Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mówili mu „Szefie”

Zawsze ciągnęło go do ludzi i ludzi ciągnęło do niego.

Pielgrzymka rozrastała się dynamicznie. Dojrzewała myśl, by stworzyć samodzielną trasę radomską, bez łączenia się z pielgrzymką warszawską. Po raz pierwszy taka pielgrzymka odbyła się w 1981 r. Jej kierownikiem był ks. Domagała. – Zawsze można go było zobaczyć wśród pielgrzymów, z którymi rozmawiał, żartował, których spowiadał i którym dawał dobre rady. Zawsze pielgrzymował na początku kolumny w otoczeniu pątników, ze stułą na szyi i przewieszoną przez ramię torbą – mówi ks. Leszek Domagała, późniejszy kierownik radomskiej pielgrzymki. W szczytowym okresie pątnicy z radomskich kolumn liczyli ponad 15 tys. osób.

Proboszcz

Tak naprawdę nie da się po prostu dzielić życia ks. Domagały na kolejne okresy. One się przeplatały, bo sporo z pól jego zaangażowań trwało przez cały czas. Gdy w grudniu 1986 r. bp Edward Materski mianował go administratorem nowej pa- rafii Matki Bo- żej Częstochowskiej w Radomiu, a krótko potem jej pierwszym proboszczem, nie przestał prowadzić pielgrzymów, jak i nie przestał spotykać się ze studentami. Nadal też zabierał ich na Mazury i na górskie wędrówki. – Pamiętam pierwszą Pasterkę pod gołym niebem w naszej nowej parafii. Mróz, śnieg, zimno, ale wszyscy rozgrzani radością, że będzie kościół, że będzie do niego bliżej, no i proboszcz, ks. Domagała, taki nasz, taki bezpośredni, taki otwarty i przyjazny dla wszystkich, od dziecka do starca – wspomina Helena Łęcka, która opowiada też i o innych wcześniejszych spotkaniach: – To czas stanu wojennego. Prześladowania związkowców nie ominęły także mnie. Przed każdym wezwaniem na SB czy milicję szłam do ks. Zdzisława po wskazówki i duchowe wsparcie. 29 kwietnia 1996 r. ks. Zdzisław poprosił ordynariusza o zwolnienie z funkcji proboszcza. Od tego czasu zamieszkał jako rezydent przy kościele św. Jana. Znów wrócił do fary. Przyczyną rezygnacji było słabnące zdrowie. Szczególnie dokuczała mu cukrzyca. Choć sam się nie skarżył, najbliżsi wiedzieli, że jego stan się pogarsza, szczególnie wzrok.

Różańcowy strażnik wartości

Ksiądz Zdzisław lubił wstawać bardzo wcześnie. Wychodził wtedy na plac i chodząc wokół kościoła, odmawiał Różaniec. – Wielokrotnie mawiał o swojej modlitwie, że trzyma straż koło fary – mówią Jan i Hanna Sadłowscy. Jego mieszkanie nadal było miejscem, gdzie spotykali się ludzie, by rozmawiać, debatować, krystalizować swe poglądy. To było swoiste centrum, do którego ciągnęli jego dawni studenci, już wówczas mocno dorośli, często piastujący ważne funkcje, jak i kolejne pokolenia żaków. Jeden z nich, Szczepan Kowalik, student historii KUL, a dziś alumn radomskiego seminarium, opowiada: – Księgozbiór ks. Domagały był naprawdę niezły i świadczył o jego zainteresowaniach intelektualnych. Nie był być może ogromny, liczony w tysiącach woluminów, ale był za to dobrze dobrany. Gdy przyjeżdżałem z Lublina do Radomia, zawsze odwiedzałem ks. Domagałę. W czasie każdej wizyty padało pytanie: „Co ostatnio czytałeś?”. Kiedyś przywiozłem mu z wyprzedaży kilka tomów „Summy teologicznej” św. Tomasza z Akwinu, Doktora Anielskiego. Był miłośnikiem jego myśli i trzymał jego dzieła nad łóżkiem. Śmiałem się, że kiedyś spadnie mu ta półka na głowę i też zostanie Doktorem Anielskim. Nadal w jego mieszkaniu rozprawiano o sprawach religijnych, o dziejach Polski i historii Kościoła.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama