• facebook
  • rss
  • Marzy nam się hat-trick w Radomiu

    ks. Zbigniew Niemirski

    dodane 27.10.2013 21:22

    Pięciosetowy finał kosztował wiele nerwów. - Myślę, że mogę te emocje porównać z napięciem, jakie towarzyszy dopuszczaniu do święceń kapłańskich - mówił tuż po zakończeniu finałowego meczu rektor radomskiego seminarium ks. Jarosław Wojtkun. Sala zareagowała owacjami.

    Jednocześnie rektor już teraz zaprasza na przyszłe finały. Tak to jest, że w kleryckich rozgrywkach zwycięzcy organizują kolejne finały na poziomie ogólnopolskim. Już mamy takie dwa finały i organizację turniejów: w piłce nożnej na pełnowymiarowym boisku trawiastym, a teraz w piłce siatkowej. – Mam nadzieję, że odzyskamy tytuł mistrzów w piłce nożnej halowej i w ten sposób będziemy mieć hat-tricka – zapowiadał rektor.

    - Sport to ważny element w formacji na każdym poziomie, także i w przygotowaniu do kapłaństwa. Rywalizacja, a jednocześnie gra zespołowa. Na boisku można wyładować wiele emocji. Można wygrać niejeden mecz, niejeden kryzys i w efekcie niejedno powołanie - wyjaśnia ks. Paweł Gogacz, opiekun drużyny siatkarskiej, a na co dzień wychowawca w seminarium i wykładowca filozofii.

    Nie kryjąc uśmiechu, rektor zapowiedział, że będzie musiał poprosić właśnie ks. Gogacza o wytłumaczenie się z decyzji o zmianie taktyki meczu finałowego. Po dwóch dość wysoko wygranych setach doszło do zmian w składzie wychodzącym na parkiet. I to te decyzje przyniosły pewne rozprzężenie i szybkie przegrane dwóch kolejnych setów. Piąty set należał znów do Radomia. Wydaje się, że ważki wkład w przywrócenie bojowego ducha radomskiej drużyny miał fantastyczny doping, za który dziękował rektor.

    - Jestem alumnem II roku. Od III klasy gimnazjum trenowałem siatkówkę, choć nie w drużynie, ale raczej na poziomie szkolnym. Tu w Radomiu grałem pierwszy raz w takim turnieju. Na początku było sporo nerwów, ale potem przyszło uspokojenie, odpuściła ręka i udało się grać ze sporym sukcesem. Zmagania sportowe zawsze łączę z modlitwą. Mówię: "Panie Boże, graj ze mną" - deklaruje Andrzej Stankiewicz z Olsztyna, wybrany na najlepszego atakującego turnieju. 

    Najlepszym rozgrywającym został Tomasz Kij z Przemyśla, a najlepszym zawodnikiem mistrzostw - Łukasz Bociek, diakon naszego seminarium. Na trybunach była jego mama, Bogusława: - To wielkie przeżycie - oglądać syna w takim turnieju i cieszyć się jego dokonaniami. Jestem pewna, że sport posiada wielkie znaczenie w procesie wychowania i myślę, że Łukasz już jako ksiądz będzie szedł tą drogą jako duszpasterz i wychowawca. Pani Bogusława jest mamą nie tylko Łukasza. Jej córka Monika gra w siatkówkę w Sparcie Warszawa, a syn Grzegorz to siatkarz Kędzierzyna-Koźle i reprezentant Polski.

    - To były bardzo ciekawe zawody. Jak na amatorskie zmagania siatkarze zademonstrowali naprawdę wysoki poziom. Wygrała drużyna, która dała się poznać jako najlepsza. Miała doświadczonego zawodnika, Łukasza Boćka, i pod jego wodzą zdobyła drugie z rzędu mistrzostwo Polski. Grano fair play i nie było jakichś pretensji do nas, sędziów - mówi Michał Kozieł, sędzia siatkarski.

    W radomskich finałach zagrały cztery drużyny, które wcześniej zakwalifikowały się do rozgrywek półfinałowych i finałowych. Ostatecznie pierwsze miejsce wywalczyli klerycy z Radomia. Drugie miejsce zajęła drużyna z Olsztyna, trzecie - klerycy z Przemyśla, a czwarte alumni z Częstochowy.


     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół