• facebook
  • rss
  • Pierwszy polski żołnierz NATO

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 08/2014

    dodane 20.02.2014 00:00

    Jack strong. Gdy robert grudzień wspominał w usa swoje związki z Niedabylem, słyszał pytania: „Czy to nie ten Niedabyl, z którym związany jest płk Ryszard Kukliński?”.

    Leona Barszcza płk Kukliński zaliczał do grona zaufanych przyjaciół. – Zostawił mi pewną rzecz. Powiedział niewiele: „To nie są pieniądze ani drogocenne przedmioty, ale sprawy bardzo ważne dla Polski. Gdyby się ze mną coś stało, przekaż to do ambasady USA, by trafiły do Davida Fordena”.

    Ciąg dalszy nastąpi

    Niestety, gdy przygotowywałem ten artykuł, nie udało mi się spotkać osobiście z Leonem Barszczem. Liczącego dziś 92 lata żołnierza AK, człowieka zasłużonego dla miasta i powiatu Białobrzegi, który tworzył w czasie wojny pierwsze drużyny AK w Niedabylu, zmogła choroba. Ale pan Leon, choć słaby, zgodził się na rozmowę telefoniczną. – Proszę księdza, gdy tylko wydobrzeję, zadzwonię i spotkamy się osobiście, bo chciałbym pokazać pewne rzeczy – zapewnił. Leon Barszcz urodził się w Niedabylu. To niewielka wioska w gminie Stromiec o wyjątkowej przeszłości. Archeolodzy znaleźli tu cmentarzysko liczące ponad 2,5 tys. lat. Tutaj w 1810 r. urodził się płk Dionizy Czachowski, naczelnik wojenny województwa sandomierskiego w powstaniu styczniowym. Ten dzielny żołnierz i patriota poległ w listopadzie 1863 r. w bitwie pod Jaworem Soleckim. Spoczywa dziś w radomskim kościele Ojców Bernardynów. Także w Niedabylu urodził się Stanisław Kukliński, mąż Anny z Kotańców, ojciec Ryszarda Kuklińskiego. – Jestem od niego osiem lat starszy. Poznaliśmy się z Ryszardem Kuklińskim w czasie okupacji, gdy przyjeżdżał do Niedabyla. Był rówieśnikiem mojego brata, Romana, który dziś mieszka w Warszawie. Zaprzyjaźnili się, a mieli bardzo podobne charaktery. Ryszard bywał często w naszym domu. Po wojnie poszedł do Wrocławia, do wojska, a Roman rozpoczął w Warszawie studia na politechnice. Nadal mieli kontakt. Spotykaliśmy się wszyscy niejednokrotnie u brata. Ryszard często pytał o Armię Krajową – mówi Leon Barszcz. Te pytania nie były przypadkowe. Nie tylko bowiem pan Leon był żołnierzem AK. Za działalność w podziemiu, a dokładnie w konspiracyjnej organizacji Miecz i Pług, ojciec Ryszarda zginął w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Ciekawa rzecz, że sam Ryszard, urodzony w Warszawie, jako chłopak kolportował w okupowanej stolicy ulotki tej organizacji. Gdy ten fakt wyszedł na jaw, już we Wrocławiu, młody kadet Oficerskiej Szkoły Piechoty został zdegradowany.

    Wkład praprawnuka Czachowskiego

    W maju ubiegłego roku płk Ryszard Kukliński otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Gminy Stromiec. – To przede wszystkim zasługa Stowarzyszenia „Stromiecczyzna” oraz przewodniczącego Rady Gminy, Jana Chryzostoma Czachowskiego. Ten tytuł przyznaliśmy pięciu osobom: ks. Antoniemu Niemotce – budowniczemu naszego kościoła, Adamowi Wróblewskiemu – długoletniemu dyrektorowi miejscowej szkoły, prof. Ryszardowi Zarębie – człowiekowi, który spowodował przywrócenie naszym lasom dawnej nazwy Puszcza Stromiecka, Robertowi Grudniowi – mistrzowi gry organowej i właśnie płk. Ryszardowi Kuklińskiemu – mówi wójt gminy Krzysztof Stykowski. – To zasługa wielu osób. Między innymi trzeba tutaj przywołać zaangażowanie Roberta Grudnia, którego ojciec urodził się w Niedabylu. Gdy mistrz organów dowiedział się, że ma otrzymać honorowe obywatelstwo naszej gminy, zaznaczył, że to wyróżnienie należy się najpierw płk. Kuklińskiemu. Mówił o swoich koncertach w USA. Gdy wspominał tam swoje związki z Niedabylem, słyszał pytania: „Czy to nie ten Niedabyl, z którym związany jest płk Ryszard Kukliński?”. Jan Chryzostom Czachowski jest emerytowanym leśnikiem. Był nadleśniczym w Nadleśnictwie Dobieszyn. Jest praprawnukiem Dionizego Czachowskiego. Mówi też o wielkiej tradycji ludzi lasu: – My, leśnicy, czujemy się w obowiązku, by kultywować tradycje związane z przeszłością naszych terenów. Robiliśmy wiele, by umacniać pamięć dowódcy powstańców styczniowych Dionizego Czachowskiego, mego przodka, a gdy okazało się, że płk Kukliński, nasz krajan, jest – jak nazwał go prof. Zbigniew Brzeziński – pierwszym polskim żołnierzem NATO, postanowiliśmy go uczcić – opowiada.

    Życie ściśle tajne

    Płk Ryszard Kukliński odwiedził Niedabyl w 1998 r. Jak miało się okazać, była to jego ostatnia wizyta w kraju dzieciństwa. Po latach spotkał się także z Leonem Barszczem. Ale zanim doszło do tego spotkania, najpierw była promocja książki Benjamina Weisera „Ryszard Kukliński. Życie ściśle tajne”. Autor przez 12 lat badał archiwa CIA i w utajnionym miejscu spotykał się z Ryszardem Kuklińskim, a w 1992 r. przeprowadził z nim wywiad-rzekę. W opinii autora płk Kukliński jest bohaterem, który – narażając życie – w znaczący sposób przyczynił się do rozmontowania sowieckiej machiny militarnej. – Promocja książki, jeszcze zanim ukazało się polskie tłumaczenie, odbyła się w Warszawie w Pałacu Staszica. Zostałem tam zaproszony i jako pierwszy otrzymałem jej egzemplarz z dedykacją – mówi Leon Barszcz. A samo spotkanie po latach odbyło się w Krakowie, w maju 1997 r. W tym okresie w życiu pułkownika miało miejsce kilka bardzo ważnych wydarzeń. W 1995 r. uchylono wyrok śmierci, wydany w 1984 r., a w 1997 r. został uniewinniony przez Naczelną Prokuraturę Wojskową. Jednocześnie pułkownik przeżył dwie osobiste tragedie. W 1993 r. jego syn Bogdan zaginął bez śladu w czasie morskiego rejsu. Rok później drugi z synów, Waldemar, w niejasnych okolicznościach został kilkakrotnie rozjechany przez terenowy samochód w kampusie uniwersyteckim w Phoenix. W Krakowie płk Kukliński otrzymał tytuł Honorowego Obywatela. – Zostałem zaproszony na tę uroczystość. Pojechałem do Krakowa. W kaplicy domowej kard. Franciszka Macharskiego sprawowana była Msza św. w intencji synów płk. Kuklińskiego. Podchodziłem do Komunii św. jako jeden z ostatnich, a on siedział w pierwszej ławce. Gdy odchodziłem, po przyjęciu Komunii, wyszedł z ławki i powitał mnie radośnie: „Leon, przyjacielu, ty żyjesz!”. Potem był obiad, a ja siedziałem naprzeciw niego. Obok Ryszarda siedziała marszałek Alicja Grześkowiak. W pewnej chwili poprosił mnie, bym przyszedł do nich. Przedstawił mnie pani marszałek i powiedział, co zrobiłem, nazywając mnie wielkim przyjacielem. Potwierdziłem. I muszę wyznać, że zrobiłem to pierwszy raz, bo do tego momentu nikt, absolutnie nikt nie wiedział o tym, co on przed laty zostawił u mnie – opowiada Leon Barszcz. Starzy przyjaciele spotykali się potem jeszcze kilka razy. Leon Barszcz był gościem w Gdańsku, gdy Ryszard Kukliński otrzymywał honorowe obywatelstwo tego miasta. Pułkownik odwiedził go w Białobrzegach, spotkali się też w starym gronie przyjaciół w Warszawie u Romana. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół