Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pamięci pierwszego partyzanta II wojny światowej

W niedzielę 30 kwietnia odbędą się obchody Dnia Pamięci o mjr. Henryku Dobrzańskim, "Hubalu".

- "Broni nie złożę, munduru nie zdejmę" - to słynne słowa "Hubala". I to była jego postawa, której pozostał wierny aż do śmierci. Naszymi uroczystościami chcemy przypomnieć wszystkim, czym jest patriotyzm. Tegoroczne obchody Dni Pamięci o mjr. Hubalu odbędą się 30 kwietnia przy szańcu w Anielinie. Honorowy patronat nad obchodami przyjął prezydent Andrzej Duda. Wszystkich, którzy chcą uczcić pamięć "Hubala", serdecznie zapraszamy - mówi Józef Róg, starosta opoczyński.

Obchody rozpoczną się o 10.00. Na placu przy szańcu sprawowana będzie Msza św., a po niej - apel pamięci, salwa honorowa oraz składanie kwiatów przy szańcu "Hubala".

W tym roku mija 77. rocznica śmierci pierwszego partyzanta II wojny światowej i zarazem 120. rocznica jego urodzin.

Mjr Henryk Dobrzański "Hubal"   Mjr Henryk Dobrzański "Hubal"
Henryk Dobrzański urodził się 22 czerwca 1897 r. w Jaśle jako syn Henryka Dobrzańskiego i Marii hrabiny Lubienieckiej. Po maturze w 1914 r. zapisał się na agronomię w Studium Rolniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ale wybuchła wojna. Dobrzański, jako absolwent kursu w Polskich Drużynach Strzeleckich, starał się, aby przyjęto go do Legionów Polskich. Ponieważ był zbyt młody, zmienił rok urodzenia na 1896 r. 1 grudnia 1914 r. stawił się na stacji zbornej Legionów Polskich w Krakowie.

W 1915 r. w stopniu kaprala został odkomenderowany do plutonu kawalerii sztabowej przy Komendzie Legionów Polskich, a już w grudniu na własną prośbę został przeniesiony do 3 szwadronu Pułku Ułanów Legionów Polskich, gdzie mógł brać udział w działaniach frontowych. W styczniu 1918 r. został skierowany do Szkoły Podchorążych II Brygady w Mamajesti. Nauki nie ukończył ze względu na protest przeciwko podpisaniu traktatu brzeskiego.

W listopadzie, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, zgłosił się do formującego się w Krakowie 2 Pułku Ułanów Wojska Polskiego. Tam został przydzielony do szkolenia nowo przybyłych kandydatów na ułanów. Za okazane męstwo i czyny bojowe podczas walk o utrzymanie Galicji Wschodniej został odznaczony trzykrotnie Krzyżem Walecznych.

Podczas wojny z Rosją Sowiecką ppor. Dobrzański brał udział m.in. w czasie kontrofensywy 1 Armii Konnej Siemiona Budionnego w walkach pod Klekotowem, Kulikowem i Komarowem. Za brawurową akcję pod Borowem został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari i został awansowany do stopnia porucznika. Po zakończeniu wojny i przeniesieniu pułku do Bielska-Białej por. Dobrzański rozpoczął pierwsze treningi jazdy konnej.

Doskonałe wyniki sportowe zadecydowały, że w lutym 1925 r. został powołany do powstałej w Warszawie pod kierownictwem ppłk. Rómmla "grupy przygotowawczej" sportu konnego i wszedł do ekipy jeźdźców na międzynarodowe konkursy w Nicei, Londynie i Aldershot. Był rezerwowym zawodnikiem podczas IX Olimpiady w Amsterdamie. Po przeniesieniu do 20 Pułku Ułanów w Rzeszowie we wrześniu 1929 r. H. Dobrzański poznał Zofię Zakrzeńską, przyszłą żonę.

Wiosną 1934 r. został skierowany do 2 Pułku Strzelców Konnych w Hrubieszowie na stanowisko kwatermistrza pułku, w 1936 r. został przeniesiony do Wilna, gdzie objął stanowisko kwatermistrza w 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Pod koniec 1938 r. Dobrzański otrzymał przydział na stanowisko dowódcy szwadronu zapasowego 4 pułku ułanów w Wołkowysku.

W pierwszych dniach września 1939 r. w ośrodku zapasowym w Białymstoku organizowano Rezerwową Brygadę Kawalerii. W jej skład wszedł 110 pułk ułanów dowodzony przez ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego. Jego zastępcą był mjr Henryk Dobrzański.

17 września 1939 r., po wkroczeniu do Polski Armii Czerwonej, osiągając gotowość bojową, pułk kierując się do Wilna, odmówił złożenia broni i przekroczył granice Litwy. 110 pułk skierował się do Puszczy Augustowskiej, gdzie podczas walki z Sowietami stracił 3 szwadron. Ppłk Dąmbrowski podjął decyzję o rozwiązaniu pułku. Jednakże grupa doskonale uzbrojonych żołnierzy ze 110 i 102 pułku pod dowództwem mjr. Dobrzańskiego podjęła marsz na Warszawę, pragnąc bronić stolicy. Po dotarciu do miejscowości Krubki, Dobrzańskiego zaskoczyła wieść o kapitulacji stolicy. W majątku mjr Dobrzański ogłosił żołnierzom swoją decyzję o niezdejmowania munduru i przebijaniu się na Węgry z zamiarem dotarcia do Francji.

W pierwszej dekadzie października, po morderczym marszu, oddział nękany przez Niemców dotarł do Gór Świętokrzyskich. 5-9 października wraz z oddziałem zatrzymali się w gajówce Podgórze (południowy-zachód od Bodzentyna). Tu major zakomunikował żołnierzom decyzję o pozostaniu w kraju, wierząc, że wiosną 1940 r. ruszy ofensywa aliantów. Tam też przyjął pseudonim "Hubal" i rozpoczął organizowanie konspiracyjnej placówki oporu.

W lutym 1940 r., podczas dłuższego postoju w Gałkach, liczebność oddziału wzrosła do ok. 320 żołnierzy. Do Gałek 13 marca 1940 r. przybył ówczesny komendant Okręgu Łódzkiego ZWZ, płk Leopold Okulicki "Miller" z rozkazem zmniejszenia lub demobilizacji oddziału. Wobec zaistniałej sytuacji "Hubal" zostawił wolną rękę swoim podwładnym. Większość opuściła oddział, przechodząc do walki konspiracyjnej w szeregach Związku Walki Zbrojnej. Przy "Hubalu" pozostało około 70-80 żołnierzy. Wraz z przyjściem wiosny 1940 r. Niemcy rozpoczęli szeroko zakrojoną akcję przeciwko polskiemu podziemiu konspiracyjnemu, w tym również przeciwko oddziałowi Hubala.

30 marca 1940 r. pod Huciskiem oraz 1 kwietnia 1940 r. pod Szałasem doszło do zwycięskich potyczek oddziału z przeważającymi siłami wroga. Niemcy po akcjach zakończonych fiaskiem, rozpoczęli działania odwetowe wobec ludności cywilnej, mordując i paląc wiele wsi na szlaku marszu majora "Hubala". Dobrzański bardzo mocno przeżył owe pacyfikacje, obwiniając siebie za śmierć setek bezbronnych ludzi. Nie poddając się, nękany wieloma obławami, zmieniał wciąż miejsce postoju. Z obawy przed kolejnymi pacyfikacjami wsi, unikał postoju w zabudowaniach ludności cywilnej oraz gajówkach.

Pod koniec kwietnia mjr Dobrzański wraz z oddziałem przeniósł się w lasy koło Spały. Rankiem 30 kwietnia 1940 r. oddział ostrzelany z broni maszynowej stracił swojego majora. Wraz z nim poległ jego luzak kpr. Antoni Kossowski („Ryś”) oraz ukochany koń majora "Demon".

Do dziś trwają spory o miejsce pochówku pierwszego partyzanta II wojny światowej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama