GN 48/2020 Archiwum

Wrócili inni

Wspomnienia z Brazylii. To, że są Polakami, wywoływało entuzjazm. A oni odkrywali na nowo Kościół powszechny i to, że chcą dzielić się radością wiary.

– Chodziliśmy od domu do domu. W pierwszym, do którego poszliśmy, była starsza kobieta, która miała polskie korzenie. Gdy modliliśmy się po polsku, była tak wzruszona, że aż trudno to opisać – wspomina Ania Kazana. Jak wspomina ks. Marek, on, jako kapłan z wieloletnim doświadczeniem, był zdziwiony intensywnością i głębokością relacji, które zostały zawiązane, nie tylko na płaszczyźnie przyjacielskiej, ale na płaszczyźnie wiary. – Europejczycy mają racjonalne, intelektualne podejście do wiary, lecz emocjonalnie jesteśmy trochę upośledzeni. Oni w tym wszystkim są spontaniczni, prości, szczerzy i przyznam, że ten czas bardzo nas odblokował. Potem, gdy zostawaliśmy sami w grupie, to inaczej wyglądały nasze gesty. Nie wiem, na ile będzie to miało charakter trwały, ale to doświadczenie było dla nas niezwykle ważne – dopowiada. W sercu Ani zapisały się szczególnie wspomnienia z Tygodnia Misyjnego: – To w Kurytybie zawiązaliśmy najlepsze znajomości i najściślejsze relacje. Dzięki temu mogliśmy z tą młodzieżą spotykać się jeszcze w Rio de Janeiro.

Papież na żywo

Młodzi ludzie w Brazylii mogli na wyciągnięcie ręki obcować z papieżem Franciszkiem. Nasuwa się pytanie, jak odebrana była tam spontaniczność ojca świętego. Okazuje się, że obserwowano nie tylko zachowanie papieża, ale i reakcje Brazylijczyków oraz Argentyńczyków patrzących na papieża Franciszka. – W Brazylii widać otwartość ludzi, ich pogodę ducha. Kiedy papież przytulał dziewczynę, to w całych sektorach wybuchały spontaniczne brawa. Bo był to sposób bycia Latynosa, a oni we Franciszku widzieli swojego człowieka – Latynosa – mówi ks. Marek. Ale tak naprawdę były to Światowe Dni Młodzieży dwóch papieży. Osoba papieża Benedykta XVI, który modlitewnie towarzyszył wydarzeniom w Brazylii, przypominana była przez papieża Franciszka. Trzeba też pamiętać, że bezpośrednie przygotowania do tego spotkania prowadził Benedykt XVI, on też zaprosił młodzież w Madrycie na spotkanie do Rio de Janeiro. Tak jak teraz zrobił to papież Franciszek, zapraszając młodzież z całego świata do Polski – do Krakowa. Wieść o Krakowie padła, gdy ks. Marek był ze swoją grupą na plaży. – Były krzyk i radość – wspomina Ania. – Byliśmy widoczni, bo mieliśmy przygotowane koszulki, flagi. Zaraz pojawili się fotoreporterzy. Każdy chciał też mieć coś z Polski. Byliśmy rozchwytywani. Kiedy już nie mieliśmy żadnego symbolu polskiego ani flagi, ani wstążeczki, to chcieli chociaż mieć z nami zdjęcie. – Nie zdarzyło mi się i chyba już się nie zdarzy taki moment, kiedy to, że jestem Polakiem, wśród obcokrajowców powoduje entuzjazm – opowiada ks. Marek. – Właściwie cały czas dla większości uczestników tych Dni byliśmy egzotyczni, a przez to i atrakcyjni. Zdarzało się, że ktoś przychodził i pytał, czy może sobie z nami zrobić fotografię. Kiedy się ustawiałem, do zdjęcia wyskakiwały kolejne osoby ze swoimi flagami i takich zdjęć w naszym archiwum jest bardzo, bardzo dużo. Podszedł do mnie Argentyńczyk w metrze i uśmiechając się, zapytał, czy jestem z Polski, i absolutnie łamaną angielszczyzną powiedział: „Jan Paweł II, Polska, Franciszek, Argentyna jeden – jeden”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama