Jego serdeczny uśmiech

ks. Stanisław Pindera

|

Gość Radomski 31/2020

publikacja 30.07.2020 00:00

Ten ścisły umysł potrafił finezyjnie zejść z wysokości swojego naukowego piedestału do zwykłych, codziennych spraw.

▲	Ks. inf. Stanisław Pindera (z lewej) z kard. Zenonem Grocholewskim podczas pobytu w Ciechocinku. ▲ Ks. inf. Stanisław Pindera (z lewej) z kard. Zenonem Grocholewskim podczas pobytu w Ciechocinku.
Archiwum ks. Stanisława Pindery

Ewangelista Marek, podobnie jak Mateusz – kiedy piszą o Janie Chrzcicielu – dodają że „Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy” (Mk 1,5). Przez ostatnie 20 lat byłem świadkiem, jak liczne tłumy ciągnęły na spotkanie kard. Zenona – Janowego ucznia z przełomu tysiącleci, w krainie, której nazwę zwykło wywodzić się od starej wsi Ciechocin. Nadszarpnięte mozolną pracą zdrowie domagało się swoich praw i na ostatnie 20 lat znaleźliśmy zdrowotną przystań w klinice pw. św. Jana Pawła II w Ciechocinku, zarządzaną przez charyzmatycznego prezesa Wiktora.

Niepowtarzalny urok Ciechocinka, a zwłaszcza Kliniki pod Tężniami i panująca w niej rodzinna atmosfera, urzekły go bez reszty. Coroczny, a niekiedy częstszy przyjazd kardynała do Ciechocinka ożywiał i dynamizował społeczność lokalną, elektryzował wielu ludzi z całej Polski, którzy z różnych stron ciągnęli do kardynała z Watykanu, wielkiego Polaka i ambasadora polskości w świecie, aby go zobaczyć z bliska, zwierzyć się ze swoich kłopotów, poprosić o błogosławieństwo, uścisnąć dłoń czy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Ileż razy podziwialiśmy wielką erudycję kardynała, doskonałą pamięć i niemającą sobie równych empatię. Nigdy nie zapomnę spotkania mleczarzy z całej Polski, na które to spotkanie został zaproszony, aby celebrować Eucharystię (to był I Światowy Dzień Mleka w Ostrowii Maz.). Kiedy tam jechał, z właściwym sobie humorem powiedział: „Co ja do tych mleczarzy powiem? Co ma mleko wspólnego z moją pracą, z funkcją przeze mnie sprawowaną w Kościele, prefektem Kongregacji Wychowania Katolickiego. Jest to instytucja przypominająca Ministerstwa Edukacji i Szkolnictwa Wyższego w strukturach państwowych”. A jak z tego wybrnął? Rozpoczął tak: „Właściwie moja edukacja życiowa, jak to normalnie bywa, rozpoczęła się od mleka. Najpierw nauczyłem się pić mleko z piersi matki. To było ogromnie ważne w wymiarze mojego życia. Urodziłem się w czasie wojny. Podczas ucieczki, w obcym domu, byłem chory, a nie było żadnej pomocy lekarskiej i nikt mi nie dawał szans przeżycia. A więc to mleko matki było także jedynym lekarstwem. Z karmieniem mlekiem była złączona jej gorąca modlitwa do Boga, bym przeżył. Potem nauczyłem się pić mleko za pomocą butelki i smoczka. Dostarczały je pasące się w okolicy krówki. Następnie piłem mleko już z kubka”. To się nazywa nawiązanie kontaktu ze słuchaczami! Jak nie wspomnieć tu organizowanych w tym czasie różnych uroczystości, spotkań, a zwłaszcza ciechocińskich „impresji artystycznych”, czy Festiwali Młodzieży Niepełnosprawnej. Na jednym z festiwali zwrócił się do młodych: „Kochani Przyjaciele, w waszym pięknym hymnie festiwalowym jesteście bardzo hojni, śpiewając: »Serce za uśmiech damy Wam, za jeden uśmiech serce całe«. Chciałbym, byście te moje słowa rozumieli jako mój serdeczny uśmiech do was: uśmiech życzliwości i prawdziwej przyjaźni. By to nie były puste słowa, zapewniam o mojej pokornej modlitwie za Was. Nie tylko w najbliższą niedzielę, ale także prywatnie w tygodniu, będę o Was pamiętał we Mszy św. i w moich modlitwach”. Goszcząc w Klinice pod Tężniami kardynał podziwiał jej niezwykły rozwój, bo z każdym rokiem ciągle coś w niej zmieniało się i przybywało. Potrafił dostrzec nie tylko nowe segmenty rozrastającego się kompleksu czy też innowacyjne oferty usługowe, ale i nowe trakty spacerowe, a nawet dosadzone krzewy czy kwiaty. Lipcowe czy sierpniowe pobyty w Ciechocinku były też okazją do licznych wyjazdów o charakterze duszpasterskim i towarzyszących im odwiedzin. Jak nie wspomnieć tu uroczego Torunia, Włocławka, Sieradza i tyluż innych miast. Dziś widzimy, jak bardzo to ciechocińskie „odetchnięcie” było dla kardynała cenne. Księże Kardynale, tyle razy w tym właśnie czasie, po zakończonym pobycie w Ciechocinku, odwoziłem Cię do rodzinnego Poznania, z którego w pełni sił odlatywałeś do swojego watykańskiego domu i obowiązków. W tym roku, niestety, ani Ciebie tam nie przywiozłem, ani nie było nam dane nacieszyć się tobą, tak jak co roku. Pociechę znajdujemy w celu tej podróży i ku niebu zwracamy nasz wzrok, nasze modlitwy, tak długo, aż nie osiągniesz jego pełni. Oręduj za nami z nieba i bądź – jak zawsze – naszym ambasadorem przed tronem Tego, który stale wzrastał w Twoim życiu. A jako zranieni przez śmierć Twoi przyjaciele chcemy Ci jeszcze raz powiedzieć: Dziękujemy i do zobaczenia!