• facebook
  • rss
    • KJ
      01.09.2017 11:19
      Nie zastanowił się Ksiądz nad tym, gdzie obecnie "chrześcijańsko" są Niemcy z tą ich katechezą (nie znam Bawarii, ale myślę, że trudno byłoby mi w znanym mi npBerlinie czy Kolonii spotkać tysiąc rdzennych Niemców wyznających całość wiary katolickiej), a gdzie jest pod względem wiary Polska z naszą (także moją) radykalną krytyką katechezy w szkołach? Może to właśnie szkolna katechizacja jest jednym z powodów Zachodniej sekularyzacji i postchrześcijaństwa? Pytam zupełnie poważnie, licząc na Księdza odpowiedź.
      doceń 19
      • Gość
        01.09.2017 12:26
        Warto też się zastanowić, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby nie było w Niemczech katechezy w szkołach - dopiero wówczas obraz będzie pełniejszy...
      • KJ
        01.09.2017 13:32
        Ja postawiłem dość wyraźną tezę (tak mi się wydawało): gdyby w Niemczech nie było powszechnie chwalonej przez wierzących i niewierzących szkolnej katechezy (jaką opisał Ksiądz), lecz tak "grillowana" (czyli po polsku: krytycznie przyjmowana) marginalna katecheza, z konieczności dublowana przez duszpasterstwo parafialne, w Niemczech pod względem wiary byłoby jak obecnie w Polsce: daleko od ideału, ale z 10-20% głęboko wierzących chrześcijan należących do Kościoła katolickiego.

        Krótko mówiąc: w Niemczech jest tak tragiczna sytuacja pod względem wiary katolickiej, że nie potrafię sobie wyobrazić, jaka sytuacja mogłaby być jeszcze gorsza - "gdyby nie było katechezy w szkołach". Wydaje mi się, że mogłoby być tylko lepiej.
        doceń 15
        • Gość
          01.09.2017 20:32
          1. W Niemczech jest problem finansowego uzależnienia Kościoła od państwa, którego źródłem nie jest katecheza w szkole; być może niemiecka mentalność. 2. Granice wyobraźni to kwestia subiektywna.
          doceń 3
        • KJ
          02.09.2017 10:23
          A zatem przesuń moje granice wyobraźni ;) i opowiedz, co - Twoim zdaniem - może się jeszcze gorszego zdarzyć wśród niemieckich katolików niż obecna sytuacja?
          doceń 13
        • Gość
          03.09.2017 12:50
          Przyjrzyj się dokładniej pkt. 1. Jeśli uczciwie to zrobisz, to przypuszczam, że nie będzie już potrzebna dodatkow interwencja.
          doceń 1
        • KJ
          03.09.2017 18:02
          Przykro mi... Nie pomogło.
          doceń 10
      • Gość
        02.09.2017 15:21
        Do KJ. Nie zamierzałem w żaden sposób pokazywać rozwiązań niemieckich, jako obowiązujące dla nas. Chodziło mi tylko o to, że jeśli tam - w zlaicyzowanym społeczeństwie nie neguje się obecności religii w przestrzeni szkolnej, to czemu u nas istnieją takie opory. Serdecznie pozdrawiam. Szczęść Boże
        • Gość
          02.09.2017 18:50
          "w przestrzeni szkolnej" zamiast po prostu w szkole, a szkoła nie jest przybytkiem kultu
          doceń 8
        • Gość
          03.09.2017 13:00
          @18:50, szkoła nie jest też miejscem rugowania Boga z życia ludzi i narodów.
          doceń 0
        • Gość
          03.09.2017 14:59
          a na jakiej zasadzie byłoby to "rugowaniem"? To umieszczanie symboli jakieś religii jest jej uprzywilejowaniem "na skali od -1 do 1, gdzie promowanie konkretnej religii to wartość 1, neutralność to wartość 0, nie -1." Cytat z http://gosc.pl/komentarze/pokaz/848103
          doceń 8
    • pl
      01.09.2017 11:45
      Chodziłem na katechezę: i do kościoła, i uczyłem jej się w szkole. Poza zatrudnieniem katechetów (świeckich i księży) w szkolnictwie nie widzę istotniejszych korzyści. Mało tego, katecheza w szkole pozbawiona została w istotnym stopniu duchowego wymiaru.
      doceń 21
      • Gość
        01.09.2017 12:22
        I ja uczęszczałem na katechezę w obu formach i zdecydowanie wolałem, gdy była ona wpisana w plan lekcji, gdy nie musiałem biegać w "okienkach", czy spieszyć się by zdążyć do salki, albo do szkoły. Odrobina ucywilizowania, a różnica spora - dla dziecka, które chciało na katechezę uczęszczać i z niej czerpać dobro.
      • KJ
        01.09.2017 12:40
        Odnoszę takie samo wrażenie.
        doceń 12
      • Gość
        01.09.2017 13:34
        Gościu z 12.22: nie wiem, jak było w Twojej diecezji, ale u mnie katechezy przy parafii odbywały się popołudniami, około 16-tej. Więc o żadnym pośpiechu czy "okienkach" nie było mowy. Raz w tygodniu godzina po południu w salce, do której miałem nie więcej niż 10 minut (do szkoły 4 minuty).
        doceń 13
        • JAWA25
          01.09.2017 16:56
          u mnie też (z tym że do parafii bliżej niż do szkoły)
          doceń 10
        • Gość
          01.09.2017 20:22
          Nie wszystkie dzieci mieszkają "10 minut" od salki katechetycznej. Sporo musi dojechać, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i okolicach. Nie jest to łatwe, czasami niemożliwe, zwłaszcza już "około 16-tej". Nie rzucajcie ludziom kłód pod nogi i narzucajcie (znowu) ciężarów, których sami palcem nie dotykacie.
          doceń 3
        • Gość
          02.09.2017 10:13
          Naprawdę są w Polsce kościoły parafialne bardziej odległe niż szkoła podstawowa? Mieszkam w dużym mieście, więc może na wsiach jest inaczej, choć jak myślę o mojej rodzinie z wiosek, to kościół jest zazwyczaj bliżej niż szkoła.
          Nie widzę zresztą powodu, by katechezy nie mogły odbywać się w Kościele w niedziele (protestanckie "szkółki niedzielne") lub w sobotę. Problem rozwiązany, czy nadal widzisz "kłody pod nogami"?
          doceń 13
        • Gość
          03.09.2017 12:45
          Rozwiązany? Gminna parafia, Msze św. niedzielne, jeden ksiądz, kilkanaście klas... udręka dla księdza, dzieci i rodziców - oto Wasze rozwiązywanie problemów... w imię czego chcecie tak ludzi męczyć? W imię pojęcia religijności jako obowiązku kilkugodzinnego klęczenia na grochu?
          doceń 1
        • KJ
          03.09.2017 18:03
          W USA to działa, w Polsce nie może. Jakie to typowe dla nas...
          doceń 11
      • Gość
        03.09.2017 13:07
        Dla mnie katecheza w szkole nie została pozbawiona duchowego wymiaru, a wręcz przeciwnie: publicznie, wszyscy uczniowie, którzy chciel, mogli odmawić modlitwę w szkole, którą zaczynali jeszcze w PRLu. To było symboliczne, w pewnym sensie egzorcyzmujące budynek i samą instytucję szkoły w powojennej Polsce.
        • Gość
          03.09.2017 15:02
          "egzorcyzmujące"? po co to? szkoła jest od wiedzy, nie od wiary
          doceń 12
    • JAWA25
      01.09.2017 18:53
      primo w Peerelu nie było "rozdziału" bo był Urząd ds Wyznań i jeszcze w MSW Departament ds. Wyznań - a gdzie są takie urzędy tam nie ma rozdziału i vice versa (a że "władza ludowa" nazywała to "rozdziałem" powinno być ostrzeżeniem że to kłamstwo, a kłamstw nie powielać)
      secundo - niby czemu to co w Niemczech ma być normą (pośrednictwo państwa w ściąganiu od wiernych opłat na Kościół też w Polsce wprowadzić?).
      A czemu normą nie może coś innego, jak np. USA?
      doceń 12
    • Gość
      01.09.2017 23:08
      Oj wydaje mi się, że te gromadne wymarsze wszystkich uczniów do kościoła na Mszę świętą nie były wyłącznie wyrazem głębokiej wiary niemieckiej młodzieży, ale raczej kwestią wychowania, tzw. pruskiego drylu. Jeśli w tej szkole był taki zwyczaj, że chodziło się do kościoła na rozpoczęcie, czy zakończenie roku szkolnego, to wszyscy szli do kościoła - bo taki panował tam zwyczaj i niemiecki porządek nie przewidywał rezygnacji z wizyty w kościele. Bardzo ciekawe, czy nadal uczniowie tej szkoły grupowo chodzą do kościoła, czy już nie chodzą, albo co gorsze teraz chodzą do meczetu?
      • Gość
        03.09.2017 15:01
        do kościoła można chodzić go zwiedzać, zaś uczestnictwo w obrzędach religijnych jest czymś innym
    • Gość
      02.09.2017 14:25
      Interesuje mnie czy w tej niemieckiej szkole uczniowie nadal gromadnie chodzą do kościoła na różne uroczystości i czy ich udział jest podyktowany głęboką wiarą, czy wynika z tzw. pruskiego drylu i dostosowania się do panujących zwyczajów? Bo może jest tak, że równie ochoczo szkoła uczestniczy w innych uroczystościach, niereligijnych, gdyż taki jest tam obyczaj i znany wszystkim specyficzny niemiecki porządek nie dopuszcza do wyłamania się z owych praktyk , tym bardziej jeśli są kultywowane od wielu lat?
    • Gość
      03.09.2017 11:45
      wystarczyłoby aby rodzice razem wychowywali dzieci w jednym miejscu( czyli nie musieli wyjeżdżać, nie musieli być samotnymi rodzicami, itp)w duchu wiary w której sami żyją i nie byłoby problemu z katechezą, byłaby ona uzupełnieniem tego czym żyje rodzina
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Zobacz także

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół