• facebook
  • rss
  • Imiona do zapamiętania

    ks. Zbigniew Niemirski


    |

    Gość Radomski 25/2014

    dodane 19.06.2014 00:00

    Bohaterskie zakonnice z Suchedniowa. Siostra Adela Rosolińska i siostra Kornelia Jankowska zostały pośmiertnie zaliczone w poczet Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.


    Ceremonia wręczenia tego wyróżnienia, najwyższego, jakie przyznaje państwo Izrael, odbyła się po raz pierwszy w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski przy udziale Piotra Kadlcika, przewodniczącego Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich, Michaela Schudricha, naczelnego rabina Polski, Nadav Eshcara, wiceambasadora Izraela, Zvi Rav-Nera oraz Diti Rav-Nera, ambasadora Izraela z małżonką, abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, abp. Wojciecha Polaka, metropolity gnieźnieńskiego, prymasa Polski, bp. Artura Mizińskiego, sekretarza generalnego KEP, kardynałów Stanisława Dziwisza i Kazimierza Nycza oraz nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Celestina Migliore.

    Izkor – będzie pamiętane

    Ten hebrajski napis widnieje na jednej z głównych budowli Instytutu Pamięci Narodowej Yad Vashem w Jerozolimie.
    Do domu bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr Najświętszego Imienia Jezus w Suchedniowie niedaleko Skarżyska-Kamiennej przyszedł mężczyzna. Przyprowadził, a zdaje się, że raczej przyniósł małą, trzyletnią dziewczynkę. Nikt nie pytał o jego imię. Może był znany siostrom, a może lepiej było nie pytać, by w razie wpadki wiedzieć jak najmniej i nie wydać wielu ludzkich istnień. Za pomoc Żydom w Polsce groziła kara śmierci dla tego, kto ukrywał, i dla jego rodziny. Gdy był to klasztor, śmierć groziła całej wspólnocie.
    Joasia Przygoda, bo tak nazywała się mała Żydówka, w 1943 r. została wyniesiona z warszawskiego getta. Dzięki heroicznej odwadze Marii Kaczyńskiej matka ukrywała ją w Milanówku. Ale przyszła dekonspiracja i śmierć rodziców. Jak wówczas uratowała się Joasia, w detalach nie wiadomo. Przeżyła też Maria Kaczyńska, która została uhonorowana medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
    Dziewczynkę przyjęła przełożona domu w Suchedniowie s. Serfia, Adela Rosolińska. A wychowawczynią Joasi w suchedniowskim siostrzanym domu dla dzieci i sierot została s. Kornelia Jankowska. Dziecko przebywało w klasztorze razem z osiemdziesiątką innych dzieci dwa lata. Mężczyzna powiedział, że pewnego dnia ktoś zgłosi się po Joasię. I tak się stało. Po wojnie losy zawiodły Joasię aż do Australii. Zmieniła nazwisko. Dziś nazywa się Joan Karsten. Wyszła za mąż. Urodziła córkę Karen, która obecnie mieszka w USA. Obie kobiety podjęły się odnalezienia klasztoru i sióstr, które pospieszyły z ratunkiem. Nie było to łatwe, bo mijały lata, a sam pobyt kobieta (wówczas dziewczynka w wieku przedszkolnym) pamiętała bardzo mgliście. Nie znała nazwy zakonu. Nie wiedziała, co to była za miejscowość. Ale – choć mijały lata – upór doprowadził do szczęśliwego finału. Dwa lata temu Joan i Karen były w Suchedniowie. Zostały przyjęte przez siostry, ale już nie tamte z dzieciństwa Joasi. S. Adela Rosolińska zmarła w 1952 r. w Klimontowie niedaleko Sandomierza i tam została pochowana, s. Kornelia Jankowska – w 2004 r. i została pochowana w Suchedniowie. Pozostała tylko wizyta na cmentarzu. Ale upór nakazywał więcej. Bohaterskim siostrom należały się dyplomy Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. I tutaj Joan nie spoczęła, aż doprowadziła sprawę do końca. Stan zdrowia nie pozwolił jej przylecieć z Australii. Obecna była Karen.

    Yad Vashem – miejsce i imię

    To instytut w Izraelu założony w 1953 r. w Jerozolimie na mocy parlamentarnej Ustawy o pamięci. Jego nazwa nawiązuje do orędzia proroka Izajasza: „Dam im miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne”.
    Instytut przechowuje dane o ofiarach Holokaustu oraz gromadzi informacje o ludziach i wyróżnia tych, którzy nieśli Żydom pomoc. Tym bohaterom dedykowany jest Ogród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Od 1963 r. specjalna komisja Instytutu Pamięci Narodowej Yad Vashem pod przewodnictwem Sądu Najwyższego Izraela przyznaje medale i dyplomy Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Dyplomy i medale wręczane są na ceremoniach w Izraelu lub w izraelskich placówkach dyplomatycznych na całym świecie. Tylko w 2013 r. odbyło się 14 takich ceremonii, gdy odznaczono 41 Polaków. Relacje z polskich uroczystości publikowane są na stronie internetowej ambasady www.israel.pl, a zdjęcia zamieszczane są w galerii http://picasaweb.google.com/ambasada.izraela.
    Do dziś instytut Yad Vashem odznaczył 25 271 osób, z czego 6450 to Polacy. Niebagatelny wkład w pomoc Żydom ma polskie duchowieństwo. Mówił o tym podczas uroczystości abp Stanisław Gądecki: – Narażając życie własne i życie rodzin, bo tak to na terenie Polski stanowiło okupacyjne prawo, będąc najsurowszym na terenie Europy, w pomoc zaangażowało się ponad 300 tys. osób, ratując 40–60 tys. Żydów. W tej liczbie Kościół odegrał niebagatelną rolę. Bezpośrednio pomagało 75 procent episkopatu, nie licząc tych biskupów, którzy byli osadzeni w obozach koncentracyjnych lub zostali wygnani ze swych diecezji. Żydów ukrywano w ponad 70 męskich klasztorach i 365 domach zakonnych żeńskich. Za pomoc Żydom zamordowanych zostało ponad 150 księży.
    – Każda troska o drugiego człowieka jest pięknym znakiem miłości bliźniego. Bardzo dużo mówi się o Polakach, ale nie zawsze tak dobrze. Tym razem są to wielkie świadectwa wielkiej troski Polaków o ludzi, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. I tym razem jest to piękne świadectwo i księży, i sióstr zakonnych, co zasługuje na szczególne uznanie i szacunek – mówił obecny na uroczystości bp Henryk Tomasik. Nasz ordynariusz wspomniał również o księżach, ponieważ medale i dyplomy przyznane były także trzem nieżyjącym już kapłanom: Janowi Raczkowskiemu, który w Otwocku uratował rodzinę Pinkertów, oraz Antoniemu Kani i Mikołajowi Ferencowi, którzy w Markowej i Nowej Hucie, parafiach niedaleko Stanisławowa, uratowali Ewę Trauenstein-Turzyńską i jej synka Leona.

    Izkor po raz drugi

    Medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata jest przyznawany nie-Żydom, którzy nieśli pomoc i ratunek osobom narodowości żydowskiej. Miała to być pomoc wyświadczona bez wiązania jej z żadną rekompensatą, niesiona z ryzykiem utraty życia lub wolności. Jasno określone są także przepisy regulujące samą ceremonię. Wyróżniony otrzymuje dyplom i medal. Wręcza go osoba ocalona razem z przedstawicielami władz państwa Izrael. Jeśli ocalony nie żyje lub nie jest obecny, w jego imieniu występują członkowie jego rodziny. Podobnie rzecz ma się z tym, który niósł pomoc.
    – Szukając członków rodzin nieżyjących osób, którzy nieśli pomoc, szczególnie trudno odnaleźć krewnych księży i sióstr zakonnych – mówili podczas ceremonii przedstawiciele strony izraelskiej. I tak było w przypadku s. Adeli Rosolińskiej. Reprezentowały ją jej współsiostry, Stanisława Murawska i Barbara Konarska. – Jesteśmy tak po ludzku dumne z naszych sióstr. Ale one robiły to bez rozgłosu i tylko na chwałę Bożą – mówi s. Stanisława. Potwierdza to s. Barbara i dodaje: – Byłam w Suchedniowie na pogrzebie s. Jankowskiej. Pełniłam wtedy w zgromadzeniu funkcję matki generalnej. Znałyśmy się i przyjaźniłyśmy. Natomiast s. Rosolińską znałam tylko ze słyszenia. Zmarła, zanim wstąpiłam do zgromadzenia. Ale tutaj muszę dopowiedzieć rzecz moim zdaniem ważną. S. Adela Rosolińska po wojnie pracowała w Klimontowie koło Sandomierza, gdzie także była ochronka dla dzieci. Tam podczas wojny pracowała s. Maria Herman, która potem przyjmowała mnie do zgromadzenia. W tamtejszym sierocińcu siostry ukrywały i uratowały trzy żydowskie dziewczynki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół