• facebook
  • rss
  • Bliski wszystkim

    Marta Deka, Krystyna Piotrowska, Ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 32/2012

    dodane 09.08.2012 00:00

    Wspomnienie. Była w nim prostota, która swe źródło i inspirację znajdowała w jego biskupim zawołaniu: „Żyć Ewangelią”.

    Zwykł był powtarzać dewizę, która może być drogowskazem dla każdego: „Życie to poszukiwanie Boga. Śmierć to chwila znalezienia Go, a wieczność to czas, już poza czasem, w którym Go posiadamy” – wspomina matka Mirosława Grunt, przełożona generalna sióstr służek NMP Niepokalanej.

    U źródeł

    Urodził się 20 września 1937 r. w wielodzietnej rolniczej rodzinie Jana i Julianny z domu Kamińskiej w podradomskich Siczkach. Tu się wychował, tu zaznał niedoli i biedy okresu wojny. A potem chciał w świat. Czy już wtedy chodziło o poszukiwanie Boga? Może tak, bo chciał się uczyć w Niższym Seminarium Księży Misjonarzy w Krakowie. Komuniści już po roku tamtej nauki zajęli budynek szkoły i Stefan stał się bezdomnym w wielkim mieście.

    Od 1952 r. uczył się w radomskim gimnazjum im. Tytusa Chałubińskiego, a po maturze wstąpił do sandomierskiego seminarium duchownego. Wielokrotnie wspominał, że od wczesnych lat odczuwał powołanie kapłańskie. Święcenia kapłańskie przyjął w Sandomierzu w 1961 r. i zaraz potem miał znów odczuć wrogość ówczesnego systemu. To był czas usuwania krzyży, a potem katechezy ze szkół. Czas nękania duchownych niesprawiedliwymi podatkami, aż po rekwirowanie domowych sprzętów. On sam, wysłany w 1963 r. przez ordynariusza na specjalistyczne studia do Rzymu, nie pojechał, bo nie dostał paszportu.

    Studiował prawo kanoniczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i tam uzyskał w 1971 r. doktorat. Rok później bp Piotr Gołębiowski mianował go ojcem duchownym sandomierskiego seminarium. 14 lat tamtej posługi i tyleż lat pracy konferencjonisty i spowiednika w domu sióstr służek miały wyryć piętno, które na zawsze zadecydowało o rysie jego osobowości i postrzegania jego miejsca w Kościele.

    Każdy jest przecież najważniejszy

    O tym mogą mówić i siostry służki, i sandomierscy alumni z tamtych lat. To ich życiem i formacją interesował się ks. Stefan. I to dlatego, choć został biskupem, widziano w nim najpierw ojca. Nie tylko odprawiał Msze św., głosił kazania i konferencje, spowiadał i rozmawiał o rzeczach ważnych i najważniejszych, ale też jeździł po kraju, by w jednostkach wojskowych odwiedzać wcielonych do wojska alumnów.

    I nic się nie zmieniło, gdy w 1986 r. bp Edward Materski przyjął jego prośbę o zwolnienie go z funkcji ojca duchownego sandomierskiego seminarium i mianował kapelanem w domu generalnym sióstr służek w Mariówce. Jego kapelańskie mieszkanie przez 6 lat było celem niezliczonych odwiedzin tych, którzy chcieli porozmawiać ze swym ojcem. Gdy 25 marca 1992 r. Jan Paweł II utworzył diecezją radomską, ks. Stefan Siczek został mianowany biskupem pomocniczym. Po przyjęciu sakry wrócił do seminarium, tym razem do Radomia, i tu – zrządzeniem Opatrzności – miał mieszkać do końca.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół