To trudności są drogą

Marta Deka, ks. Zbigniew Niemirski

|

Gość Radomski 32/2019

publikacja 08.08.2019 00:00

Mówią, że w ich wędrowaniu ważne są słowa Psalmu 128: „Szczęśliwy człowiek, który służy Panu i chodzi Jego drogami”. – My staramy się chodzić drogami Pańskimi – zapewniają Beata i Marek Sokołowscy z Szydłowca.

▲	Krzyż przed pensjonatem w Bawarii. ▲ Krzyż przed pensjonatem w Bawarii.
Marek Sokołowski

Ona – matematyk pracujący z młodzieżą, on – przedsiębiorca i samorządowiec. Od kilku lat przemierzają kolejne odcinki Camino do grobu apostoła św. Jakuba Starszego w hiszpańskim Santiago de Compostela. Już tam byli. Kolejny raz – jak planują – dotrą do Santiago w Świętym Roku Jakubowym 2027. To wędrówka, która etapami potrwa kilka lat. Podczas niej spotykają Boga Stwórcę, ale także piękno Jego stworzenia.

Tak to się zaczęło

Do położonego w hiszpańskiej Galicii Santiago de Compostela, gdzie – według tradycji – znajduje się grób św. Jakuba, pielgrzymi zmierzają od ponad tysiąca lat. – Różnymi drogami rozsianymi po całej Europie wędrowało w szczytowym okresie średniowiecza nawet do miliona pielgrzymów. Rozbicie jedności chrześcijaństwa i jedności Europy spowodowało spadek ruchu pielgrzymkowego i ograniczenie liczby compostelańskich pątników. Wydawało się, że ten zwyczaj już nie odżyje, a jednak pielgrzymi do Santiago znów zmierzają przez Europę. Współcześnie tę wielowiekową tradycję ożywił na nowo syn polskiego narodu – papież św. Jan Paweł II, który w listopadzie 1982 r. ogłosił w katedrze w Santiago Akt Europejski. Apelował w nim, aby Europa „odnalazła siebie, odkryła swoje początki, tchnęła życie w swoje korzenie”. Nawoływał do jedności Europy i jej uznania dla Boga, dla dziedzictwa religii. To wciąż aktualne przesłanie zrodziło na nowo zainteresowanie pielgrzymowaniem do miasta św. Jakuba – mówi M. Sokołowski.

Nadal odtwarzane są drogi jakubowe. Ukazują się przewodniki i – przy wsparciu pieniędzy unijnych – znakuje się trasy i tworzy schroniska, zwane z hiszpańska albergami. – Naszą przygodę pielgrzymów św. Jakuba rozpoczęliśmy w pierwszej połowie 2016 r. w Polsce. Wraz z członkami Konfraterni Świętego Apostoła Jakuba Starszego, zawiązanej przy katedrze Wojska Polskiego w Warszawie, przeszliśmy weekendowo odcinek ich drogi z Warszawy do Krakowa. Następnie – na przełomie 2016 i 2017 r. – odcinek z Wyszogrodu do Kalisza. Korzystając z wakacji, odważyliśmy się na długodystansowy, bo liczący 465 km, marsz centralnym szlakiem portugalskim z Fatimy do Santiago – mówią państwo Sokołowscy. Po tym wyjątkowym doświadczeniu małżonkowie postanowili spróbować czegoś, co stało u początku wędrówek do Santiago – wyjść na pielgrzymi szlak z własnego domu. – To ideał, ale nie każdy może pozwolić sobie na tak długą przerwę w działalności zawodowej, dlatego skazani jesteśmy na etapowość. Wychodzimy z jakiegoś miejsca. Dochodzimy do wyznaczonego celu. I od niego ruszamy w roku następnym – wyjaśnia pan Marek i podkreśla przy tym, że – według opracowań biura w Santiago – w latach 2004–2017 całą trasę za jednym razem udało się pokonać 316 osobom z Polski. Niektórzy zrobili to na rowerach. Swoje etapowe Camino państwo Sokołowscy rozpoczęli od przejścia polskimi szlakami aż do Zgorzelca. W kolejnym roku pielgrzymowali do św. Jakuba po ziemiach św. Wacława, a więc przez Czechy (to było w roku ubiegłym). Doszli do Krumlova, miasteczka leżącego w pobliżu granic czeskiej, austriackiej i niemieckiej.

Budzili zaciekawienie

W tym roku małżonkowie z Szydłowca szli jakubowym szlakiem przez dwa tygodnie. W sumie pokonali około 460 km – z czeskiego Krumlova do południowoniemieckiego Weilheim in Oberbayern. Stąd w 2020 r. planują pójść do Szwajcarii. – Jeśli chodzi o samą trasę, dużych zaskoczeń nie było, ponieważ przygotowywaliśmy się do wędrówki. Sprawdzaliśmy, jak to będzie. Pierwsza część była bardziej pagórkowata, ze sporą liczbą podejść. Średnio szliśmy około 32 km dziennie. To duży wysiłek fizyczny. Na noclegi przychodziliśmy zmęczeni. Obyło się bez asfaltówek, ale były bąble – opowiada pani Beata. W przeciwieństwie do Hiszpanii, w krajach, przez które wędrowali teraz, nie ma albergów, czyli schronisk przeznaczonych dla pielgrzymów. Trzeba sobie szukać noclegów. Właściwie nie spotykali innych pielgrzymów, ale doświadczyli wielkiej życzliwości i gościnności. – Często pozdrawialiśmy osoby uprawiające sport, biegaczy, rowerzystów. Budziliśmy zaciekawienie. Mieliśmy proporce, które dawaliśmy pytającym, kim jesteśmy. Często na noclegach opowiadaliśmy, co robimy, dokąd idziemy. W Niemczech na przykład w jednej z miejscowości zagadnął nas mężczyzna, który wyszedł z psem na spacer. Podciągnął nogawkę i pokazał tatuaż z muszlą jakubową. On kiedyś był na Camino. Zaprowadził nas na nocleg – wspomina pan Marek.

Szydłowieckich pielgrzymów mile zaskoczyła manifestowana religijność. – Przypomina mi się na przykład przydrożny krzyż, przystrojony świeżymi kwiatami. Ktoś musi przecież o nie systematycznie dbać – mówi pani Beata, a pan Marek dodaje: – Austria i Bawaria otwarcie przyznają się do wiary. Mija się mnóstwo zadbanych kapliczek i krzyży. W urzędach wiszą krucyfiksy. W biurach czy w sklepach witają, mówiąc: „Grüß Gott” (Szczęść Boże). Na witaczach w miejscowościach podane są godziny Mszy św. 90 proc. kościołów jest otwartych, a w nich – rozłożone modlitewniki i śpiewniki. Praktycznie w każdej świątyni są księgi, w których na dany dzień są wspomnienia o zmarłych parafianach. Państwo Sokołowscy podkreślają specyfikę Camino. To wędrowanie różni się od dobrze znanych nam pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. – Camino odbywa się zwykle w samotności lub małej grupie. To wymaga samoorganizacji. Pielgrzym jakubowy musi sobie radzić sam. Na szlaku nie ma taksówek. Gdy są kłopoty, trzeba iść dalej. Nie ma cackania się ze sobą – wyjaśnia pan Marek. Również duchowy plan dnia pielgrzym organizuje sobie sam. – Zaczynaliśmy rano od krótkiej jutrzni. Później był czas i na Różaniec, i na Koronkę do Bożego Miłosierdzia, a także na „Anioł Pański” – wylicza B. Sokołowska. Po drodze odwiedzali kościoły, a w niektórych – zarówno w Czechach, jak i następnych krajach – uczestniczyli w Mszach Świętych.

Życie nie jest snem

Rytm kilkunastu dni marszu łączy w sobie zmaganie z bólem i trudnościami z przeżyciami duchowymi, które w sumie – jak podkreślają małżonkowie – przemieniają człowieka. – Coraz bardziej rozumie się sens sentencji, która jest nieoficjalnym manifestem wyjaśniającym fenomen Camino: „To nie Droga jest trudnością, to trudności są Drogą”. Pielgrzymowanie jest wpisane w istotę człowieka i w powołanie chrześcijańskie. Ludzie pielgrzymowali od niepamiętnych czasów i nurt tej pielgrzymki przez Europę budował także tożsamość europejską. Na Camino otwierają się oczy, że życie nie jest jakimś lajtowym snem, ale przezwyciężaniem pewnych trudności, czasami bólu. Musimy po prostu budować wytrwałość, męstwo, które pozwalają trwać na drodze, iść dalej. To rodzi zaufanie do Pana Boga. Pomaga dostrzec to wszystko, co jest darem. Mamy słońce, mamy co zjeść, możemy się umyć, możemy się napić wody, doświadczamy ludzkiej pomocy – wylicza pan Marek. Dla obojga Camino jest też budowaniem jedności małżeńskiej. – Na pewno to łączy, bo mamy wspólne przeżycia, wspólne doświadczenia dnia, drogi, którą pokonujemy. Nosimy wspólne brzemiona. Każdy ma też swoje przemyślenia, „przemodlenia” i później możemy się tym podzielić ze sobą – tłumaczy pani Beata.

Dziennik z Camino

Swoimi doświadczeniami i przemyśleniami pielgrzymi dzielili się na bieżąco na Facebooku. Zamieszczali tam też zdjęcia z wędrówki i spontaniczne modlitwy, jak na przykład ta: „Panie, niech spotkania z Tobą rozświetlają moje życie. Ty jesteś serdecznym mostem nad przepastną ciemną doliną, przez którą idę. Ucz mnie, Panie, dobroci serca, ucz dostrzegania innych ludzi, ucz zainteresowania i troski. By powstawała serdeczna więź i sieć prawdziwych relacji, w których Ty jesteś obecny ze swoją prawdą i miłością”. Na koniec napisali: „Kończymy tegoroczny etap pielgrzymki drogą św. Jakuba Starszego. Pozostawiamy Bogu intencje drogi i podziękowania za ten niezwykły czas pielgrzymowania. Zabieramy ze sobą mnóstwo dobra, bogactwo przeżyć, przemyśleń, wrażeń i wiele treści do refleksji”.•