz.


    Szlak św. Franciszka przemierzali z plecakami. W tym regionie włoskie miasteczka i franciszkowe pustelnie znajdują się na szczytach gór. Ich zdobycie wymaga wiele trudu. – Mieliśmy taką pustelnię w Poggio Bustone, 2,5 godziny pod górę. Zmoczył nas deszcz. Byliśmy bardzo zmęczeni. Wszystko nieśliśmy ze sobą na plecach. Spostrzegliśmy zakonnicę, która pracowała w ogrodzie. Poprosiliśmy ją o kawałek podłogi. Powiedziałem, że jesteśmy z Polski. Ona mówi, że w kościele obok jest polski ksiądz. Poszliśmy do niego. Przenocował nas. A rano zawiózł do pustelni – opowiada ks. Wiesław.


    W miasteczku Gubbio jeden z pielgrzymów wszedł do marketu. Zainteresowała się nim kasjerka. Gdy dowiedziała się, że jest pielgrzymem z Polski, powiedziała, że jest w radzie parafialnej, a proboszczem jej parafii jest Polak. Zadzwoniła do niego. Proboszcz przyjechał pod market. – „Musicie za mną jechać, bo parafia jest na górze” – powiedział. Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że kościół i plebania są z 980 roku – mówi ks. Wiesław.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół