• facebook
  • rss
  • Sieciech i mnóstwo zagadek

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 18/2017

    dodane 04.05.2017 00:00

    Sieciechów i sąsiednie Opactwo to parafie i pozostałość klasztoru – najstarsze w naszej diecezji. Dopiero kilkadziesiąt lat później ufundowano klasztory cystersów w Sulejowe-Podklasztorzu i Wąchocku. Wcześniej byli u nas benedyktyni.

    O Opactwie wiemy bardzo dużo, a zarazem bardzo mało. To bez wątpienia jeden z największych skarbów ziemi radomskiej, ale i całego Mazowsza – mówi archeolog prof. Joanna Kalaga z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, która prowadziła tu dwa sezony wykopaliskowe. Nie brak historyków, którzy utrzymują, że klasztor benedyktynów koło dzisiejszego Sieciechowa ufundował Bolesław Chrobry. Ale większość wskazuje na przełom wieków XI i XII, gdy władali Władysław Herman, Zbigniew i Bolesław Krzywousty, a o władzy królewskiej marzył Sieciech, palatyn Władysława Hermana.

    Palatyn i zły, i dobry

    Do dziś na jednej ze ścian poklasztornego kompleksu w Opactwie można znaleźć herb Sieciecha – Toporczyk. – Nie jest jasne do końca, skąd wywodził się ten ród. Niektórzy mediewiści, czyli historycy zajmujący się średniowieczem, zakładają, że początkami sięgali czasów przedchrześcijańskich, a wywodzili się z terenów dzisiejszej Małopolski. Sieciechowi przypisuje się dużą rolę w czasie panowania Władysława Hermana, który był władcą Polski w latach 1079–1102. Co więcej, niektórzy kronikarze piszą o nim jako osobie, która miała aspiracje do tego, by objąć koronę i urząd króla Polski – wyjaśnia historyk ks. dr Rafał Piekarski. Sieciech był palatynem, czyli zarządcą dworu królewskiego. Tę funkcję później zastąpił wojewoda. – Za panowania Władysława Hermana Sieciech miał dużą władzę administracyjną, polityczną, a nawet militarną. Przeprowadził pewne zmiany związane z reformą administracyjną, w tym reformy skarbowe, czyli podatkowe. Mówi się nawet o tym, a to jest ważne, gdy badamy historię naszej diecezji, że rozbudował przedparafialną sieć kościelną, czyli misyjną – wyjaśnia ks. Piekarski.

    Relacje kronikarzy dokumentują, że Sieciech odegrał ważną rolę po zamordowaniu przez Bolesława Śmiałego biskupa krakowskiego Stanisława, dzisiejszego patrona Polski. Przyczynił się do wygnania władcy. – Można to oceniać pozytywnie jako stanięcie po stronie męczennika, ale można w tym widzieć jeden ze sprytnych kroków do przejęcia władzy – mówi ks. Piekarski. Dzieje dynastii Piastów przełomu wieków XI i XII pokazują bezwzględną walkę o polski tron. Sojusze i ich łamanie przez Hermana, Zbigniewa i Krzywoustego, czynna obecność Sieciecha, a do tego mieszanie się państw ościennych tworzą bogatą mozaikę wydarzeń, w wyniku której władzę objął Bolesław Krzywousty. I tutaj Sieciech musiał udać się na wygnanie. – Dawny palatyn Hermana był zamieszany w próbę niedopuszczenia do tronu Bolesława Krzywoustego. Musiał udać się na wygnanie. Przebywał w Niemczech i na Rusi. Wrócił do Polski około 1107 r. i już nie odegrał większej roli. Osiadł w Sieciechowie. Umarł 2 lata później. Długosz przypisuje mu powstanie miasteczka i parafii Sieciechów oraz klasztoru benedyktynów. Fakt, że mógł powrócić, wskazuje, że nie był to zatarg aż tak duży, jak zdrada stanu, bo wówczas czekałaby go kara śmierci. Był to raczej rodowy bunt o władzę, który Krzywousty skutecznie spacyfikował – opowiada ks. Piekarski.

    Pytania wciąż bez odpowiedzi

    Opactwo koło Sieciechowa, leżące nad Wisłą, na północno-zachodnim krańcu diecezji radomskiej, a przede wszystkim jego początki to jedna z największych zagadek. Zostało dość dobrze udokumentowane w kronikach Galla Anonima i Jana Długosza, ale do dziś nie doczekało się solidnej weryfikacji archeologicznej. Pytania, na które nie znamy odpowiedzi, to głównie te o sam pierwotny klasztor benedyktynów, który miałby ufundować Sieciech, i jego lokalizację w stosunku do siedziby palatyna. – Badania archeologiczne były tu prowadzone jeszcze w latach 70. XX w. Potem była długa przerwa. Wrócili tutaj historycy architektury z Narodowego Instytutu Dziedzictwa oddział Łódź i to oni mnie zaprosili do badań archeologicznych – mówi J. Kalaga. Narodowy Instytut Dziedzictwa badał sam kościół i klasztor. Przyglądano się murom romańskim i gotyckim. Badano także podziemia świątyni. Prof. Kalaga prowadziła badania archeologiczne na cmentarzysku po wschodniej stronie klasztoru. – To był duży i długo użytkowany cmentarz. Na pewno jeszcze w XVII w. Pochówki wskazują, że chowano tu ludność cywilną. Zbadaliśmy to miejsce do głębokości 4 m, ale głębiej nie mieliśmy możliwości ze względów technicznych. Było to po prostu niebezpieczne. Te prace trzeba będzie jeszcze kontynuować – mówi J. Kalaga.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół