• facebook
  • rss
  • Przedziwne koło historii

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 38/2016

    dodane 15.09.2016 00:00

    – Dobrze tu przyjść, zjeść ciepły posiłek, a do słoika zabrać coś na potem – mówi bezdomny mężczyzna. Kaplica przy ul. Siennej w Radomiu księży filipinów stała się jadłodajnią i punktem pomocy.

    Księża z Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri, zwani najczęściej oratorianami lub filipinami, przybyli do Radomia w 1959 r. Podjęli się dzieła tworzenia parafii, a jednocześnie kontynuowali (i nadal prowadzą) dzieło pomocy charytatywnej, które uruchomiono krótko przed wybuchem II wojny światowej w miejscu, gdzie rozpoczęli pracę.

    Ulica Sienna

    – To miejsce to moje klimaty dzieciństwa. Tu się wychowywałam – mówi Weronika Chochoł, dziennikarka Radia Plus Radom. – Tu, wprost na ulicy, bo kaplica była zbyt mała, stali kandydaci do bierzmowania, a sakramentu udzielał im bp Edward Materski. Przejazd był totalnie zablokowany, tyle było ludzi. Pamiętam także ulotki nalepiane obok kaplicy przez solidarnościowe podziemie w okresie stanu wojennego – dopowiada Dariusz Osiej, dziennikarz radomskiej Telewizji Dami. Pracownicy lokalnych mediów zjawili się na ul. Siennej, bo tu historia zatoczyła przedziwne koło. W dawnej kaplicy, która była pierwszą świątynią powstającej parafii, księża filipini – odzyskawszy to miejsce jako swoją własność – otworzyli kuchnię dla ubogich. – Dla wielu z nas, nie tylko filipinów, ale też tutejszych ziomków, to miejsce wyjątkowe. Na przykład ks. prof. Adam Maj tuż po sąsiedzku 1 września 1961 r. rozpoczynał naukę w I klasie szkoły podstawowej. A potem my, jako klerycy czy młodzi księża, tutaj posługiwaliśmy, budując jednocześnie w sąsiedztwie obecny kościół pw. MB Królowej Świata oraz budynek dzisiejszego katolickiego gimnazjum i liceum – wspomina ks. Mirosław Prasek COr, superior radomskiej wspólnoty księży filipinów.

    759 603 obiady

    Filipini nie przyszli w miejsce absolutnie nowe dla Kościoła. Przed wojną stał tutaj dom, który był własnością Eugeniusza Barwickiego. 31 grudnia 1938 r. kupiło go Towarzystwo Dobroczynności, któremu przewodził wówczas ks. prał. Dominik Ściskała, proboszcz parafii mariackiej, dzisiaj katedry. Już po wybuchu wojny, w październiku 1939 r., w nowo zakupionym domu zamieszkały 4 zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, zwane potocznie szarytkami, które w Radomiu prowadziły ważne dzieła opieki nad dziećmi przy dzisiejszej ul. Kelles-Krauza. Nową placówkę poprowadziła charyzmatyczna zakonnica s. Antonina. Ta, nie bacząc na okupacyjne warunki, robiła rzeczy niezwykłe. Siostry prowadziły żłobek i ochronkę, a obok tego opiekowały się ubogimi. Ulica Sienna w Radomiu z kuchnią sióstr szarytek stała się powszechnie znanym miejscem dla potrzebujących. Czym ono było, dowodzą liczby zachowane w sprawozdaniu Domu Parafialnego św. Jana Kantego, przygotowanym przez jedną z szarytek. Od 20 października 1939 r. do końca grudnia tamtego roku, gdy otwarto placówkę, wydano 75 438 porcji obiadowych. W kolejnych latach zestawienie notuje: 1940 r. – 253 587 obiadów, 1941 r. – 96 963 obiady, 1942 r. – 114 751 obiadów, 1943 r. – 112 008 obiadów, 1944 r. – 106 856 obiadów. W sumie: 759 603 obiady. Do tego trzeba doliczyć to, co przynosili ludzie, a czego dziś nie da się obliczyć. Jadłodajnia była również punktem kontaktowym dla ludzi niepodległościowego podziemia, a potem przyjmowała uchodźców. W końcu 1944 r., po powstaniu warszawskim, siostry przygotowały 4 pokoje dla 4 rodzin, które w Radomiu znalazły schronienie.

    Komuniści nie odpuszczają

    W 1946 r. szarytki opuściły to miejsce. Placówkę przejęły siostry michalitki. Pod ich opieką było 50 dzieci w domu dziecka i kolejnych 70, które tutaj systematycznie przychodziły. Siostry nie były tu zbyt długo, bo po 3 latach komunistyczne władze nakazały im opuszczenie domu. Zakonnice podporządkowały się zaleceniu, ale nie odeszły daleko. Radomskie michalitki schronienie znalazły w mieszkaniu pani Kuszkiewiczowej, w centrum Radomia przy ul. Sienkiewicza. Tymczasem mieszkańcy protestowali. Władze częściowo ustąpiły – zakonnice mogły pozostać. Ale by utrudnić im pracę z dziećmi, nie zezwolono, żeby mieszkały w pobliżu dawnej kaplicy. Tutaj działało Państwowe Pogotowie Opiekuńcze. Ostatecznie z tego miejsca zakonnice zostały usunięte jesienią 1961 r., gdy w PRL zlikwidowano religię w szkołach.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół