Nowy duch i nowa radość

Marta Deka

|

Gość Radomski 46/2019

publikacja 14.11.2019 00:00

Zespół Jak Najbardziej tworzy 8 księży. Ich drogi życiowe zeszły się w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu. To właśnie tam postanowili wykorzystać swoje talenty, by chwalić Pana Boga poprzez muzykę.

W skład zespołu wchodzą od lewej: ks. Krzysztof Kołtunowicz z parafii  św. Stefana w Radomiu (bas, wokal), ks. Mateusz Nowak z parafii Matki Bożej Miłosierdzia w Skarżysku- -Kamiennej (wokal), ks. Kamil Kowalski z parafii  św. Stefana w Radomiu (gitara akustyczna, wokal), ks. Piotr Gruszka z parafii Chrystusa Króla w Radomiu (klawisze, wokal),  ks. Łukasz Bociek z parafia  bł. Annuarity w Radomiu (wokal), ks. Łukasz Madej z parafii św. Jadwigi Królowej w Radomiu, który zajmuje się sprawami technicznymi.... W skład zespołu wchodzą od lewej: ks. Krzysztof Kołtunowicz z parafii św. Stefana w Radomiu (bas, wokal), ks. Mateusz Nowak z parafii Matki Bożej Miłosierdzia w Skarżysku- -Kamiennej (wokal), ks. Kamil Kowalski z parafii św. Stefana w Radomiu (gitara akustyczna, wokal), ks. Piotr Gruszka z parafii Chrystusa Króla w Radomiu (klawisze, wokal), ks. Łukasz Bociek z parafia bł. Annuarity w Radomiu (wokal), ks. Łukasz Madej z parafii św. Jadwigi Królowej w Radomiu, który zajmuje się sprawami technicznymi....
Marta Deka

Wszystko zaczęło się od alumnów Krzysztofa Kołtunowicza, Mateusza Nowaka i Mateusza Czernika, którzy stworzyli zespół AXE. Chcieli wykorzystać swój wolny czas i rozwijać talenty. Jak mówią, inni grali w piłkę, a oni muzykowali.

Dołączył do nich Piotr Gruszka, który wcześniej grał w zespole kleryckim Neum Adonai. To był rok 2013. Zastanawiali się nad nazwą zespołu. – Spotykaliśmy się w studiu w seminarium. Gdy rozmawialiśmy, często powtarzaliśmy słowa „jak najbardziej”. „Jak najbardziej taki układ, jak najbardziej teraz gramy”. I to powiedzonko weszło nam w krew. Ktoś rzucił, że może niech będzie Jak Najbardziej. Jak najbardziej chcemy działać, śpiewać oraz przyprowadzać siebie i innych do Pana Boga – wyjaśnia ks. M. Nowak.

Wszystkich błogosławimy

Początkowo alumni grali tylko podczas uroczystości w seminarium. Z czasem zespół się rozrastał, zmieniał się jego skład. W 2015 roku ukazała się pierwsza płyta. Alumni zaczęli wyjeżdżać z koncertami do różnych parafii. To była okazja do tego, by opowiadać o swoim powołaniu. Pierwszy duży koncert dali podczas festynu parafialnego w Jedlni Kościelnej, a taki profesjonalny, ze światłami i nagłośnieniem – 22 listopada na św. Cecylię w Starachowicach. Tam nawiązali współpracę z obecnym menedżerem Łukaszem Gołdą.

Później, jak przyznają muzykujący księża, był czas posuchy. Gdy ks. P. Gruszka został wyświęcony, nie grali zbyt dużo. – Zabrakło nam wtedy baterii. Piotr był osobą, która wszystko organizowała. Miał pomysły. Zostaliśmy trochę jak owce bez pasterza – mówi ks. Kołtunowicz. Wszystko zmieniło się, gdy zostali wyświęceni pozostali członkowie zespołu. W wakacje zdecydowali, że będą nadal koncertować. Dołączyli do nich ks. Kamil Kowalski i ks. Łukasz Bociek. – Wszystko nam mówiło, że warto na nowo grać. Wszyscy mieliśmy wolne we wtorki. Wtedy mogliśmy się spotykać na próbach. Parafie, które dostaliśmy, nie były od siebie zbyt odległe – tłumaczy ks. M. Czernik.

Wyjazdy na koncerty zdarzały się coraz częściej, dlatego muzykujący księża dziękują swoim proboszczom za życzliwość i umożliwienie kontynuowania tego dzieła. Myśleli też nad zmianą formuły swoich występów. Zdecydowali, że będą ewangelizacyjne i uwielbieniowe. – Na próbach rozmawialiśmy o naszych koncertach i cały czas zastanawialiśmy się, jak wykorzystać fakt, że jesteśmy kapłanami. Więc wymyśliliśmy, że będziemy masowo omadlać ludzi. Będziemy śpiewać z nimi, uczyć ich piosenek i uwielbiać Pana Boga, choć sami się tego wciąż uczymy. I będziemy im dawać to, co sami dostaliśmy za darmo od Kościoła, czyli łaskę kapłaństwa. Dlatego błogosławimy – wyjaśnia ks. Bociek.

Księża zdecydowali, że na koniec koncertu kto będzie chciał, podejdzie do nich po indywidualne błogosławieństwo. Teraz wygląda to trochę inaczej. Część z nich jeszcze śpiewa uwielbieniową pieśń, a część schodzi ze sceny i błogosławi wraz z kapłanami, którzy akurat są na koncercie. – W ludziach, którzy do nas podchodzą, widać ogromną wdzięczność. Oni nie wstydzą się patrzeć nam w oczy i tworzy się wtedy bliskość. Często się wzruszają. I nas też to wzrusza. Chcemy promować radosne kapłaństwo, bo ono takie jest. Chcemy je tak pokazywać. Kapłaństwo jest radosne. Jeżeli ktoś nie widział radosnego kapłana, to zapraszamy do nas – zachęca do udziału w koncertach ks. Bociek.

Małe cuda

W tym roku do zespołu dołączył ks. Piotr Nojek. – Gram na gitarze elektrycznej. Ale zanim ktokolwiek się odezwał z zespołu, trafiła mi się niesamowita gratka. Mogłem kupić gitarę elektryczną razem ze wzmacniaczem za małe pieniądze. Zastanawiałem się, do czego mi to właściwie będzie potrzebne. Ale pomyślałem, że taka okazja może się już nie powtórzyć, więc ją kupiłem. Minęło 5 dni, Piotrek i Mateusz się odezwali, że może bym przyjechał na próbę, wsparł ich. Mówili, żebym zabrał gitarę. Pytali, jaką mam. Odpowiedziałem, że teraz i akustyczną, i elektryczną. Powiedzieli, żebym zabrał elektryczną. To jest też chyba takie niesamowicie opatrznościowe działanie Pana Boga w tym wszystkim, bo jakbym nie kupił, to pewnie by się nie odezwali – opowiada z uśmiechem
ks. Nojek.

Księża na swej drodze spotkali wiele osób, które ich wsparły. Musieli oddać sprzęt, z którego korzystali jako klerycy. – By grać na wyższym poziomie, potrzebowaliśmy dobrego sprzętu. Jest takie powiedzenie, że co się nie dogra, to się dowygląda, ale sutanna wszystkiego nie załatwi. Potrzebowaliśmy bardziej profesjonalnego sprzętu – mówi ks. Kołtunowicz. I znalazł się ktoś, kto im go ufundował. Wtedy do zespołu dołączył ks. Łukasz Madej, spec od spraw technicznych. – Zajmuję się tym, żeby im się dobrze grało. Najczęściej noszę walizki, podłączam kable, robię nagrania, czasami montuję, zamawiam, gdy czegoś brakuje czy coś się popsuło. Czasami jest tak, że chłopaki dobrze śpiewają i grają, ale źle to słychać. I to jest moja rola, by w trakcie koncertu reagować – tłumaczy ks. Łukasz.

Księża wspominają też swój występ na Międzynarodowym Festiwalu „Alleluja, czyli Happy Day”, który odbył się w Kielcach. By mogli wziąć w nim udział, musieli wysłać swoje nagrania. Zrobili je w studiu Michała Pastuszki pod Kielcami. – To jest człowiek bardzo wierzący, wrażliwy i pokorny. W studiu wisiał staroegipski krzyż anch, uważany za magiczny amulet i talizman. Zastanawialiśmy się, co z nim zrobić. Modliliśmy się. Postanowiliśmy kupić mu krzyż benedyktyński. Na koniec nagrania poprosił nas, byśmy poświęcili mu studio. Zgodziliśmy się z radością. Zapytaliśmy, czy możemy zabrać wiszący na ścianie staroegipski krzyż, nie ukrywaliśmy, że go zniszczymy, a w zamian damy nowy. Wtedy powiedział nam, że od wielu lat marzył, by go ktoś zdjął. Sam tego nie zrobił, bo powiesili go chłopaki z zespołu, w którym grał, a on nie chciał ich urazić. Połamałem go osobiście – opowiada ks. Bociek.

Prostują ścieżki

Księża koncertowali w kilkudziesięciu miejscach, nie tylko w diecezji. – Podczas koncertów gramy głównie pieśni uwielbieniowe. Korzystamy ze znanych już utworów, ale od jakiegoś czasu myślimy, by wydać autorską płytę. Piszemy teksty, komponujemy, wymyślamy aranżacje – mówi ks. Kowalski. – Tymi występami interesują się nasze rodziny. Pytają, gdzie nas można usłyszeć czy obejrzeć nasz koncert w internecie. Dla nas ważne jest, że na nasze koncerty przychodzą grupy, które działają przy parafiach. Razem się z nami modlą. Przez swoją obecność wspierają nas – dodaje.

Do muzykujących księży docierają też informacje, że po ich występach ludzie zmieniają swoje życie. – Po jednym z koncertów uwielbienia pytałem młodych ze Starachowic, co im się rzuca najpierw w oczy, gdy widzą nas na scenie. Odpowiedzieli, że przede wszystkim to, że jesteśmy razem i jesteśmy radośni – mówi ks. Gruszka i wspomina dziewczynę, która miała pogmatwane relacje rodzinne: – Siostra ją wyciągnęła na nasz koncert. Nie chciała iść, nie chodziła do kościoła. Potem powiedziała, że w pewnym momencie – gdy Łukasz wyciągnął różaniec i powiedział, że jak się trzyma różaniec w ręku, to jakby się trzymało Maryję za rękę – wszystko się w jej życiu odwróciło. Poszła na Eucharystię, do spowiedzi. Śpiewa w scholi, weszła do wspólnoty oazowej i zaczęła ewangelizować swoich rodziców.

– Dla mnie niesamowitym świadectwem jest to, jak się otwierają mężczyźni podczas naszych koncertów na festynach parafialnych – mówi ks. Bociek. – Dorośli faceci zaczynają podnosić ręce, zamykają oczy, próbują się modlić. Idą za tym, co proponujemy. Najpiękniejszy dla mnie jest obrazek, jak ich dzieci na to patrzą. Wydaje mi się, że nie ma nic mocniejszego dla tych dzieciaków, niż modlący się rodzice, zwłaszcza ojciec – dodaje. Ksiądz Bociek wspomina też świadectwo młodej animatorki oazowej, która była na ich koncercie uwielbienia w seminarium na początek Wielkiego Postu. Opowiadała mu, że chciała zrezygnować z animatorstwa, a po tym koncercie wszedł w nią nowy duch, nowa radość. Bardzo mocno zaangażowała się w formację swoich podopiecznych. – I to jest dla mnie cud. Pan Bóg niesie przez nas nadzieję. Wlewa nowe siły ludziom, którzy może już się nie spodziewali, że coś takiego może się stać. I to jest piękne – przyznaje kapłan.

Jak Najbardziej zagra już 18 listopada w sanktuarium MB Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej i 8 grudnia w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Opocznie, ale można będzie ich też usłyszeć 30 listopada i 13 grudnia w Warszawie. O nadchodzących koncertach zespół informuje na swojej stronie internetowej: www.jaknajbardziej.pl, którą prowadzi Artur Molendowski.

W każdy 3. wtorek miesiąca w parafii pw. św. Rafała Kalinowskiego w Radomiu przy ul. Kwiatkowskiego 104 od września tego roku członkowie zespołu zapraszają kapłanów z całej diecezji do adoracji Najświętszego Sakramentu. Wtedy muzyka jest tylko dodatkiem. Najważniejsze jest zgromadzenie się wokół Chrystusa. Dla księży, którzy występują w zespole, istotne są koncerty, bo mogą podczas nich przybliżać wiernym Pana Boga, ale liczy się też wspólnota, którą stworzyli. Czasem nie jest łatwo, bo mają różne charaktery, ale podczas prób mogą dzielić się swoimi radościami i troskami. Po prostu razem być.