• facebook
  • rss
  • Radomska Troja

    Ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:15

    To wyjątkowe znalezisko. Czymś podobnym mogą poszczycić się jeszcze jedynie Gniezno, Ostrów Lednicki, Kraków i Łęczyca.

    To jest zabytek numer jeden i już tylko dla niego warto zobaczyć tę wystawę – mówi kierownik prac archeologicznych na radomskiej Piotrówce, dr Maciej Trzeciecki, zachęcając do odwiedzenia Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Skwapliwie skorzystałem z tej zachęty, bo przecież wcześniej byłem na tych wykopaliskach.

    Pektorał

    Widzę go już na plakacie przygotowanym z okazji otwarcia wystawy. Widnieje też na okładce katalogu. Enkolpion z grecka to coś noszonego na piersi – en kolpos. I jest czymś zupełnie zrozumiałym, że po wejściu do sal, gdzie urządzono wystawę „Piotrówka. Pamięć rodowodu”, szukam najpierw jego. Jest niewielki, wysoki na 8 cm, szeroki na 6. Skryty za szybą, skłania do zadumy. Takie krzyże noszono na chrześcijańskim Wschodzie, głównie w Bizancjum. Stamtąd rozpowszechniły się, sięgając na Ruś Kijowską. Badacze enkolpionów mówią, że ten z radomskiej wystawy nosi cechy bardziej bizantyńskie niż ruskie. Skoro tak, to skąd się tu wziął? Kto go tu przyniósł? Czyją był własnością?

    Enkolpiony nosili cesarze i wschodni biskupi. Ale przecież nie ma najmniejszego historycznego śladu takiej wizyty czy wyprawy na nasze tereny. Ponoć enkolpiony oprócz duchownych nosili także członkowie ówczesnej świeckiej arystokracji. Były znakiem wiary, a obok tego traktowano je jako obronne amulety. To dlatego te wizerunki nie zawsze spotykały się z aprobatą kościelnych władz. Miały kształt krzyża, gdzie na awersie był wizerunek Ukrzyżowanego, a rewers posiadał pięć medalionów z wyobrażeniem świętych. A to św. Mikołaja, a to św. Grzegorza z Nazjanzu – a więc świętych Wschodu. Prawie zawsze widniała tam Matka Boża i bardzo często św. Jan Chrzciciel. Tych z radomskiego enkolpionu nie udało się na razie rozpoznać. Nie znaleziono też tego, co było w środku. Enkolpiony były bowiem otwierane, a do wnętrza wkładano relikwie albo – jak w żydowskich filakteriach – fragmenty Biblii. W jaki sposób ten krzyż znaleziony na Piotrówce trafił do starego Radomia? Kto wie, może przynieśli go kupcy, którzy odwiedzali tę osadę i handlowali na miejscowym targu, a potem w swej drodze z Bizancjum szli dalej, do Łęczycy, Gniezna, Poznania, a stamtąd do Halle czy Magdeburga albo na północ, nad Bałtyk do Gdańska. Przecież na takim handlowym szlaku leżały osada i gród nad Mleczną. Dr Trzeciecki zastanawia się, czy enkolpion nie był być może złożony w kaplicy grodowej lub w kościele św. Piotra, świątyni, której szukają archeolodzy – pierwszej i najstarszej, która nadała nazwę temu miejscu.

    Najstarsze radomianki

    Dopiero potem rozpoczynam bardziej systematyczne zwiedzanie wystawy. Świetna robota organizatorów, między innymi Małgorzaty Cieślak-Kopyt – autorki scenariusza, Marka Citaka i Moniki Zahorskiej – twórców oprawy plastycznej i graficznej, Zygmunta Chałupki – konserwatora zabytków oraz Elżbiety Skubichy i Magdaleny Kwiatkowskiej-Rzodeczko, które są redaktorkami katalogu. Konsultację naukową zapewnili prof. Andrzej Buko, dr hab. Joanna Kalaga i dr Maciej Trzeciecki. Oglądam całą kolekcję paciorków, w dużej mierze szklanych, które tysiąc lat temu były ozdobami kobiecych strojów. Podziwiam kościane gwizdki i piszczałki. To nieme dowody zamożności tamtego społeczeństwa, które zakupiwszy najpilniejsze sprzęty dla domostw i codziennej pracy, pozwalało sobie na takie „luksusy”. Jak wyglądały te pierwsze radomianki? – pytam się w myśli. Badania odkrytych grobów pokazują, że żyły krótko, 22 do 35 lat. Mężczyźni żyli dłużej, dożywali 55, a nawet 70 lat. Ale wszyscy w zdecydowanej większości byli zdrową populacją. Nie znać śladów chorób spowodowanych biedą czy niedostatkiem. Badacze przypuszczają, że kobiety z Piotrówki umierały wcześnie na skutek powikłań poporodowych. Oglądam igły wykonane z rybich ości, kościane szydła i zgrzebła, narzędzia używane do pracy na roli, ceramikę. Staram się wyobrazić sobie tamte kobiety przy pracy. Zapewne śpiewały, bo mówią o tym znalezione instrumenty, a jeśli tak, to o czym? Może o pracy? Może o bogach, a potem o Bogu? Myślę też o ich wierzeniach. Zdaje się, że chrześcijaństwo dotarło tutaj bardzo szybko. Dowodzą tego owe pochówki. Badacze podkreślają, że nasi pogańscy prasłowiańscy przodkowie palili swych zmarłych. Chrześcijaństwo wprowadziło praktykę chowania w grobach, a właśnie w grobach znaleźli ich archeolodzy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół