Ta nasza święta pani

Marta Deka

|

Gość Radomski 04/2013

publikacja 24.01.2013 00:15

Wanda Malczewska w dniu swojej I Komunii św. usłyszała głos Jezusa, który mówił jej, że zawsze będzie do Niego należeć. Tak też się stało.

Ta nasza święta pani

Sługa Boża Wanda Malczewska nie rozstawała się ze swoim modlitewnikiem. Chodziła z nim do chorych, do skłóconych małżeństw i do błądzących. Za przyczyną jej gorliwych, wstawienniczych modlitw chorzy odzyskiwali zdrowie, rodziny się godziły, a wątpiący nawracali. W ubiegłym roku minęło 190 lat od jej urodzin. Z tej okazji w Miejskiej Bibliotece Publicznej otwarto wystawę poświęconą Wandzie Malczewskiej oraz modlitewnikom. – Urodziła się w Radomiu. Możemy być dumni, że taka osoba pochodzi z naszego miasta, ale chyba za mało o niej wiemy – mówi Ilona Michalska-Masiarz, kierownik Działu Promocji Książki i Biblioteki.

Umiłowana duszyczka

Wanda Malczewska urodziła się w Radomiu 15 maja 1822 r. Została ochrzczona w kościele farnym. Tu też w wieku 8 lat przystąpiła do I Komunii św. – Czyli o dwa lata wcześniej, niż wówczas było w zwyczaju. Była bardzo religijnym dzieckiem. Jej biografowie piszą, że w dniu swojej Pierwszej Komunii usłyszała głos Pana Jezusa, że jest szczególnie dla niego umiłowaną duszyczką i zawsze będzie do Niego należeć. Tak też się stało. Nie mogła wstąpić do klasztoru, bo sprzeciwiała się temu rodzina, ale ślubowała żyć w czystości; prowadziła życie na wzór zakonnego i należała do III Zakonu Ojców Marianów – opowiada Ilona Michalska-Masiarz. – Kilkanaście lat spędziła jednak w klasztorze św. Anny w Żytnie. Nie mogła zostać zakonnicą, bo miała już wtedy 50 lat, ale była rezydentką. Dbała o paramenty liturgiczne, haftowała obrusy, szydełkowała. Pomagała też w obsłudze pielgrzymów, bo klasztor znajduje się na pątniczym szlaku do Częstochowy – dodaje. W Radomiu mieszkała do 24. roku życia. Gdy miała kilkanaście lat, zmarła jej matka Maria. Ojciec Stanisław powtórnie ożenił się z Karoliną Bukowiecką, właścicielką Prędocinka. – Wanda nie miała dobrych relacji z macochą. Była traktowana jak służąca, co znosiła zresztą z dużą cierpliwością. Przyjęła to jako krzyż i ofiarowała te cierpienia Panu Jezusowi. Gdy miała 24 lata, przyjechała po nią ciotka Konstancja Siemieńska, która była schorowana i potrzebowała pomocy – zmarł jej mąż, a syn Jacek za granicą studiował medycynę. I tak już do Siemieńskich Wanda przylgnęła. Mieszkała zawsze tam, gdzie oni – mówi pani Ilona. Wanda w każdym miejscu, gdzie przebywała, angażowała się w prace charytatywne. Osoby, którym pomagała, mówiły o niej „nasza święta pani”. Współdziałała z kuzynem Jackiem. On nauczył ją podstaw sztuki lekarskiej, by mogła lepiej opiekować się chorymi. Uczyła też biedne wiejskie dzieci religii, czytania i pisania, historii Polski. Co zdolniejszych przygotowywała do nauki w szkołach średnich. Pierwszą biografię o Wandzie Malczewskiej napisał ks. Grzegorz Augustynik. Zanim wstąpił do seminarium, był wiejskim chłopcem, którego Wanda uczyła. Dzięki jej pomocy poszedł do szkół i został księdzem.

Pusty klęcznik

Ostatnie trzy lata swojego życia spędziła w Parznie koło Bełchatowa. Początkowo zamieszkała z Siemieńskimi w Lubcu. Ale pragnęła dwa razy dziennie być w kościele, na Mszy św. i adoracji. Dowożenie jej 9 km do świątyni było uciążliwe. Na prośbę rodziny miejscowy proboszcz przyjął ją w gościnę. Zamieszkała w domu parafialnym. Pomagała w budowie kościoła, naprawiała bieliznę kościelną, dbała o wystrój ołtarzy, katechizowała, niekiedy zastępowała gospodynię. Podobnie jak w innych miejscach swojego pobytu troszczyła się o chorych i ubogich oraz szerzyła wśród najbiedniejszych edukację. – Ludzie, którzy ją znali, mówili, że nie tyle znajomość medycyny, ale jej gorliwa modlitwa uzdrawiała chorych. Miała niesamowity dar modlitwy wstawienniczej i dar jednania ludzi. Potrafiła pogodzić skłóconych małżonków i zwaśnione rodziny. Słynęła jako mistyczka, wizjonerka, patriotka i opiekunka ludu polskiego – mówi Ilona Michalska-Masiarz i dodaje: – Miała wewnętrzne stygmaty.

Doznawała cierpień szczególnie w okresie Wielkiego Postu. W środy, piątki i soboty między 15.00 a 16.00 odczuwała ból w miejscu ran Jezusa. Zmarła 25 września 1896 r. w powszechnej opinii świętości. Początkowo spoczywała na miejscowym cmentarzu. W 1923 r., wraz z rozszerzaniem się kultu, jej szczątki przeniesiono do krypty kościoła parafialnego. Teraz trwa jej proces beatyfikacyjny. Dziś w dawnej plebanii w Parznie, w której mieszkała Wanda Malczewska, znajduje się jedyne w Polsce Muzeum Polskiego Modlitewnika im. Sługi Bożej Wandy Malczewskiej. Powstało za sprawą emerytowanej farmaceutki Wiesławy Piontek, czcicielki sługi Bożej. Zauważyła ona, że w pokoju, w którym mieszkała Wanda, przed obrazem Chrystusa stał klęcznik. Był pusty, nie było na nim modlitewnika. Zaproponowała, że ofiaruje kilka starych rodzinnych modlitewników, by zachować klimat dawnych modlitw, którymi wypełnione było to pomieszczenie. Dalej sprawy potoczyły się lawinowo. Modlitewniki docierały do Parzna nie tylko z Polski, ale też z zagranicy.

Niemi świadkowie

Miejska Biblioteka Publiczna swą wystawę poświęconą słudze Bożej Wandzie Malczewskiej i modlitewnikom zatytułowała „Habent sua fata libelli” („Mają swoje losy książki”). Znalazło się na niej kilkadziesiąt modlitewników wypożyczonych z Muzeum Polskiego Modlitewnika im. Sługi Bożej Wandy Malczewskiej. Niektóre należały do zesłańców syberyjskich czy popowstaniowych emigrantów, inne wędrowały wraz z armią gen. Andersa w czasie II wojny światowej. Do Parzna trafiło też kilka XIX-wiecznych egzemplarzy z Ukrainy, wśród nich „Modlitewnik wygnańca”, inne są pisane na maszynie, ręcznie oprawione, a pochodzą z okresu stalinowskiego, kiedy były kłopoty z kupieniem czegokolwiek związanego z wiarą katolicką. – Każdy z nich ma swoją historię. Niestety niemą. Możemy się tylko domyślać, że towarzyszyły ludziom w ich życiowych przygodach, trudnościach i radościach. Przeżyły na pewno niejedno. Zresztą ich wygląd o tym świadczy. Niektóre są bardzo zniszczone, zaczytane, jest w nich tajemnicze piękno – mówi Ilona Machalska-Masiarz. Eksponowane modlitewniki są oprawiane w skórę, wytłaczane, z klamrami. To ich zewnętrze piękno. Ale wewnątrz widać ślady ich użytkowania. To cieszy. – Mamy jeden modlitewnik dość stary, bo liczy 100 lat. Jest jak nowy. To smutne, że nie był użytkowany – mówi pani Ilona. Każdy, kto odwiedzi bibliotekę, może zapoznać się z historią powstawania modlitewników. Osobne gabloty poświęcono życiu Wandy Malczewskiej. – I jeszcze jedna ciekawostka. W starych książeczkach do nabożeństwa bardzo często chowają się inne nietypowe druki – święte obrazki. Są one pamiątkami ważnych wydarzeń, czasami pomagają w dotrzymaniu podjętych przyrzeczeń, przypominają o obowiązkach w wierze, o codziennej modlitwie – mówi pani Ilona. Tę wyjątkową wystawę w radomskiej bibliotece przy ul. Piłsudskiego 12 można oglądać do  9 lutego. Grupy zorganizowane proszone są o umawianie się w dziale promocji od 7.30 do 15.30 pod numerem telefonu 48 36287 88. – W Roku Wiary warto zastanowić się, jaką rolę spełniają książki i druk w przekazywaniu i pogłębianiu wiary. Może w tym pomóc wystawa modlitewników. Zapraszam do jej obejrzenia – mówi pani Ilona.•