Animator powinien być jak szyba

Marta Deka

|

Gość Radomski 08/2020

publikacja 20.02.2020 00:00

We wspólnocie odnajdują światło, które towarzyszy im przez całą ziemską wędrówkę. Zdobywają nowe umiejętności, by młodsze pokolenie, tak jak oni, pokochało oazę.

Uczestnicy i ich opiekunowie. Uczestnicy i ich opiekunowie.
Marta Deka /Foto Gość

Wośrodku rekolekcyjnym w Dąbrówce 76 osób uczestniczyło w KODA, czyli Kursie Oazowym dla Animatorów, i KAMuzO – Kursie Animatorów Muzycznych Oaz. Zorganizował je Ruch Światło–Życie. – „Kurs” to jest może trochę mylna nazwa. Z jednej strony uczestnicy zdobywają konkretną wiedzę i konkretne umiejętności, ale to też jest taki szczególny czas przyjrzenia się sobie, wzmacniania się, zobaczenia, że nawet jeżeli sobie z czymś nie radzą, to mają wokoło siebie ludzi, którzy pomogą. I to jest też czas rekolekcyjny.

W ubiegłym roku wprowadziliśmy poranną adorację dla chętnych, pół godziny przed wspólnymi modlitwami. Potem opowiadali nam, że była ona dla nich bardzo ważna, dużo im dała. Jest to więc połączenie kursu z duchową odnową – wyjaśnia s. Małgorzata Kobylarz, diecezjalna moderatorka Ruchu.

Odnaleźli swoje miejsce

Uczestnicy kursów spotykali się na modlitwie, pogodnych wieczorach i posiłkach. Pozostałe zajęcia mieli oddzielne. W KODA uczestniczyło 56 oazowiczów. Mieli szkoły animatora wspólnoty, biblijną, liturgiczną i animatora zabawy oraz ABC formacji Ruchu Światło–Życie. Poznawali jego historię i charyzmaty, bo chodzi o to, żeby oazowicze szukali swojej tożsamości w Ruchu. – Jeżeli ktoś się mocno w tym zakorzeni, to ma co przekazywać innym – wyjaśnia s. Małgorzata. Jednym z uczestników był Artur Kozera z parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Radomiu, uczeń IV klasy technikum w Zespole Szkół Ekonomicznych. W oazie jest trzeci rok. – Każdy poszukuje wspólnoty, chce się czuć gdzieś dobrze, chce być akceptowany, rozumiany i ja właśnie takie miejsce odnalazłem w oazie – mówi.

Artur przyznaje, że znalazł się we wspólnocie przypadkowo, ale od tego czasu w jego życiu dzieje się dużo niezwykłych rzeczy. – Mam inne podejście do wiary i drugiego człowieka. Częściej zastanawiam się nad tym, jak postępuję. Myślę, że oaza dała mi spokój duchowy. Tu odnalazłem Pana Boga i nawiązałem z Nim lepszy kontakt. Nie jest już to taka relacja, że jest On kimś, kogo nie znam. Jest Osobą bardzo bliską, takim Przyjacielem, moim Panem, który zawsze nade mną czuwa i chce mnie wybawić z różnych kłopotów. Chyba często zapominamy o tym, że z Panem Bogiem powinniśmy mieć prostą relację – tłumaczy A. Kozera.

Artur w parafii prowadzi grupę ministrantów i grupę po pierwszym stopniu Oazy Nowego Życia. – Odnajduję w nich ten zapał, który kiedyś miałem. Dzięki nim duchowo się odmładzam. Naprawdę jest bardzo duży potencjał w młodych ludziach. Nie brakuje im talentów i umiejętności, ale brakuje odwagi, żeby pójść za Panem Jezusem. Dziś dużo osób wierzących czuje się samotnych. W oazie możemy odważnie wyznawać swoją wiarę i wychodzić naprzeciw temu światu, który niestety staje się coraz mniej wierzący w Boga i trochę bardziej zagmatwany. W Ruchu odnajdujemy światło. Ono będzie nam towarzyszyć przez całą naszą ziemską wędrówkę – tłumaczy animator.

Na KAMuzO do Dąbrówki przyjechało 20 oazowiczów. Organizatorzy podnieśli poprzeczkę. Wcześniej w kursie mogły uczestniczyć osoby, które nie potrafiły grać na instrumentach. Teraz już tylko ci, którzy grają. W Dąbrówce zgłębiali śpiew liturgiczny, przepisy liturgiczne i brewiarz, czyli wszystko to, co wiąże się z muzycznym pięknem liturgii. – Zdecydowałam się wziąć udział w tym kursie, gdyż jednym z moich marzeń było zostanie animatorką muzyczną – mówi Julita Firlej z parafii św. Jana Chrzciciela w Zakrzewie, uczennica IV LO im. Tytusa Chałubińskiego w Radomiu. Julita naukę gry na gitarze rozpoczęła po Pierwszej Komunii Świętej. Lekcje prowadził miejscowy organista. Trzy lata temu została oazowiczką. Do wyjazdu na rekolekcje namówiły ją koleżanki. – Od tego wszystko się zaczęło. Przekonałam się, że chcę należeć do większej wspólnoty. Odnalazłam ją w Ruchu Światło–Życie. W ludziach, których tu spotykam, odnajduję Pana Boga. Z nimi chcę się modlić. Tutaj mam swoje miejsce i czuję się potrzebna – tłumaczy animatorka.

Pozytywne relacje

Za organizację kursów odpowiedzialni są s. M. Kobylarz i ks. Krzysztof Dukielski, diecezjalni moderatorzy Ruchu Światło–Życie. Szkołę biblijną od lat prowadzi ks. Marcin Dąbrowski. W tym roku organizatorzy zaprosili s. Agnieszkę Szczęsną, która przedstawiła historię Ruchu. Moderatorom pomagało 12 animatorów. – Większość z nich poznałem na wcześniejszych stopniach. Każdy jest inny, każdy ma jakieś talenty, umiejętności. I to jest fajne, bo od każdego z nich możemy się uczyć czegoś innego. Myślę, że animator przede wszystkim ma być oparciem dla uczestników, powinien swoim życiem pokazywać, jak trzeba postępować i jak pięknie wychwalać Pana Boga przez tę posługę. To jest trudna sztuka – mówi A. Kozera.

Karolina Sowa i Anna Karbownik na KODA prowadziły grupy i część spotkań ze szkoły animatora wspólnoty. Karolina pochodzi z parafii w Makowcu. Pracuje w Warszawie w szkole podstawowej jako nauczyciel wspomagający. Do oazy należy od 2006 roku. Animatorką została w 2013 roku. – Na KODA jestem po raz czwarty. Przyjechałam tu, bo czuję taką potrzebę – mówi. – Lubię w oazie przede wszystkim relacje z ludźmi. Na KODA prowadzę grupę, ale też część spotkań ze szkoły animatora wspólnoty. Uczymy tego, jak to jest być animatorem, jak to jest mieć grupę, co zrobić, kiedy… nie wiadomo, co zrobić – dodaje. Karolina przyznaje, że oaza może ułatwić zdobycie pracy: – Daje nam duże doświadczenie współpracy w zespole. Wielu animatorów ukończyło kurs wychowawcy kolonijnego. Animatorzy mają to do siebie, że zawsze chętnie wyjdą na środek, coś opowiedzą. Tym się zajmujemy na oazach. Nie mamy problemu z poprowadzeniem spotkań. To jest dziś ogromna wartość.

Anna pochodzi z Drzewicy. Studiuje pedagogikę wczesno- szkolno-przedszkolną na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Na KODA do Dąbrówki jako animatorka przyjechała po raz trzeci. W oazie działa od 2013 roku. – Na KODA prowadzę grupę i pomagam Karolinie prowadzić szkołę animatora wspólnoty – mówi. – Animator przede wszystkim powinien być sobą. Nie musi nikogo udawać. Kiedyś Karolina powiedziała, że animator powinien być jak szyba. Nie powinien zasłaniać sobą Pana Boga. Zapamiętałam te słowa. My przede wszystkim powinniśmy budować relacje z Panem Bogiem i przekazywać to innym ludziom – przyznaje animatorka. – Nie wyobrażam sobie siebie bez wspólnoty. Ostatnio rozmawialiśmy o tym, że największe przyjaźnie tworzą się w oazie. Mimo iż niektórzy zawarli sakrament małżeństwa czy poczuli powołanie do kapłaństwa, to te przyjaźnie zostają. Ta wspólnota buduje ogromne więzi między ludźmi. Jestem tu z potrzeby serca. Studiuję pedagogikę – służba drugiemu człowiekowi to jest moje powołanie. Oaza to czas przełamywania własnych ograniczeń, pokonywania granic – podkreśla.

Podejmują wyzwanie

Na KODA i KAMuzO oazowicze zgłębiali wiedzę, która przyda im się w prowadzeniu grup przy parafiach czy podczas wakacyjnych rekolekcji. Niektórzy odkrywają tu swoje talenty. – Ja się zachwycam tymi ludźmi. Już nie chodzi nawet o to, że poświęcają swój czas, że się angażują, ale że widzą w tym drogę do swojej świętości. Okazuje się, że nasz świat nie jest całkowicie zawojowany przez media społecznościowe, które tworzą wrażenie, że człowiek już nie potrzebuje człowieka. Ci wszyscy ludzie chcą wspólnoty, chcą ludzi, którzy podobnie myślą, którzy wyznają podobne wartości i chcą z nimi wspólnie iść do Pana Boga – mówi s. M. Kobylarz. Moderatorka podziwia tych młodych ludzi też za to, że stawiają sobie wymagania. – Nie oszukujmy się, drogowskazy nowego człowieka, które są podstawą formacyjną osób w oazie, to są wysokie wymagania. Sprostać im, chcieć żyć w ten sposób – to już jest wyzwanie. Oni je podejmują i są tutaj. Najbardziej podoba mi się, gdy czasami ktoś powie, że wiele otrzymał i ma świadomość, że jeżeli go zabraknie, to przyszłe pokolenia nie będą mogły poznać, czym jest Ruch Światło–Życie. Dlatego poświęcają dwa tygodnie swoich wakacji, czasem rezygnują z odpoczynku i dobrej pracy. My możemy zorganizować wiele turnusów oaz wakacyjnych, ale bez animatorów, księży, sióstr zakonnych nie mogłyby się odbyć. Z tym borykają się już niektóre diecezje – wyjaśnia s. Małgorzata. – Fenomenem Ruchu Światło–Życie są ludzie, którzy najpierw budują siebie dzięki innym, a później chcą to oddawać. My staramy się dawać im przestrzeń do rozwoju, żeby mogli Pana Boga smakować, smakować tę wspólnotę. Czasami podrzucamy drobne pomysły i obserwujemy, czy te lampeczki się zapalają i coraz mocniej żarzą – dodaje.•