• facebook
  • rss
  • Pascha na Syberii

    ks. Zbigniew Niemirski

    |

    Gość Radomski 16/2014

    dodane 17.04.2014 00:00

    Świąteczne spotkanie. Jak dla wiernych urządzić Rezurekcję, gdy teren jest kilkanaście razy większy od Polski, a pracuje tam tylko 30 księży?

    Kto wie, czy to spotkanie i rozmowa w ogóle by się odbyły, gdyby nie ks. Leszek Hryciuk. Duchowny pochodzi z Łukowa, z tej samej parafii co nasz ordynariusz bp Henryk Tomasik. Ks. Hryciuk od 18 lat pracuje na Syberii. Jest proboszczem parafii większej obszarem niż Polska. Do Radomia, podobnie jak do kilku innych miast Polski, przybył ze swym ordynariuszem, bp. Josephem Werthem. Przyjechali do nas, by mówić o tym, że na tej zimnej klimatycznie, ale pięknej ziemi paląco potrzeba duszpasterzy.

    Miejsca dalekie i 10 dolarów

    Tam, na Syberii, przestrzeń mierzy się wręcz inną skalą. Kilka lat temu rozmawiałem z pracującym tam księdzem. – Nie czujesz się samotny? – zapytałem. – Skąd – odpowiedział. – Mam kolegę sześćset kilometrów od mojej parafii. Przypomniałem sobie o tamtej rozmowie teraz, gdy mogłem rozmawiać w Radomiu z gośćmi z Syberii. Nieco ponad 20 lat temu, po rozpadzie Związku Sowieckiego, udało się utworzyć na Syberii administraturę apostolską. Z papieskiej nominacji, dokładnie 13 kwietnia 1991 r., duszpasterską pieczę nad tym obszarem i mieszkającymi tam katolikami objął jezuita, ks. Joseph Werth. Miał wówczas 41 lat. Z pochodzenia Niemiec, urodzony w Karagandzie, liczącym pół miliona mieszkańców mieście w Kazachstanie. Do kapłaństwa przygotowywał się na Litwie, wówczas w sowieckiej republice. Sakrę biskupią ks. Werth przyjął z rąk kard. Francesco Colasuonno, wybitnego watykańskiego dyplomaty, który po upadku komunizmu przyczynił się do ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych Polski i Watykanu, a od marca 1990 r. był przedstawicielem Stolicy Apostolskiej w Związku Sowieckim.

    – Obszar podległej mi administratury liczył 13 mln kilometrów kwadratowych (około 40 razy więcej od Polski – przyp. red.). Od Uralu do Władywostoku. Odwiedzałem katolickie placówki przede wszystkim samolotem. Wówczas lot z krańca do krańca tego terytorium kosztował około 10 dolarów. Dziś to się znacznie zmieniło – mówi bp Werth. Po ośmiu latach doszło do kolejnej zmiany.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół