Tu Maryja przyjmuje swoje dzieci

Marta Deka

|

Gość Radomski 33/2019

publikacja 15.08.2019 00:00

W sanktuarium NMP Królowej Różańca Świętego w Wysokim Kole od XVII w. znajduje się cudowny obraz Matki Bożej. 18 sierpnia przypada 45. rocznica jego koronacji. Parafia świętuje też 580-lecie istnienia.

▲	Apostolat Margaretka modli się za ks. Szymona Muchę. ▲ Apostolat Margaretka modli się za ks. Szymona Muchę.
Marta Deka /FOTO GOŚĆ

Pierwotny kościół zbudowano w Regowie około 1390 roku. Parafię erygował w 1439 r. biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki. Na terenie parafii w latach 1637–1681 powstały kościół pw. Świętego Krzyża i klasztor dominikański. Zakonnicy przebywali w Wysokim Kole prawie 200 lat. Po kasacie zakonu zamieszkali tu franciszkanie reformaci. Pod koniec XIX w. do zabudowań poklasztornych przeniósł się proboszcz Regowa i odtąd nabożeństwa sprawowane były w Wysokim Kole.

Przymusowa peregrynacja

W sanktuarium po prawej stronie ołtarza na piętrze znajduje się kaplica Matki Bożej. Prowadzą do niej schody. To tu znajduje się cudowny obraz. Według klasztornych źródeł miała go przywieźć z Moskwy do Lwowa ok. 1667 r. Marianna Kalinowska, żona cześnika czerwonogrodzkiego. Wizerunek Madonny podarowała swojemu krewnemu Antoniemu Krzysztofowi Bębnowskiemu, który przez klika lat przechowywał go w Zarudziu, dzisiaj Zarzeczu, koło Zamościa. Po powrocie z wyprawy wiedeńskiej A. Bębnowski 6 lipca 1684 r. przekazał obraz do kościoła w Wysokim Kole. Od tego czasu pielgrzymi przybywający do sanktuarium otrzymują wiele łask. – Nie są znane dokładny czas powstania cudownego obrazu Matki Bożej Wysokolskiej ani miejsce jego pochodzenia. Był malowany techniką olejną na desce lipowej. Przedstawia Madonnę z Dzieciątkiem na ręku (typ Hodegetrii). Madonna podtrzymuje Jezusa na lewym przedramieniu, podczas gdy w prawej ręce, zgiętej w łokciu, trzyma delikatnie w dwóch palcach gałązkę z kwiatem róży i pąkiem. Prawdopodobnie obraz jest pochodzenia zachodniego, techniki malarskiej holenderskiej, datowany przynajmniej na wiek XVII – wyjaśnia ks. Michał Krawczyk, historyk sztuki.

W czasie II wojny światowej obraz został wywieziony z Wysokiego Koła. Była późna jesień 1944 roku. Zbliżała się linia frontu. Proboszcz ks. Leon Figarski podjął decyzję o wyjeździe z Wysokiego Koła. Był on historykiem amatorem i archiwistą. Przyczynił się do rozszerzenia kultu obrazu Matki Bożej i wydobycia z niepamięci wysokolskiego sanktuarium, spowodowanej m.in. kasatą zakonu dominikanów. – Ksiądz Figarski chciał uchronić to, co można. Zabrał cenniejsze szaty, naczynia liturgiczne, księgi. Spakował to wszystko w walizki. Poprosił Niemców o wynajęcie wagonu i zabrał, oczywiście, obraz Matki Bożej. Chciał udać się do swojej rodzinnej parafii w Jastrzębiu, do domu brata Stefana w Woli Lipienieckiej Dużej. Po drodze do wagonu dosiadło się jeszcze kilkanaście osób. W Pionkach pociąg został ostrzelany z samolotu przez wojska radzieckie. Jedna z kul trafiła niżej w wagon, którym jechali, druga przebiła dach i rozprysnęła się na kawałki wewnątrz wagonu. W walizce z kielichami też utkwił pocisk. Nikt z ludzi nie ucierpiał. Ksiądz Figarski wspominał, że uznano to za wydarzenie cudowne. Twierdził: „Bo za moimi plecami stał obraz Matki Bożej z Wysokiego Koła”. On sam osłaniał go swoim ciałem. Pociąg się zatrzymał, ludzie wybiegli z wagonów, chowali się za nasyp, bojąc się dalszych ataków. A Rosjanie odlecieli na wschód, bo uważali, że pociąg jest zepsuty – opowiada historyk ks. prał. Albert Warso, kapłan z naszej diecezji pracujący w watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.

Ksiądz Figarski przywiózł obraz do domu swojego brata i tam przebywał do 22 stycznia 1945 roku. – Co ciekawe, co wieczór – nie było wtedy jeszcze w Polsce „instytucji” Apelu Jasnogórskiego – domownicy, goście i okoliczni mieszkańcy przychodzili, aby modlić się przed cudownym obrazem Matki Bożej. W styczniu 1945 r. ks. Figarski z obrazem powrócił do Wysokiego Koła. To taka mało znana peregrynacja cudownego wizerunku w sytuacjach wojennych i chyba jedyna w dziejach, kiedy obraz opuścił sanktuarium i udał się w przymusową peregrynację – mówi ks. Warso.

Korony i kradzież

W czasie wojny, w latach 1940–1944, w Wysokim Kole przebywał szukający schronienia ks. Jan Czerniak, młody kapłan z Wielkopolski. – Udał się tutaj za radą bp. Jana Kantego Lorka. Zresztą wtedy Kuria Diecezjalna w Sandomierzu rozsyłała księży przybywających z terenów Kraju Warty po diecezji. W sanktuarium pomagał ks. Figarskiemu. Podczas pobytu bardzo ciężko zachorował. Lekarze orzekli zbliżającą się śmierć. Wtedy ks. Czerniak i parafianie, którzy lubili swojego duszpasterza, modlili się o łaskę uzdrowienia. Łaskę tę otrzymał. Stał się propagatorem kultu obrazu Matki Bożej. Przyjeżdżał co roku do Wysokiego Koła. Po latach ks. Czerniak został biskupem pomocniczym w Gnieźnie. I jako biskup gnieźnieński rozpoczął starania o koronację obrazu Matki Bożej, oczywiście za zgodą bp. Piotra Gołębiowskiego, ówczesnego administratora apostolskiego diecezji sandomierskiej – mówi ks. Warso.

Koronacja cudownego wizerunku koronami papieskimi odbyła się 18 sierpnia 1974 r. i była wielkim wydarzeniem. – Wpisywała się w cały maryjny program rządzenia diecezją przez sługę Bożego bp. Gołębiowskiego – mówi ks. Warso. Uroczystości przewodniczył kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski. Współkoronatorami byli bp Gołębiowski i bp Czerniak. Korony w procesji niósł wieloletni proboszcz, wtedy już emeryt, ks. Figarski. W uroczystości wzięli udział biskupi, kapłani, przedstawiciele zgromadzeń zakonnych i rzesza wiernych. We wrześniu 2003 r. korony z cudownego wizerunku zostały skradzione. Nowe pobłogosławił w Rzymie Jan Paweł II. Uroczystości rekoronacyjne odbyły się 22 lipca 2004 roku.

Kościół nasiąknięty modlitwą

Główne uroczystości dla uczczenia 45. rocznicy koronacji cudownego wizerunku odbędą się w pierwszą sobotę października, kiedy od lat do Wysokiego Koła przybywają członkowie kół Żywego Różańca z całej diecezji. To największa pielgrzymka, bo uczestniczy w niej około 5 tys. osób, ale nie jedyna. W 3. sobotę czerwca przybywa tu Apostolat Margaretka, czyli ci, którzy modlą się za kapłanów. W ostatnią sobotę sierpnia swoją pracę powierzają MB Wysokolskiej strażacy. Spotkania chorych odbywają się w sobotę po 18 sierpnia. Od ponad 20 lat we wrześniu pielgrzymują tu pieszo mieszkańcy Kozienic, od kilku lat jest pielgrzymka piesza z Zajezierza, do której dołącza się Sieciechów. Ostatnio w sanktuarium kończą Ekstremalną Drogę Krzyżową ci, którzy wyruszają ze Zwolenia, Góry Puławskiej i Janowca. Do sanktuarium przyjeżdżają też indywidualni pielgrzymi, zarówno z okolicznych parafii, jak i bardziej odległych miejsc.

– Mieści się ono przy starej trasie z Warszawy do Kazimierza nad Wisłą. Wielu warszawiaków zatrzymuje się u nas, ilekroć tam jadą. Mówią, że tu jest ich miejsce i są nim zauroczeni. Pamiętajmy, że tu niemal 200 lat byli dominikanie i ten kościół jest nasiąknięty modlitwą pielgrzymów – mówi ks. Szymon Mucha, proboszcz parafii i kustosz sanktuarium. Przybywający pątnicy proszą o modlitwę. Tych próśb jest dużo, dlatego w drugą sobotę miesiąca o godz. 17 sprawowana jest Msza św., podczas której powierzane są intencje pielgrzymów. – Modliliśmy się o zdrowie dla pani chorej na raka. Lekarze rozkładali ręce. Mówili, że już niewiele mogą pomóc. Ostatnio przyszli ci, którzy prosili o Mszę św. Mieli łzy w oczach, bo lekarze powiedzieli, że już nie potrzeba chemii i sami nie wiedzą, jak to się stało. Poprosili o Mszę św. dziękczynną za łaskę uzdrowienia. Uważają, że ją tutaj wyprosili. Co jakiś czas pojawiają się kolejne wota, które ludzie przynoszą, by podziękować Matce Bożej za otrzymane łaski. Zostawiają je anonimowo. Proszę, by napisali przynajmniej, za co dziękują – mówi kustosz. – Zapraszam do sanktuarium NMP Królowej Różańca Świętego, gdzie Maryja ma swój pokoik – na górze w kaplicy. Trzeba wejść po schodach i tam Matka Boża przyjmuje wszystkie swoje dzieci, udziela im łask, przede wszystkim wysłuchuje. Zapraszam, by tutaj na chwilę uklęknąć, popatrzeć na Jej piękne oblicze, piękne oczy, które są wpatrzone w każdego pielgrzyma, i wypowiedzieć to wszystko, co leży na sercu, a Ona to wszystko zrozumie, przyjmie i powie o tym swojemu Synowi – zapewnia ks. Mucha.