• facebook
  • rss
  • Pan ciebie wskrzesi

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 44/2013

    dodane 31.10.2013 00:00

    Pamięć o zmarłych. Wyraża się modlitwą, troską o groby, ale też pytaniami o to, czy spopielanie zwłok jest zgodne z nauką Kościoła.

    W Radomiu sprawa nabrała rozgłosu razem z urządzeniem kolumbarium na cmentarzu, i to na cmentarzu rzymskokatolickim. – Czy ksiądz pójdzie za urną? – pytają ludzie, organizując uroczystość pogrzebową kogoś z najbliższych.

    Źródła wątpliwości i decyzji

    W świadomości wielu osób istnieje przekonanie, że spopielenie zwłok spotka się z trudnościami w organizacji pogrzebu. Przez długie stulecia chowaliśmy ciała zmarłych. Co więcej, gdy na tereny państwa polskiego wchodziło chrześcijaństwo, pogrzeby ciał były znakiem nowej wiary, bo pogańscy Słowianie palili swoich zmarłych na pogrzebowych stosach.

    No i rzecz jeszcze jedna. W XIX w. pojawiła się praktyka podejmowania decyzji o spaleniu zwłok jako znaku, że zmarły był ateistą i odrzucał prawdę o zmartwychwstaniu. I to te dwie przyczyny sprawiły, że instytucje kościelne patrzyły z wielką podejrzliwością na kremację zwłok. – Dziś decyzje o spopieleniu nie mają takich źródeł. Ustała więc przyczyna tych wątpliwości i Kościół patrzy na pogrzeby związane z kremacją zwłok zupełnie inaczej – mówi ks. Piotr Zamaria, dyrektor Rzymskokatolickiego Cmentarza znajdującego się przy ul. Limanowskiego w Radomiu. Ta nekropolia obchodziła w ubiegłym roku 200-lecie istnienia. Na jubileuszowe obchody dokonano wielu prac porządkujących, upiększających i ułatwiających obsługę cmentarza. Internetowy infokiosk informuje o wszystkich grobach. Pokazuje ich dokładną lokalizację. Przybyło ścieżek wyłożonych kostką. Starsi, chorzy i niepełnosprawni mogą skorzystać z rykszy, która dowiezie ich do konkretnego grobu. No i rzecz szczególna: za budynkiem administracji urządzono kolumbarium, gdzie można prowadzić ceremonie składania urn z prochami zmarłych.

    – Dzisiejsze decyzje o spopieleniu zwłok posiadają dwa zasadnicze źródła i trudno powiedzieć, które z nich jest ważniejsze czy częstsze. Jednym jest kwestia finansowa. Pochówki związane z kremacją i złożeniem urn z prochami są tańsze. Drugim źródłem jest fakt, że wiele osób obawia się, że po śmierci nie znajdą się osoby, które będą się opiekować grobem – mówi ks. Zamaria. Ta obawa to, zdaniem dyrektora nekropolii, sprawa domagająca się szerszych analiz i wielkiej czujności.

    Chodźmy jeszcze do biskupów!

    Nekropolia przy Limanowskiego, choć to cmentarz, swoiście tętni życiem. Każdego dnia groby bliskich odwiedzają bliscy. Odbywają się ceremonie pogrzebowe. Na cmentarzu przygotowano ścieżki edukacyjne, więc przychodzą tu grupy chcące poznać historię Radomia poprzez odwiedziny grobów osób zasłużonych dla miasta. Przy bramie wejściowej, od ul. Limanowskiego, znajduje się administracja, potem z lewej strony kwatery legionistów, a w głębi tak zwana stara brama, pamiętająca czasy, gdy cmentarz był znacznie mniejszy. To w jej północnej kaplicy w marcu 2012 r. został pochowany pierwszy ordynariusz radomski, bp Edward Materski, a potem bp Stefan Siczek.

    – To wyjątkowe miejsce. Swoisty znak pamięci o zmarłych i dbałości o groby. Ludzie przychodzą na cmentarz, odwiedzają groby swoich bliskich, uczestniczą w ceremoniach pogrzebowych, a potem idą pomodlić się właśnie tutaj. Mówią, wracając: „Chodźmy jeszcze na groby biskupów” – zaznacza ks. Andrzej Tuszyński, proboszcz parafii św. Wacława, która zarządza cmentarzem. Te często słyszane na cmentarzu słowa, zdaniem ks. Zamarii, są wystarczającym uzasadnieniem decyzji o pochowaniu biskupów właśnie tutaj. – Biskup Edward za swego życia zawsze był blisko ludzi. Nigdy nie odgradzał się od diecezjan i także teraz po śmierci jako pasterz jest wśród swojej owczarni, a wierni to doskonale czują i tę bliskość odwzajemniają pamięcią i modlitwą – dodaje.

    Kaplica grobowa biskupów na tegoroczną uroczystość Wszystkich Świętych otrzymuje kolejny element wystroju, mozaikę przedstawiającą Matkę Bożą Ostrobramską. Ten wizerunek bp. Materskiemu jako wilnianinowi był szczególnie bliski. Fundatorem tego elementu wystroju kaplicy jest kustosz sanktuarium w skarżyskiej Ostrej Bramie ks. prał. Jerzy Karbownik.

    Popielejąca miłość

    Ceremoniał pogrzebowy nie z ciałem, ale z prochami w niczym nie umniejsza faktu szacunku dla zmarłego. Istotną sprawą jest cześć i pamięć. – Jeśli mówię o obawach, jakie podnoszą ludzie, że będą chcieli się spopielić, bo zakładają, że nie będzie kto miał dbać o ich grób, to staram się wyczulić na sprawę naszych więzi. W krajach skandynawskich spopiela się od 80 do 90 procent zmarłych. A z tej liczby około 70 procent spopielałych zmarłych nie ma kogoś, kto chciałby odebrać urny i urządzić pogrzeb. Musimy więc być czujni poza cmentarzem, wcześniej, i pytać o nasze rodzinne więzi. To nie ludzkie prochy są problemem. Problemem staje się popielejąca rodzinna miłość, dla której – jeśli istnieje – śmierć nie jest przeszkodą i kresem miłości – mówi ks. Zamaria.

    I rzecz jeszcze jedna, bardzo istotna w perspektywie wiary. W ceremoniale pogrzebowym sedno treści nie zawiera się w słowach „w proch się obrócisz” czy „cześć twojej pamięci” ale zapewnienie oparte na Ewangelii: „Pan ciebie wskrzesi w dniu ostatecznym. Żyj w pokoju!”.

    Ceremonia z urną

    Ks. Piotr Zamaria, dyrektor Rzymskokatolickiego Cmentarza w Radomiu przy ul. Limanowskiego

    – Obrzędy pogrzebowe przewidują uroczystość związaną ze spopieleniem zwłok. W tym zakresie Episkopat Polski wydał stosowne rozporządzenia. Istnieje też specjalny dodatek do książki z modlitwami pogrzebowymi i ceremonią liturgiczną. Ona tylko w drobnych szczegółach różni się od ceremoniału pogrzebowego z ciałem zmarłego. Najlepszą formą, gdy ma dokonać się spopielenie zwłok, jest ta, gdy taki pogrzeb rozpoczyna Msza św. z udziałem ciała zmarłego. Po niej następuje przewiezienie zwłok do spopielarni i potem kolejna część ceremonii odbywa się na cmentarzu, gdzie przy udziale księdza urna składana jest w grobie czy kolumbarium. Jeśli, z różnych przyczyn, niemożliwa jest Msza św. z ciałem zmarłego i wcześniej dokonuje się spopielenia (na przykład osoba zmarła daleko od cmentarza czy w miejscowości, gdzie jest cmentarz, a nie ma spopielarni), można sprawować Eucharystię przy obecności urny z prochami zmarłego. Ważne jest to, by uświadomić sobie, że prochy zmarłego to nadal ludzkie szczątki, domagające się takiego samego szacunku jak jego ciało przed spopieleniem. Jeśli to zrozumiemy, będziemy postrzegać pogrzeb z urną tak samo jak pogrzeb z trumną.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół