• facebook
  • rss
  • Tu jest nasze eldorado

    Krystyna Piotrowska

    |

    Gość Radomski 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    – Stąd się wywodzimy, tu się wychowaliśmy, tu mamy dom, tu chcemy żyć – mówią Małgorzata i Bernard Chwałowie.

    W trudnych czasach pojechali za pracą do Irlandii. Było to 11 lat temu. Oboje skończyli studia i mieli za sobą trzymiesięczny staż małżeński. Pani Małgorzata nie znalazła pracy w rodzinnym Radomiu. Pracowała w Grójcu jako nauczycielka języka polskiego. Zarabiała 1000 zł, z czego 200 przeznaczała na dojazdy. – Zaproponowałem, żebyśmy może na rok wyjechali do pracy za granicę. Los rzucił nas do Irlandii, do miejscowości Oran- more – wspomina pan Bernard. To był 2006 rok. Dzięki mieszkającym tam znajomym podjął pracę już następnego dnia po przyjeździe. – Pracowałem fizycznie, choć nigdy wcześniej tego nie robiłem. Gdy był kryzys na świecie i w Europie, bałem się, że mnie zwolnią, ale pracę miałem cały czas i awansowałem – dodaje. Małgorzata już w Polsce przygotowała sobie CV. Zostawiała je po drodze w mijanych sklepach i restauracjach. Pracę podjęła dwa tygodnie później. Początki pobytu na Zielonej Wyspie nie były sielankowe. Najbardziej dokuczała im pogoda. Przyjechali w sierpniu, a tam lało i wiało bez przerwy. Z okna widzieli ocean targany sztormami. Później okazało się, że był to rok jeden z najgorszych, jeśli chodzi o pogodę.

    Weronika i Wiktoria

    Małgorzata dość szybko zorientowała się, że jest w ciąży. – Bałam się, jak to będzie, ale wszyscy dookoła mówili, żeby się nie martwić, że będzie wszystko dobrze. Przekonałam się, że Irlandczycy są bardzo tolerancyjni i życzliwi. Urodziła się Weronika, poszłam na półroczny urlop wychowawczy. Wróciłam do pracy na pół etatu. Tak dzieliliśmy z mężem obowiązki, że sami, bez niczyjej pomocy, ją wychowaliśmy. Później przyszła na świat Wiktoria. Nie było łatwo, ale daliśmy radę – wspomina. Przyjście na świat córek sprawiło, że małżonkowie odkładali termin powrotu do Polski. Wyjechali, żeby zarobić na remont mieszkania w bloku, z czasem zdecydowali się na budowę domu i rozpoczęli ją – na działce pod Radomiem. Do Polski przyjeżdżali raz w roku na dwa tygodnie. Najtrudniejsze były powroty do Irlandii. Przy pożegnaniu zawsze były łzy. Pojawiały się też przy powitaniu, ale smakowały inaczej, bo płynęły z radości. Coraz trudniej było zostawiać bliskich, przyjaciół, znajomych... Weronika poszła do szkoły i, obok programu obowiązującego w Irlandii, z mamą przerabiała program polskiej szkoły. Tak było przez 3 lata. Do IV klasy pójdzie już w Radomiu. Jej siostra będzie w zerówce. – Byłam zdumiona, gdy widziałam w szkole w Irlandii matki z Polski, które nie uczyły dzieci języka polskiego. Ja uczyłam swoje córki polskiego hymnu, mówiłam im o powstaniu warszawskim i o naszej historii, choć wiem, że jeszcze niewiele z tego rozumieją. Dziewczynki razem z nami przeżywały ostatnie wybory prezydenckie – opowiada pani Małgorzata. Małżonkowie nigdy nie zakładali, że zostaną za granicą na stałe, choć ich powrót odwlekał się w czasie. Awansowali, mieli dobre zarobki, urządzili się i przyzwyczaili nawet do kapryśnej pogody. Ale Polska była na pierwszym miejscu i przyszedł czas na podjęcie decyzji o powrocie. Ta była jednogłośna, bo dziewczynki również czują się z Polską bardzo związane. Zawsze chętnie tu przyjeżdżały. Pani Małgorzata wspomina, jak przed rokiem wychodziła z córkami z samolotu. Gdy Wiktoria stanęła na płycie lotniska, rozłożyła szeroko ręce i podskoczyła z okrzykiem: „Tak bardzo kocham Polskę!”.

    Pierwsza miłość

    Do ojczyzny i rodzinnego Radomia wrócili już na stałe w pierwszych dniach lipca. Gdy żegnali się z pracodawcami, dostali zapewnienie, że gdyby chcieli wrócić, oni zawsze ich przyjmą. – Niektórzy dziwili się nam, że wracamy. Wiemy dobrze, że nasze zarobki teraz będą niższe, ale zawsze ufaliśmy Bogu, więc i teraz wierzymy, że będzie dobrze – zaznacza pan Bernard. Boga oboje zaprosili do swojego życia już w młodości. Należeli do Ruchu Światło–Życie przy tej samej parafii pw. św. Królowej Jadwigi na os. Akademickim, na którym mieszkali w Radomiu. Poznali się na oazie, gdy mieli po 15 lat. Oboje zapewniają, że byli dla siebie pierwszą miłością. Później ich drogi rozeszły się. Pani Małgorzata studiowała w Lublinie, pan Bernard – w Radomiu. Przypadkiem spotkali się po 8 latach. Serca zabiły mocniej i postanowili być razem. – Potrafimy ze sobą o wszystkim rozmawiać. Nie wstydzimy się wspólnej modlitwy. Razem z córkami odmawiamy pacierz, śpiewamy pieśni religijne. Wiarę trzeba pielęgnować – mówi pani Małgorzata. – Mamy jej mocny fundament. Duży wpływ mieli na to też nasi rodzice. W Irlandii nigdy nie zaniedbywaliśmy niedzielnej Mszy św. – dodaje pan Bernard. W Polsce pierwsze kroki skierowali do Częstochowy. – Pojechaliśmy do Matki Bożej, dziękowaliśmy za wszystko. Wierzymy, że i teraz nam się ułoży – mówią. Po powrocie do ojczyzny państwo Chwałowie w pewnym sensie uczą się Polski od nowa, a ta bardzo zmieniła się na korzyść. Podziwiają Radom, który tak się rozbudował. W sklepach i urzędach są ludzie życzliwi i pomocni. Gdy wyjeżdżali, o pracę było bardzo trudno, teraz jest o wiele lepiej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół