Nowy numer 49/2020 Archiwum

Wychyla się do mnie z krzyża

- Nie potrzebuje też bólu naszych łamanych nóg - mówi ks. Jan Kaczkowski.

- Oznaczałoby to, że nie istnieje żadna odpowiedzialność moralna - tłumaczy ks. Jan. - Chodzi więc o to, by z człowieczeństwa wydobyć tę nutę tajnego sanktuarium sumienia. Ja bardzo szanuję ludzi niewierzących. Ks. Halik bardzo mądrze powiedział, że bywają ludzie wierzący, którzy w wątpliwościach zbyt szybko odpowiedzieli sobie, że Bóg istnieje i ich wiara stała się ideologią, a są też tacy bardzo zajadli niewierzący, którzy zbyt szybko odpowiedzieli sobie, że Boga nie ma. A tymczasem wobec Boga trzeba w życiu być po prostu cierpliwym. I ja do tej cierpliwości namawiam zarówno wierzących, jak i niewierzących.

- Ludzie dotknięci chorobą zadają często Bogu pytanie, dlaczego właśnie oni, dlaczego Bóg wybrał właśnie ich i dotknął takim cierpieniem...

- To nie Boży wybór, tylko biologiczny przypadek - mówi ks. Jan. - Ja zresztą w tej biologii, która i mnie dotknęła, odczuwam Jego bliskość. W chrześcijaństwie często mówimy o łączeniu naszych cierpień z cierpieniami Chrystusa. To nie jest dobra perspektywa, bo to wygląda tak, jakby Chrystus był odległy, jakby to był buddyzm. To tak, jak byśmy musieli się uwolnić od naszego ciała, by złączyć się z Chrystusem. To wygląda tak, jakby Chrystusowi był potrzebny ból naszej łamanej nogi. A to nieprawda. Ja widzę to inaczej, zmieniam optykę. To Chrystus - wychylając się z krzyża - łączy się z naszym cierpieniem przez dwa fakty. Pierwszy to ten, że On się wcielił, przyjął nasze ciało, był z nami biologicznie tożsamy. Gdy się skaleczył, to bolało Go tak samo jak nas. On biologicznie umarł i biologicznie nas odkupił i biologicznie jakoś dziwnie zmartwychwstał. I drugi fakt: my mamy dane przez Niego prawo, by do naszego, czasem biologicznie obrzydliwego, ciała przyjąć Jego Ciało - prawdziwe, realne, substancjalne - w Komunii św. Nawet wtedy, gdy Boga nie czuję, to On ze mną współodczuwa. To Bóg wychodzi ku mnie, Chrystus wychodzi ku mnie, łącząc się tak bardzo ze mną od samego mojego poczęcia i także wtedy, kiedy odbieram wynik szpitalnego badania. On zawsze jest ze mną, współpłacze, współcierpi...

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama