Wrócili inni

Krystyna Piotrowska

|

Gość Radomski 32/2013

publikacja 08.08.2013 00:15

Wspomnienia z Brazylii. To, że są Polakami, wywoływało entuzjazm. A oni odkrywali na nowo Kościół powszechny i to, że chcą dzielić się radością wiary.

Radomska grupa z ks. Markiem Adamczykiem (z lewej)  w São Paulo Radomska grupa z ks. Markiem Adamczykiem (z lewej) w São Paulo
Archiwum ks. Marka Adamczyka

To było coś niesamowitego, to było odkrycie, że gdzieś, na drugim końcu świata są ludzie z takimi samymi wartościami jak my. I oni też potrzebowali takiego potwierdzenia, że my jesteśmy, że razem jesteśmy siłą i że razem możemy działać – mówią uczestnicy Światowych Dni Młodzieży w Brazylii.

W blasku fajerwerków

W spotkaniu z papieżem Franciszkiem z naszej diecezji uczestniczyło niemal 40 młodych ludzi. Wśród nich piętnastoosobowa grupa wraz z ks. Markiem Adamczykiem, duszpasterzem akademickim. Jak mówią, do domu wrócili już inni, a bagaż doświadczeń, przeżyć i wrażeń jeszcze długo będą rozpakowywać. To, co najbardziej utkwiło im w pamięci i w sercach, to spontaniczność i radość ludzi, którzy ich przyjmowali. Poprzedzający spotkanie z papieżem Tydzień Misyjny był dla nich ważniejszy niż to, co działo się w samym Rio de Janeiro. Były to bezpośrednie spotkania z Kościołem brazylijskim na poziomie parafii z konkretnymi wspólnotami.

– Przyjęto nas w sposób urzekający i imponujący. Przyjechaliśmy o 22.00, a czekało na nas około 300 osób. Wiwatowali, na powitanie zobaczyliśmy sztuczne ognie. Gdy przydzielali nas do poszczególnych rodzin, najpierw proszono konkretną rodzinę, która miała przyjąć gości, a następnie czytano nazwisko tej osoby z Polski, która ma być przez tę rodzinę goszczona. Po wyczytaniu nazwiska wybuchała wrzawa, radość, oklaski. Wydawało nam się, że przyjęcie Polaka przez konkretną osobę to jest jak wygranie losu na loterii – opowiada ks. Marek. Z odmiennością Kościoła brazylijskiego spotykali się niemal każdego dnia. Na przykład zanim odczytano fragment Ewangelii, była ona intronizowana. Młoda Brazylijka tańczyła, unosząc do góry Pismo Święte, a obecni klaskali. Słowa Ewangelii również przyjmowano oklaskami. W grupach polsko-brazylijskich ewangelizowali na ulicach. Na początku byli przerażeni, przeszkodą nie do pokonania wydawała się nieznajomość języka. Później okazało się, że to było jedno z najistotniejszych, najpiękniejszych doświadczeń.

– Chodziliśmy od domu do domu. W pierwszym, do którego poszliśmy, była starsza kobieta, która miała polskie korzenie. Gdy modliliśmy się po polsku, była tak wzruszona, że aż trudno to opisać – wspomina Ania Kazana. Jak wspomina ks. Marek, on, jako kapłan z wieloletnim doświadczeniem, był zdziwiony intensywnością i głębokością relacji, które zostały zawiązane, nie tylko na płaszczyźnie przyjacielskiej, ale na płaszczyźnie wiary. – Europejczycy mają racjonalne, intelektualne podejście do wiary, lecz emocjonalnie jesteśmy trochę upośledzeni. Oni w tym wszystkim są spontaniczni, prości, szczerzy i przyznam, że ten czas bardzo nas odblokował. Potem, gdy zostawaliśmy sami w grupie, to inaczej wyglądały nasze gesty. Nie wiem, na ile będzie to miało charakter trwały, ale to doświadczenie było dla nas niezwykle ważne – dopowiada. W sercu Ani zapisały się szczególnie wspomnienia z Tygodnia Misyjnego: – To w Kurytybie zawiązaliśmy najlepsze znajomości i najściślejsze relacje. Dzięki temu mogliśmy z tą młodzieżą spotykać się jeszcze w Rio de Janeiro.

Papież na żywo

Młodzi ludzie w Brazylii mogli na wyciągnięcie ręki obcować z papieżem Franciszkiem. Nasuwa się pytanie, jak odebrana była tam spontaniczność ojca świętego. Okazuje się, że obserwowano nie tylko zachowanie papieża, ale i reakcje Brazylijczyków oraz Argentyńczyków patrzących na papieża Franciszka. – W Brazylii widać otwartość ludzi, ich pogodę ducha. Kiedy papież przytulał dziewczynę, to w całych sektorach wybuchały spontaniczne brawa. Bo był to sposób bycia Latynosa, a oni we Franciszku widzieli swojego człowieka – Latynosa – mówi ks. Marek. Ale tak naprawdę były to Światowe Dni Młodzieży dwóch papieży. Osoba papieża Benedykta XVI, który modlitewnie towarzyszył wydarzeniom w Brazylii, przypominana była przez papieża Franciszka. Trzeba też pamiętać, że bezpośrednie przygotowania do tego spotkania prowadził Benedykt XVI, on też zaprosił młodzież w Madrycie na spotkanie do Rio de Janeiro. Tak jak teraz zrobił to papież Franciszek, zapraszając młodzież z całego świata do Polski – do Krakowa. Wieść o Krakowie padła, gdy ks. Marek był ze swoją grupą na plaży. – Były krzyk i radość – wspomina Ania. – Byliśmy widoczni, bo mieliśmy przygotowane koszulki, flagi. Zaraz pojawili się fotoreporterzy. Każdy chciał też mieć coś z Polski. Byliśmy rozchwytywani. Kiedy już nie mieliśmy żadnego symbolu polskiego ani flagi, ani wstążeczki, to chcieli chociaż mieć z nami zdjęcie. – Nie zdarzyło mi się i chyba już się nie zdarzy taki moment, kiedy to, że jestem Polakiem, wśród obcokrajowców powoduje entuzjazm – opowiada ks. Marek. – Właściwie cały czas dla większości uczestników tych Dni byliśmy egzotyczni, a przez to i atrakcyjni. Zdarzało się, że ktoś przychodził i pytał, czy może sobie z nami zrobić fotografię. Kiedy się ustawiałem, do zdjęcia wyskakiwały kolejne osoby ze swoimi flagami i takich zdjęć w naszym archiwum jest bardzo, bardzo dużo. Podszedł do mnie Argentyńczyk w metrze i uśmiechając się, zapytał, czy jestem z Polski, i absolutnie łamaną angielszczyzną powiedział: „Jan Paweł II, Polska, Franciszek, Argentyna jeden – jeden”.

Zazdrościli nam biskupa

Radomska grupa z bp. Henrykiem spotkała się dwukrotnie. Raz w czasie Dnia Polskiego w Kurytybie, kolejny raz w Rio, gdy bp Henryk poprowadził jedną z katechez. – Dla Brazylijczyków ogromnym zaskoczeniem była obecność bp. Henryka Tomasika przy naszej grupie. Wielokrotnie powtarzali, że nie mają kontaktu ze swoimi biskupami. Zazdrościli nam, że my możemy rozmawiać z naszym biskupem, robić sobie z nim zdjęcia. Gdy dowiedzieli się, że to jest biskup, który w Polsce zajmuje się Światowymi Dniami Młodzieży, to wtedy dopiero była zazdrość! – opowiada Ania. Jak powiedział nasz ordynariusz w rozmowie z Radiem Plus Radom, Światowe Dni Młodzieży w Krakowie będą ogromną szansą duszpasterską dla Polski. Będziemy mogli pokazać światu, młodzieży całego świata polską gościnność, polską kulturę, piękną Polskę. Możemy zaprezentować nasze duszpasterstwo młodzieży, nasz folklor, nasze zwyczaje, naszą piękną polską tradycję. – W Brazylii doświadczaliśmy tego kontaktu z młodzieżą z różnych krajów, z księżmi biskupami, kapłanami, odkryliśmy jakby na nowo Kościół powszechny. Ten Światowy Dzień Młodzieży przyniósł posłanie ojca świętego: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię!”. Myślę, że Światowy Dzień Młodzieży w Krakowie będzie kontynuacją tego wielkiego przesłania – mówił ordynariusz.

Co w nich pozostało

– Zobaczyłem, co nas cieszy. Zaczęliśmy cieszyć się drobnymi rzeczami, które zwykle nie są zauważane. Te wspomnienia będą mi towarzyszyły do końca życia – mówi Marcin Skwarek. Michał Walczyna, jadąc do Rio, miał bardzo dużo intencji własnych i powierzonych. Chciał, aby po powrocie jego życie odwróciło się o 180 stopni. – I mogę powiedzieć, że już w trakcie przebywania w Brazylii moje życie zaczęło się zmieniać – mówi. Zmiany na korzyść w swoim życiu widzi też Ania i będzie się starała je pielęgnować. Są to: otwarcie się na ludzi i śmiałość w okazywaniu emocji. – Chciałabym pielęgnować w sobie słowa papieża Franciszka, który powiedział, że mamy dawać świadectwo nie tylko w tym najbliższym środowisku, ale na szerszą skalę; że to, co przeżyliśmy w Brazylii, nie ma być zamknięte tylko dla nas, dla naszych bliskich, to ma być szerzej pokazane. Na podstawie tego, co zobaczyłam, chciałabym przygotować się do następnych Światowych Dni Młodzieży. – Doświadczyłam czegoś wielkiego – mówi Ania Pastuszka. – Zauważyłam, że więcej radości jest w dawaniu niż w braniu. To także dotyczy wiary. Odrzuciłam wszystkie lęki, czuję radość i entuzjazm. Chciałabym przekazać to w swoim środowisku. – Mam nadzieję, że w tych wszystkich młodych ludziach, którzy byli w Brazylii, pozostanie właśnie taki element wiary, która jest uśmiechnięta, radosna. Ci, którzy z nami byli, już teraz mówią o Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie. Mają jakieś plany, jest takie wyraźne zobowiązanie do wolontariatu, do pracy. To spotkanie w Krakowie jest niesamowitym darem, możliwością ewangelizacji – nie tylko innych narodów, ale środowiska młodych Polaków, i to jest potencjalnie szansa, której nie można przecenić – podsumowuje ks. Marek.